Wracamy do sprawy pana Sławomira Gawryjołka, który w czerwcu ub.r. otrzymał pierwsze, „tajemnicze” pisma z holenderskiego urzędu. Chodzi o mandat karny za złe parkowanie, którego rzekomo miał się dopuścić mieszkaniec Pisarzowic. Kłopot w tym, że pan Sławomir nigdy nie był w Holandii, a pojazdu nikomu nie pożyczał.


– Pierwsze pismo z Holandii otrzymałem w czerwcu 2016 roku. Jest tam podana data, godzina i miejscowość, w której dokonano złamania przepisów drogowych, tylko problem w tym, że ja nigdy w Holandii nie byłem. Nigdy nikomu nie pożyczałem mojego samochodu, aby ktoś inny mógł takie wykroczenie popełnić – mówił nam w lutym br. Sławomir Gawryjołek.

Przypomnijmy, że kolejna korespondencja z kraju tulipanów i wiatraków docierała do pana Sławomira co dwa miesiące, a należność do zapłaty rosła. Mężczyzna był przekonany, że to próba oszustwa. Żona pana Sławomira udała się na policję, ale została poinformowana, że jeśli nie było żadnego włamania na skrzynkę mailową lub konto bankowe, to nic nie można z tym zrobić. W końcu przyszło wezwanie do sądu.

Dziś (19.04), w Sądzie Rejonowym w Brzegu odbyła się rozprawa w sprawie wykonania prawomocnego orzeczenia o karach pieniężnych na wniosek zagranicznego organu.

– Wychodzę zadowolony, sąd wysłuchał moich wyjaśnień. Stwierdził, że są to wyjaśnienia merytoryczne. Ponadto we wniosku z Holandii brakuje mojego peselu, daty urodzenia. Sąd sprawdził, że osób o moim imieniu i nazwisku jest w Polsce kilkunastu. Spojrzałem dzisiaj na wokandę i w identycznej sprawie jak moja jest 14 rozpraw – mówił nam tuż po wyjściu z sali sądowej Sławomir Gawryjowłek.

Rzeczywiście, na wokandzie widniało dzisiaj kilkanaście pozycji w analogicznych przypadkach, jednak większość z nich, to sprawy polegające na faktycznych wykroczeniach drogowych, a nie na pomyłkach.

– Dzisiejszy dzień jest przykładem tego jak Polacy jeżdżą po Europie. Mamy dosyć dużo spraw o uznanie wykonalności zagranicznych orzeczeń typu mandat, czy postanowienie o ukaraniu karą za popełnione wykroczenie. Wnioski przychodzą głównie z Holandii, Austrii i Niemiec. Niewykluczone, że przy odczytywaniu numeru rejestracyjnego mogą zdarzać się błędy i tego nie unikniemy – tłumaczy Iwona Twardzik Prezes Sądu Rejonowego w Brzegu.

Sprawa pana Sławomira została odrzucona przez brzeski sąd ze względu na braki formalne we wniosku. Mieszkaniec Pisarzowic dzisiaj już wie, że nie odwołał się od holenderskiego mandatu w odpowiednim terminie, ale pierwsze pisma uznał za próbę oszustwa i nie chciał wdawać się w dalszą korespondencję. Ten przypadek może jednak zakończyć się pomyślnie dla polskiego kierowcy, bowiem holenderska administracja będzie procedować nad przywróceniem terminu odwołania. W ostatnim piśmie poinformowano pana Sławomira, aby na razie nie uiszczał wcześniej wskazywanych opłat.

Zaznaczmy, że elektroniczny system wymiany danych rejestracyjnych pomiędzy Polską a Holandią działa od ponad roku. Oznacza to, że jeśli polski kierowca popełni wykroczenie drogowe poza granicami swojego kraju, to nie pozostanie bezkarny. Ale co zrobić, jeśli ktoś kupi fałszywą tablicę rejestracyjną i łamie przepisy na nasze konto? W przypadku pomyłek i niesłusznie nałożonych mandatów nie należy sprawy bagatelizować tylko pisać do zagranicznych instytucji odwołanie. Pierwsza korespondencja jaką otrzymujemy jest napisana w języku polskim. Znajduje się na niej dokładne pouczenie, w jaki sposób i do kogo zwrócić się z wyjaśnieniami.