Historyk, znawca Piastów i gawędziarz – rozmowa z Pawłem Kozerskim

0
772
Paweł Kozerski - historyk, znawca Piastów i gawędziarz [fot. Maciej Stępień / Radio Opole]

Historyk, znawca Piastów i gawędziarz rozmowa z Pawłem Kozerskim, wieloletnim dyrektorem Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu.


Spędził Pan 50 lat na brzeskim zamku. Z pewnością trudno się przyzwyczaić do tego, że rano nie trzeba już wstawać i ruszać do muzeum. Jak wyglądał Pana pierwszy dzień na emeryturze?
Przede wszystkim wstałem później niż zwykle i zjadłem śniadanie. Ten posiłek, przez te wszystkie lata, zjadałem dopiero na zamku. Pierwsze dni na emeryturze były dość pracowite. Musiałem jeszcze dokończyć sprawozdania, przekazać pile sprawy nowemu dyrektorowi i omówić z nim aktualny terminarz.

Podczas uroczystego pożegnania wiele osób zastanawiało się czym się Pan teraz zajmie. Padały pomysły związane z napisaniem książki lub pracy naukowej.
Mam zebrane materiały dotyczące mennicy w Brzegu. Dotychczas były tylko szczątkowo publikowane. Muszę się zmobilizować i to napisać. Po pierwsze dlatego żeby się nie zmarnowały, bo przez wiele lat siedziałem w źródłach i kosztowało to sporo czasu i pracy. Po drugie dlatego, że dotarłem do nowych ustaleń dotyczących działalności mennicy. Otóż w średniowieczu znajdowała się ona obok zamku, a nie – jak zwykło się twierdzić – na ulicy Garbarskiej. Do pisania będę się musiał zmobilizować. Kusząca jest chęć odpoczynku, a trzeba sobie narzucić pewien reżim, być systematycznym. Wiadomo też, że najważniejsze jest zdrowie. Od tego wszystko zależy. W każdym razie mam regały pełne rękopisów i przeróżnych notatek. Mógłbym się pokusić o monografię poszczególnych Piastów, a może w ogóle pracę o Piastach Brzeskich – taką z nowego punktu widzenia, opartą o nowe opracowania.

Wiele osób, które Pana poznały wspomina Pana jako wybitnego znawcę historii Piastów Ślaskich ale też świetnego gawędziarza, zawsze mającego na podorędziu jakąś ciekawą historię lub anegdotę. Z czego to wynika?
Przede wszystkim z tego, że doskonale zdaję sobie sprawę, iż przy oprowadzaniu, które trwa około dwóch godzin, ludzie zaczynają się nudzić. To czysta psychologia. Człowiek nie potrafi się skupić i zająć czymś przez tak długi czas. Trzeba wszystko odpowiednio dozować. Jeśli opowie się kilka takich ciekawostek, to ludzie je zapamiętają. Nie zapamiętają dat ani kto był kogo synem tylko właśnie takie nieszablonowe historie. Ten sposób sprawdzał mi się przez całe lata, zarówno podczas oprowadzania, jak i podczas wykładów. Z biegiem czasu wszedł mi w krew. Zawsze dużo siedziałem w źródłach z epoki i udawało mi się takie ciekawostki wyłapywać. W poważnych, naukowych publikacjach zwykle się je pomija.

O każdym z Piastów dałoby się opowiedzieć jakąś ciekawostkę, coś co zapadłoby w pamięć?
Tak, dla przykładu żyjący w XIV w. Bolko III zmarł w dość niecodziennych okolicznościach. Przez bardzo długi czas pościł, a po zakończeniu tego okresu wstrzemięźliwości postanowił nagle zjeść 13 kurczaków i obficie zapić je piwem. Ten olbrzymi posiłek spowodował jego zgon. Ale to nie koniec. Bolko III był ekskomunikowany, a co za tym idzie, w jego otoczeniu nie było duchownych. Jego synowie, aby jakoś otworzyć ojcu drogę do niebios, udali się do Zielęcic i stamtąd ściągnęli kapelana, przywożąc go na dwór w worku.
Z kolei Ludwik II wędrował i bawił się po całej Europie, a jego wyprawa do Rzymu trwała lata, bo wiecznie ktoś mu w tej drodze „przeszkadzał”. Zasłynął też organizacją różnego rodzaju bankietów i uczt. Cesarz, aby nieco ukrócić ten proceder, wydał któregoś razu zakaz sprzedaży drewna. Ludwik II wykupił zatem zapas orzeszków laskowych, które posłużyły do rozpalenia ognia i wydania kolejnej uczty.
Dużą popularnością cieszą się oczywiście wszelkie historie od alkowy. Często opowiadam o tym, że były na dworze służące, których rolą było ogrzanie łoża. Zwykle kończę tę historię słowami – nie pytajcie co było po tym gdy już łoże było wystarczająco ciepłe.
Myślę, że te wszystkie historie nie uwłaczają pamięci Piastów, a tylko ubarwiają ich życiorysy. Sprawiają ponadto, że stają się bardziej ludzcy, a co za tym idzie ciekawsi.

Sporo było wśród Piastów hulaków, ale też wielu takich, dzięki którym Brzeg stał się silnym i prężnie rozwijającym się ośrodkiem. Panu udało się tych najważniejszych Piastów osadzić w świadomości lokalnego społeczeństwa. To chyba bardzo wielki sukces.
Z pewnością warto pamiętać o wielu Piastach, a przede wszystkim o tych, którzy przeszli do historii jako wybitni. Do takich postaci z pewnością należy Ludwik I, który miał zasługi na wielu polach. Był on m.in. posiadaczem jednej z największych bibliotek świeckich, a także inicjatorem powstania „Kroniki książąt polskich”.
Mówiąc o najwybitniejszych Piastach, należy oczywiście wymienić Fryderyka II i jego syna Jerzego II. Ich panowanie przypada niemal dokładnie na cały XVI w. Był to okres najwybitniejszy w dziejach tego księstwa. Fryderyk II i Jerzy II przyjmowali z Europy wszystkie najcenniejsze idee i trendy. Wbrew temu, co się niekiedy mówi, byli też bardzo dobrymi gospodarzami. To byli też ludzie nowego formatu. Fryderyk II odbył przecież pielgrzymkę do Ziemi Świętej – widział sporo świata, miał wyobrażenie tego jak on wygląda.
Brzeski zamek był w tamtym czasie europejskim klasykiem. Do Gimnazjum Piastowskiego ściągała młodzież z całej środkowej Europy. To wszystko było zasługą Fryderyka II i Jerzego II. Zwłaszcza drugi z nich zasługuje na najwyższe uznanie. Jego wysiłkiem utworzony został – w tym, było nie było, prowincjonalnym Brzegu – ośrodek porównywalny w wielu aspektach nie tylko do Krakowa, ale do innych ośrodków zachodnioeuropejskich.

Niewiele zostało z tego okresu świetności.
Tak, żałować można, że tak to się wszystko skończyło. Nie było po Piastach spadkobierców. Zamek zniszczono, jego wyposażenie wywieziono i teraz można go szukać po całym świecie. Pozostały tylko pojedyncze rzeczy, a z większych zbiorów biblioteka, która w latach 40′ przejęła Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu. Ich najlepsze zbiory kartograficzne, to przecież właśnie z Brzegu. Dwa lata temu zidentyfikowano w katedrze św. Piotra i Pawła w Detroit dwa gobeliny pochodzące z naszego zamku. Parę lat temu na aukcji w Londynie za gigantyczne pieniądze wylicytowany został srebrny puchar, które miasto sprezentowało z okazji wesela Fryderyka III. Takich rzeczy jest sporo.

Miał Pan upatrzony jakiś wymarzony przedmiot, który chciał Pan pozyskać dla muzeum?
Moim marzeniem zawsze było znaleźć rysunki czy obrysy zamku, które Jerzy II wysyłał do różnych europejskich książąt po jego przebudowie. To by nam dało wyobrażenie, jak wyglądał pierwotnie nasz zamek. Śmiem twierdzić, że zachowały się one gdzieś w archiwach możnowładczych. W Wiedniu jest na przykład średniowieczny kopiariusz z kolegiaty św. Jadwigi. Takich rzeczy sporo by się jeszcze znalazło. Przecież Piastowie mieli kontakty z całą Europą. Ale poszukiwanie tych wszystkich rzeczy to robota na pokolenia. Pole do popisu jest duże. Piastów Śląskich było przecież 413. To właściwie 50 procent całej dynastii.

Czego życzyłby Pan nowemu dyrektorowi? Na czym powinien się skupić?
Trudno mi narzucać cokolwiek nowemu dyrektorowi, ale niektóre rzeczy z pewnością warto kontynuować. Należą do nich na przykład konferencje naukowe. Nasze muzeum jest jedyną instytucją w Polsce zajmującą się statutowo Piastami Śląskimi, ale w kraju jest wielu ludzi, którzy zajmują się tym tematem. Ich obecność na konferencjach da możliwość zapoznania się z wynikami najnowszych badań. Na pewno warto byłoby rozbudować kwerendę i odszukiwać rzeczy związane z Piastami, bo niekiedy odnajdują się one w dziwnych okolicznościach. No i oczywiście konsekwentnie rozbudowywać zbiory. Dokładać cegiełkę do cegiełki – bo tak wygląda właśnie praca w muzeum.