Brzescy eksploratorzy na konferencji popularnonaukowej „Odkrywcy” cz. I

0
521

„Z Odkrywcą w nurcie historii Pilicy” – pod takim hasłem odbyło się już XII spotkanie zorganizowane przez Instytut Badań Historycznych i Krajoznawczych. Konferencja popularnonaukowa wydawcy miesięcznika „Odkrywca” przy udziale Trasy Turystycznej „Bunkier w Konewce” miała miejsce w Spale w dniach 19-21 maja. Z całej Polski przyjechało ponad 200 miłośników historii i przygody, w tym z Brzegu: Małgorzata i Tomasz Potaczało oraz Urszula i Krzysztof Silarscy. Na relację z tego wydarzenia zaprasza Tomasz Potaczało.


Tegoroczne spotkanie „Odkrywców” rozpoczęliśmy od pobytu w 25. Brygadzie Kawalerii Lotniczej w Nowym Gliniku. Była to niespodzianka dla uczestników konferencji przygotowana przez organizatorów. Trzeba przyznać, że dowództwo bazy lotniczej zrobiło dla nas wyjątek i umożliwiło dostęp do całej bazy, włącznie z wieżą. „Sokoły” – śmigłowce polskiej produkcji – ustawione w rzędzie na płycie lotniska, to naprawdę pozytywny i budujący widok. Jeszcze więcej radości dała nam możliwość objęcia sterów „Sokoła”, oczywiście uziemionego. W bazie odbywały się wówczas Mistrzostwa Polski w Skokach Spadochronowych, a pilotem śmigłowca była pani sierżant, która w brygadzie nie jest jedyną kobietą potrafiącą doskonale latać.

Oficjalne otwarcie XII Konferencji Popularnonaukowej, przywitanie uczestników i gości odbyło się w miejscowości Spała. Po południu wysłuchano wiele ciekawych prelekcji, które trudno opisać na łamach prasy, dlatego pod lupę weźmiemy tylko jedną, według mnie najciekawszą i sensacyjną.

Pan Łukasz Orlicki – publicysta i eksplorator – od wielu lat kieruje działem badań miesięcznika „Odkrywca”. Historyk nawiązał kontakt z grupą rosyjskich polarników, którzy odnaleźli na Ziemi Aleksandry, 1000 km od bieguna północnego, kompletną niemiecką stację pogodową z okresu II wojny światowej.. Wybudowana w 1942 r. i nazwana “Schatzgraber” – Łowca skarbów. Sensacja! Niemcy posiadali stacje pogodowe w różnych częściach globu, lecz stacje w Arktyce były szczególnie cenne, ponieważ pogoda w tym rejonie ma ogromny wpływ na pogodę w Europie. Proszę sobie wyobrazić, że owa stacja posiada kompletne wyposażenie, nawet broń i amunicję. Wnioskować można, że ewakuacja pod koniec 1944 roku została przeprowadzona bardzo szybko. Jak już wspomniałem, Łukasz nawiązał kontakt z Rosjanami, którzy nieodpłatnie oferują wikt i zakwaterowanie w swojej bazie arktycznej. Jest tylko jeden, mały problem, otóż trzeba tam dopłynąć, a jedyny pływający w te rejony rosyjski lodołamacz został wydzierżawiony Finom, którzy żądają za przewiezienie ekipy eksploratorów z GEMO kilkaset tysięcy dolarów…

Groty Nadgórzyckie
Kolejne dwa dni Konferencji upłynęły pod znakiem zwiedzania obiektów w terenie. Na początek schodzimy pod ziemię, czyli …Groty Nadgórzyckie. Są to bardzo wiekowe kopalnie piasku w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego, z których wydobywa się specyficzny piasek o bardzo dużej zawartości kwarcu. Używany był do produkcji klepsydr, do utwardzania podwórek i ścieżek przydomowych, do wyrobu szkła, a teraz w elektronice. W kopalni przez kilkaset lat powstał rozległy system korytarzy podziemnych. Ciekawostką jest to, że wykonywano liniowo otwory w ścianach, aby światło słoneczne docierało chociaż w niewielkim stopniu do najdalszych zakątków grot. W 2012 roku z części nieczynnych już dziś korytarzy utworzono podziemną trasę turystyczną. Groty te „…pięknością nie ustępują grotom ojcowskim …” pisał w 1912 roku periodyk „Ziemia.” Jest to świetny przykład, jak niewielkim nakładem kosztów i odrobiną chęci można uratować i udostępnić zwiedzającym obiekt skazany na zniszczenie.

Najdroższy zamek Kazimierza Wielkiego w Inowłodziu
Zwiedzaliśmy również zamek, znajdujący się niedaleko grot, a wybudowany przez Kazimierza Wielkiego. W zasadzie są to odbudowane ruiny zamku, a w odróżnieniu od opisanych grot, odtworzone wielkim nakładem kosztów. Otóż odrestaurowanie ruin, w których mieści się Gminny Ośrodek Kultury, kosztowało 5-6 milionów złotych. Cóż, pozostawię to bez komentarza.
Zbiornik wodny Sulejów W drodze do muzeum hrabiego Ostrowskiego zatrzymaliśmy się nad tzw. Zalewem Sulejowskim. Piękny akwen o długości 15 km był kiedyś zbiornikiem wody pitnej dla Łodzi. Niestety woda zaatakowana jest sinicami, ale ryby można połowić i na żaglach lub kajakiem popływać. Będąc małym chłopcem, nad tym zalewem łowiłem ogromne szczupaki i okonie. I to wszystko w towarzystwie mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą z Monachium – Władysława Komara. Przebywał on wówczas w pobliskiej Spale w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich.

Różyczka z Muzeum w Tomaszowie Mazowieckim, czyli jak załoga transportera została na lodzie
Ciekawe ekspozycje z dziejów Tomaszowa Mazowieckiego zobaczyliśmy w dawnym pałacu letnim hr. Ostrowskiego. Ale prawdziwa rodzynka, a właściwie różyczka, ukrywa się w garażu pałacowym. Jest to wydobyty z Pilicy w 1996 roku niemiecki transporter opancerzony, który zatonął 18 stycznia 1945 roku. Transporter posiadał nazwę własną „ROSI”. Po niewielkiej renowacji odzyskał całkowitą sprawność. Dlaczego niewielkiej – ktoś spyta – przecież przeleżał w wodzie ponad 50 lat? Otóż to. Tajemnica tkwi między innymi w specyficznym piasku tych okolic. Jest bardzo drobny i bardzo szczelnie oblepia zatopione obiekty, odcinając dopływ powietrza. Na dodatek płyny w postaci oleju napędowego czy benzyny tworzą bańkę, która konserwuje zatopiony sprzęt. W takim pojeździe zachowują się różne przedmioty, jak karabiny z drewnianymi kolbami, konserwy, gumowe elementy, dokumenty, czy oryginalne malowanie maskujące. Za to po wydostaniu z wody elementy metalowe momentalnie rdzewieją. Takich pojazdów wydobyto już kilka, a sporo jeszcze czeka na wyciągnięcie. Okazuje się, że na dnie zalewu, o którym wcześniej pisaliśmy znajdują się samochody, łodzie, kajaki żaglówki, a nawet czołgi z czasów II wojny światowej, w tym zidentyfikowany niemiecki czołg typu Pantera. Dlaczego tyle tych pojazdów potopiło się w Pilicy? Pilica jest rzeką płytką, w niektórych miejscach ma tylko 0.5m głębokości. Wydawało by się, że łatwo przebyć ją w bród. Otóż na przeszkodzie stoi ten słynny, drobny piasek. Dlatego Niemcy zbudowali tzw. ślepe mosty, tzn. umacniali brody w ten sposób, żeby mogły po dnie rzeki przejechać ciężkie pojazdy pancerne w wiadomych tylko im miejscach. Super sprawa, niewidoczne dla lotnictwa, niskie koszty budowy, idealne. Jednak jesień 1944 roku była bardzo deszczowa i woda Pilicy mocno wezbrała, co spowodowało rozmycie wspomnianych przepraw – brodów.

A co z transporterem na lodzie? Transporter podjeżdża pod wyznaczone miejsce przeprawy, załoga wysiada, mechanik włącza najniższy bieg i również wysiada – podobno tak to się odbywało. Pojazd wjeżdża na lód (styczeń 1945r.), który oczywiście się załamuje, ale jest płytko. Po kilkunastu metrach trafia na uszkodzoną jesienią przeprawę i … plum. Włączony napęd tylko przyspieszył agonię, wręcz kopał pod sobą grób. Załoga „ROSI” została dosłownie na lodzie.

Tomasz Potaczało

Za tydzień dalszy ciąg relacji naszego spotkania „Odkrywców”. Opowiem m.in. o stanowisku dowodzenia „Anlage Mitte” w Jeleniu i Konewce.