Logo 728×90
Reklama 750×150 pod menu

Tajemnice Sudetów część IV – Brzeżanie eksplorowali kompleks Riese

riese

W tym tygodniu prezentujemy kontynuację felietonu z wyjazdowego spotkania członków sekcji historyczno-eksloracyjnej Towarzystwa Rozwoju Ziemi Brzeskiej i sympatyków. Tym razem podróżnicy zwiedzali m.in. kompleks Riese w Górach Sowich. O wyjeździe pisze w swoim felietonie Tomasz Potaczało.


Dziś kontynuacja felietonu z wyjazdowego spotkania członków sekcji historyczno-eksploracyjnej Towarzystwa Rozwoju Ziemi Brzeskiej i sympatyków tej sekcji. Na początku małe oświadczenie – na prośbę uczestników.

Oświadczamy, że wyjazd był sfinansowany wyłącznie z własnych środków uczestników. Ze swojej strony dodam, że jako przewodniczący sekcji byłem pomysłodawcą i organizatorem tej wyprawy. W sposób profesjonalny pomagali mi pracownicy Centrum Rekreacji ,,HARENDA”, gdzie znajdowała się nasza baza wypadowa. Wszystko przebiegło zgodnie z ustaleniami i nawet pogoda nam tego nie zepsuła. Nie ukrywam, że przygotowania zajęły nam sporo czasu, ale był to tylko i wyłącznie prywatny czas mój i mojej małżonki.

Opisując nasze wędrówki w masywie góry Osówka, wydawało mi się,  że właściwie wszyscy wiedzą gdzie to jest. W tzw. międzyczasie dotarło do mnie sporo zapytań o lokalizację. Moim zdaniem, najszybszy dojazd z Brzegu wygląda następująco: Drogą krajową 39 do Łagiewnik (przez Wiązów i Strzelin). W Łagiewnikach jedziemy drogą wojewódzką 384 do Dzierżoniowa. Następnie DW 383 do Walimia przez Pieszyce (piękne serpentyny i widoki – to już Góry Sowie). W Walimiu skręcamy w lewo (tym samym opuszczamy DW 383) w kierunku Rzeczki (kilkaset metrów dalej po prawej stronie znajdują się sztolnie w Rzeczce). Dalej jedziemy w kierunku Sokolca, na końcu Rzeczki na Sierpnicę, w Sierpnicy po drogowskazach do Kompleksu Osówka. Tam parkujemy, kupujemy bilet i idziemy z przewodnikiem zwiedzać podziemną trasę turystyczną. Naprawdę zachęcam Państwa do zejścia z utartych szlaków, wystarczy trochę wysiłku i można zobaczyć niesamowite rzeczy. Nie opisuję szczegółowo tego, co widzieliśmy, gdyż sam nie wiem do końca co to było i do czego służyło. W przypadku Osówki polecam czarny szlak – oczywiście w górę, gdzie można zobaczyć wspomniane wcześniej Kasyno, Siłownię, ale również inne budowle oraz ciekawą dziurę w ziemi o średnicy kilku metrów i głębokości 50 metrów!

Teraz jest dobry czas na zwiedzanie tych rejonów. Chodzi o brak roślinności zielonej. Można zobaczyć to, czego latem nie zobaczymy, nawet jeżeli przechodzimy kilka metrów obok. Będąc tam, zatrzymajcie się na chwile, rozejrzyjcie wokoło, posłuchajcie ciszy bądź kropel deszczu i zobaczcie oczami wyobraźni ogromny obszar zamaskowany siatkami, kolejki wąskotorowe jeżdżące kilkoma  liniami na różnych poziomach, ogromne betoniarki, miliony worków cementu, dziesiątki ciężarówek i drogi, do tej pory w doskonałym stanie o szerokości kilkunastu metrów. Zobaczmy również baraki i więźniów pracujących w nieludzkich warunkach oraz ich oprawców – niemieckich strażników, techników i inżynierów. Dobry temat na film, ale każdy film czy opracowanie (dziesiątki książek) z uwagi na brak dokumentów, planów czy fotografii z tego okresu opierałby się tylko na przypuszczeniach czy fantazji autora. Ale wracamy do kolejnego dnia wyprawy.

Następnego dnia rano pojechaliśmy obejrzeć słynną tzw. „muchołapkę” w Muzeum Techniki Militarnej Molke w Ludwikowicach Kłodzkich. Muzeum na otwartym powietrzu i tunele pod ziemią. Muzeum mieści się na terenie dawnej kopalni Wacław zamkniętej w 1930 roku po eksplozji i śmierci 151 górników. Znajdowała się tam również ogromna nowoczesna elektrownia. Po wybuchu wojny, teren objęty został najwyższą klauzulą tajności i na dobrą sprawę nie wiemy, nad czym tam pracowano. Oczywiście od przewodnika usłyszycie masę fantastycznych opowieści. Jest to ogromny teren, w tej chwili mocno zdewastowany. Moim zdaniem bardzo utajniono projekt, gdyż istniała na tym terenie oraz wewnątrz wzgórza przyległego do kopalni, fabryka produkująca materiały wybuchowe i amunicję – Nobel Dynamit AG. Spotkaliśmy tam sporą grupę eksploratorów z wykrywaczami i łopatami, która udawała się właśnie w kierunku bunkrów poszukując materiałów wybuchowych. Trochę ryzykowne, gdyż podobno do tej pory można tam znaleźć sporo pocisków do armat i moździerzy. Wierzę, gdyż takie miejsca były niedawno w okolicy Brzegu, gdzie można było niewybuchy wykopać gołymi rękami.

A co z muchołapką? Według niektórych badaczy, w tym miejscu, oprócz fabryki  Nobel Dynamit AG wybudowano również poligon dla pojazdów pionowego startu, zwany popularnie dzwonem – die Glocke. Pojazd miał startować z konstrukcji zwaną właśnie muchołapką. Jest to duży betonowy obiekt o wysokości kilkunastu metrów. Właściwie jest to dwanaście kolumn połączonych wieńcem na szczycie tworząc w rzucie dwunastokąt. I właśnie tam miał cumować latający dzwon. Według mnie jest to tylko podstawa chłodni kominowej, reszta konstrukcji była z drewna (wpiszcie w wyszukiwarkę „chłodnia kominowa Łódź” i zobaczcie obrazy, kto wierzy w nazistowskie UFO niech tego nie robi).

Przyjeżdżają do Molke ludzie z całego świata wierząc w hitlerowskie UFO. Na pewno obiekty są warte obejrzenia. Można wejść – tak jak my – do podziemi, ale uważajcie na głowy, gdyż nie dają tam kasków i do tej pory mam guza, którego nabiłem sobie podczas przygotowań do wyprawy we wrześniu. Z  tamtego okresu pochodzi również kilka zdjęć pokazujących maskowanie budynków szatą roślinną na dachu.

Z „bazy UFO” udaliśmy się w kierunku Jedliny Zdrój do pałacyku rodziny Bohm. Po drodze, dosłownie kilometr za kopalnią, a może nawet nie (w kierunku Ludwikowic – w dół), zatrzymaliśmy się przy widowiskowym wiadukcie kolejowym wybudowanym po łuku. Przedsięwzięcie Riese otrzymało najwyższy priorytet w III Rzeszy. W pierwszej fazie budowy pracami zajmowała się Śląska Wspólnota Przemysłowa z siedzibą w Jedlinie Zdrój. Jednak prace postępowały bardzo wolno. Wiosną 1944 roku do kontynuacji prac została wyznaczona Organizacja Todt (Organisation Todt, OT). Organizacja Todt to – jak czytamy w wikipedii – ,,utworzona w 1938 w nazistowskich Niemczech organizacja mająca za zadanie budowę obiektów wojskowych, kierowana początkowo przez Fritza Todta”.

OT budowała kwatery Hitlera, doświadczalny ośrodek rakiet V1 i V2 w Peenemünde, wał atlantycki i inne budowle. Na siedzibę dyrekcji wybrano wspomniany pałac rodziny Böhm, stojący na obrzeżu Gór Sowich w Jedlince. Być może znany czytelnikom z programów Bogusława Wołoszańskiego. O ile przedwojenne i wojenne losy pałacu są bardzo ciekawe, to historia powojenna chyba jeszcze ciekawsza. W wielkim skrócie: Carl Franz Krister – „śląski Rockefeller” – pod koniec XIX wieku, mówiąc wprost, dorobił się na podrabianiu porcelany, ponieważ oznaczał swoje wyroby sygnaturą KMP – jak wyroby królewskiej manufaktury porcelany. Wygrał nawet sprawę w sądzie. Po zmiennych kolejach losu pałac nabył w 1889 roku Gustaw Adolf Boehme, rotmistrz kawalerii pruskiej. Jeden z jego synów służył w jednostce wermachtu w Brzegu. Ostatecznie w 1943 roku pałac przejęła (kupiła) Śląska Wspólnota Przemysłowa, jednak w kwietniu 1944 rolę Wspólnoty przejęła organizacja TODT. Na potrzeby bezpieczeństwa jej członków zaadaptowano pałacowe podziemia na schron przeciwlotniczy, zabezpieczony pancernymi i gazoszczelnymi drzwiami. Obiekt pałacowy został utajniony i nosił kryptonim „WILLA ERIKA”. Dokumenty palono na dziedzińcu dopiero 8 maja 1945 r. Do tej pory w pałacu widać resztki instalacji telefonicznych z tego okresu. Po wojnie podziurawiono pałac w poszukiwaniu skarbów, co widać jeszcze zwłaszcza w piwnicach.

Następnie w pałacu funkcjonowało Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, Zakłady Włókiennicze, RSP, aż zdewastowany trafił w ręce prywatne. Kilka lat temu byłem w tym miejscu z ludźmi z „Odkrywcy” i obecny właściciel osobiście przekazywał nam historię tego miejsca. Obecnie historia przekazywana przez przewodnika nieco się różni. Otóż w 2008 członkowie rodziny Boehm przywieźli do pałacu kronikę dziejów pałacu. Według przewodnika, wskazali oni kilka miejsc ukrycia majątku pałacowego w zabudowaniach oraz przekazali informację o zakopaniu w parku dwóch skrzyń. Oczywiście nic nie znaleziono. Jak wspomniałem, słyszałem inną wersję: córka lub wnuczka owszem przekazała księgę, ale również dokładną mapę miejsca zakopania dwóch beczek z kosztownościami. Poszukiwania przy udziale Bogusława Wołoszańskiego zakończyły się połowicznym sukcesem, gdyż znaleziono tylko jedną beczkę. Może właśnie tak powstają legendy? Pałac udostępniony jest zwiedzającym. Wewnątrz można zobaczyć zainscenizowane obrazy z okresu działalności OT. Podczas naszego pobytu w pałacu odbyło się otwarcie stałej wystawy zdjęć i artefaktów z wyprawy w Góry Sowie z 1964 roku. Godne obejrzenia. Pałac był ostatnim punktem naszej wycieczki.

Z uwagi na wielkie zainteresowanie tematem Riese, postaram się w kolejnych felietonach przedstawić czytelnikom pozostałe komplety tego przedsięwzięcia. Przedsięwzięcie to realizowane było w obrębie 7 kompleksów: Rzeczka, Jugowice Górne, Włodarz, Osówka, Soboń, Sokolec(Gontowa) i Książ. Jest jeszcze kilka kompleksów do odkrycia.

                                                                                                                       Tomasz Potaczało

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *