Letnich „Wieczorków tanecznych” w tym roku w „Wozowni” nie będzie

0
fot. archiwum

Zła wiadomość dla wielu brzeżan. Zwłaszcza tych nieco starszych, szukających w naszym mieście kulturalnej i atrakcyjnej rozrywki w letnie weekendy. W tegoroczne wakacje znów nie pobawią się na bardzo popularnych i skierowanych do szerokiej grupy odbiorców „Wieczorkach tanecznych” przygotowywanych w latach ubiegłych przez restaurację „Wozownia”. Właściciel lokalu podobnie jak w roku ubiegłym zrezygnował z organizacji tych plenerowych imprez. Okazuje się, że głównym powodem takiej decyzji nie jest konflikt z niektórymi mieszkańcami posesji sąsiadujących z lokalem „Wozownia”. Brak jakichkolwiek działań burmistrza Jerzego Wrębiaka w celu stworzenia tzw. „stref rozrywki”, w których byłaby zgodnie z prawem przedłużona tzw. godzina spoczynku nocnego w mieście to główna przyczyna rezygnacji właściciela „Wozowni” Janusza Piotrowicza z uruchomienia w tym roku cyklicznych „Wieczorków tanecznych”. Wydłużenie – tylko w weekendy (piątek i sobota) i tylko w niektórych miejscach w Brzegu – pory umożliwiającej dłuższe prowadzenie działalności związanej z realizacją imprez plenerowych spowodowałoby, że podobne do „Wieczorków tanecznych” imprezy mogłyby być organizowane zgodnie z prawem.


Konflikt związany z odbywającymi się jeszcze do początku września 2016 roku, bardzo popularnymi wśród brzeżan „Wieczorkami tanecznymi”, trwa już od prawie 5 lat. Jego efektem były liczne interwencje policji w trakcie trwania imprez plenerowych na terenie „Wozowni” oraz idące za tym wnioski o ukaranie kierowane do sądu. „Technologia” takich „obywatelskich zgłoszeń” sprowadza się do prostych rozwiązań.

Setki interwencji policji i sądowy tasiemiec
Ponieważ każdy ma prawo zadzwonić na policję, a dyżurny musi przyjąć każde zgłoszenie i w ślad za tym wysłać patrol policji, dlatego też na teren „Wozowni” (nawet przed godziną 22.00) przyjeżdżali funkcjonariusze. Oczywiście, będąc w lokalu, musieli stwierdzić, że gra w nim muzyka. Kwestia czy głośno lub cicho – to już pojęcia względne. Trudno przecież ocenić poziom hałasu bez dokonania jego pomiaru jakimś urządzeniem. Oczywiście właściciel „Wozowni” nie przyjmował proponowanych mandatów karnych i sprawy na wniosek skarżącego (w 2014 roku prawie wyłącznie pan J.R.) były kierowane do sądu. Z akt spraw toczących się do tej pory wynika, że w 2014 spór dotyczył w zasadzie właściciela „Wozowni” i sąsiada restauracji pana J.R. (mimo próśb nie chciał niestety wypowiadać się w tej sprawie na naszych łamach). W 2015 i 2016 do skarżących doszły jeszcze, oprócz żony J.R., 3 osoby. W efekcie nieliczna grupa mieszkańców doprowadziła do sytuacji, w której w ciągu jednego roku dochodziło do kilkudziesięciu interwencji policji.

– Sprawy za rok 2015 i 2016 obecnie się toczą. Sprawy dotyczące roku 2015 toczyły się od początku w jednym postępowaniu. Był skierowany jeden wniosek o ukaranie (w przypadku wykroczeń nie mamy do czynienia z aktem oskarżenia tylko z wnioskiem). Odbyło się 67 interwencji, z czego policja uznała za zasadne 7 (w tym 3 za Brzeski October Fest). W roku 2016 zostało wysłanych blisko 20 wniosków o ukaranie. Nie były połączone w jeden wniosek, jak w roku 2015 roku, w związku z tym zostało wydanych kilkanaście wyroków nakazowych, od których zostały wniesione sprzeciwy. Ostatecznie sąd na wniosek obrony połączył je w jedno postępowanie. Gdyby pójść linią oskarżyciela publicznego, czyli policji, ci sami świadkowie byliby kilkanaście razy wzywani – w zasadzie – do tej samej sprawy, a co za tym idzie koszty sprawy byłyby kilkakrotnie wyższe – opisuje nam trwający spór adw. właściciela „Wozowni” Michał Bartoszko.

Ciężko oszacować koszty tego sporu. Każda interwencja policji przecież kosztuje (przynajmniej dwie osoby, wóz policyjny). Tak samo podatnicy – czyli my wszyscy – płacimy za to, że potem ci sami policjanci muszą na komendzie prowadzić określone czynności związane z interwencją tak, aby najczęściej na wniosek J. R. lub (w mniej licznych wypadkach) innych osób, kierować później te sprawy do sądu. Dodatkowo dochodzą koszty samych rozpraw i powoływania świadków. Każdy z nich może domagać się zwrotu kosztów jakie poniósł w związku z przybyciem. Kosztami, jeśli przegra sprawę, zostanie obciążony obwiniony (nie oskarżony, ponieważ sprawa dotyczy wykroczenia), czyli właściciel Wozowni. Jeśli zaś zostanie uniewinniony, wówczas koszty poniesie nie J.R. (oraz inne osoby skarżące) tylko Skarb Państwa. Dotychczas w brzeskim sądzie odbyło się już kilkanaście rozpraw.

Zawiłości prawne i brak definicji „spoczynku nocnego”
Sprawa z pozoru wydaje się prosta. Jednak wiele w niej prawnych niejasności i niedomówień. Na przykład w kodeksie wykroczeń nie ma definicji spoczynku nocnego, czy ciszy nocnej.

– Orzecznictwo sądowe dotyczące „pory nocnej” posiłkowo przyjmuje normę zwyczajową, która określa spoczynek między godziną 22.00 a 6.00 rano dnia następnego. Może dlatego, że Kodeks Postępowania Karnego określa co to jest pora nocna w kontekście zabraniania dokonywania przeszukań i zatrzymań, do których nie powinno dochodzić w godzinach między 22.00 a 6.00 rano dnia następnego – komentuje adwokat Michał Bartoszko.

Kolejną istotną sprawą według właściciela „Wozowni” jest fakt, że te interwencje powtarzały się w różnych godzinach. Zarzuty wniosku o ukaranie również „szły” w różnych godzinach, w tym do godziny 22.00 (przed tzw. ciszą nocną). Już w wyrokach nakazowych, sąd ograniczył i zmienił opisy czynów przyjmując, że naruszenie było od godziny 22.00. Natomiast wyrok w dotychczasowej sprawie, czyli za rok 2014 również szedł w tym kierunku, aby zarzuty dotyczące zdarzeń odbywających się przed godziną 22.00, skończyły się uniewinnieniem. Wnioski o ukaranie w 2015 i 2016 dalej, a przynajmniej ich duża część, dotyczą godzin przed 22.00. Tak samo sprawa się ma z interwencjami policji. Duża ich część dotyczy zdarzeń które odbywały się przed godziną 22.00. Dla przykładu warto nadmienić, że tylko około 30% interwencji policji w roku 2016, skończyło się wnioskiem o ukaranie.

– Część zarzutów określonych wnioskiem o ukaranie dotyczy interwencji, w trakcie których właściciela lokalu nie było. „Zarzuty są skonstruowane” w ten sposób, że pan Piotrowicz dopuścił się zakłócenia spokoju, bądź też ciszy nocnej w ten sposób, że zaangażował zespół muzyczny. Okazuje się, że w niektórych przypadkach właściciel Wozowni był na urlopie i kto inny wtedy zarządzał lokalem, a mimo to zarzut został postawiony panu Piotrowiczowi – tak komentuje część zarzutów stawianych właścicielowi „Wozowni” adwokat Michał Bartoszko.

Według obrońcy właściciela „Wozowni”, spośród wszystkich przesłuchiwanych świadków, na rozprawach dotyczących „Wozowni”, tylko kilka osób czuło się mocno pokrzywdzona. Osoby te obwiniały właściciela Wozowni i klientów jego lokalu w zasadzie za „całe zło, które dzieje się w ich posesjach lub w ich pobliżu”.

– Dochodzi do takich kuriozalnych spraw, że świadkowie w sądzie mówią na przykład, że „…goście „Wozowni” wyrzucają nam puszki i butelki do bram w naszych budynkach oraz dopuszczają się tam czynności fizjologicznych…”. Pytam się świadków skąd mają pewność, że to klienci lokalu „Wozownia”. Przecież klienci restauracji kupują piwo w lokalu wyposażonym w wygodne sanitariaty nie po to żeby pójść do bramy i tam je spożywać oraz realizować swoje potrzeby fizjologiczne i specjalnie wyrzucić butelkę – tak komentuje te zarzuty adwokat Michał Bartoszko.

Efekt spraw sądowych: uniewinnienie i umorzenie za 2014 rok
Efekt całej batalii sądowej dotyczącej roku 2014, okazał się dla właściciela „Wozowni” pozytywny. Sąd Rejonowy w Brzegu – wyrok z lipca 2016 – uniewinnił Janusza Piotrowicza od 3 zarzucanych mu przez J.R. czynów w postaci zakłócania spoczynku nocnego poprzez zaangażowanie zespołu muzycznego. W 5 pozostałych, sąd uznał zakłócanie spoczynku nocnego J.R. i wymierzył grzywnę w wysokości 300 złotych. Obrońca właściciela „Wozowni” odwołał się od tej części wyroku do Sądu Okręgowego w Opolu, który sprawę umorzył ze względu na przedawnienie. Od czasu dokonania czynu w postaci zakłócania spoczynku panu J.R. do czasu rozpatrywania odwołania przez sąd minęło zbyt dużo czasu i czyny uległy przedawnieniu. Obecnie trwają rozprawy związane z zarzutami za zakłócanie nocnego spoczynku w latach 2015 i 2016. Wszystko wskazuje na to, że sprawa związana z zarzutami za rok 2015 zakończy się podobnie jak te w 2014 roku. Warto wspomnieć, że obrońca jako elementy linii obrony wskazuje na fakt, iż nigdy nie użyto przyrządów do pomiaru hałasu – więc nie da się obiektywnie stwierdzić na jakim poziomie hałasu odbywały się interwencje. Wskazywał również na fakt, że wśród przesłuchiwanych policjantów, którzy uczestniczyli w interwencjach, część z nich stwierdzała, że „oni nie są od oceny hałasu” i skoro „ktoś zgłasza to oni przyjeżdżają”. Co ważne zdaniem części funkcjonariuszy „nie było dla nich za głośno”. Adwokat Michał Bartoszko wskazywał też, że teren, na którym jest zlokalizowana „Wozownia” nie ma ustalonych norm hałasu. Dodatkowo teren, na którym jest lokal gastronomiczny i mieszka kilka rodzin, nie jest według planów zagospodarowania terenem przewidzianym na cele mieszkaniowe…

Konflikt o spokój i ciszę, czy próba zamknięcia „Wozowni”, a może cos innego…
Z jednej strony mamy kilu mieszkańców walczących o ciszę i spokój, którzy chcą po godzinie 22.00 spać w spokoju. Z drugiej strony mamy prawie półtora tysiąca brzeżan (tylu podpisało się w ciągu niecałych 5 tygodni w 2016 roku, pod petycja popierającą organizowanie plenerowych imprez), którzy chcieliby mieć w swoim mieście miejsce do kulturalnej i miłej zabawy. W tle mamy też przedsiębiorcę, który od 2008 roku zainwestował niemałe środki w rozbudowę i remonty obiektów, które obecnie tworzą jeden z największych w mieście lokali gastronomicznych. Przedsiębiorca ten stoi przed dylematem, czy dalej prowadzić taką działalność, która dla dużej części mieszkańców miasta jest atrakcyjna i oczekiwana, czy zmienić jej profil.

– Mam wrażenie, iż zachowanie niektórych osób, nie będę ich wymieniał, nacechowane jest złośliwością i przybiera formy nieodpowiednich i nieakceptowalnych moralnie wobec pana Piotrowicza. Zaczęły się pojawiać wyzwiska, zaczynają się pojawiać sytuacje, w których są kolportowane informacje na temat pana Piotrowicza, niemające do końca pokrycia w rzeczywistości, a które mogą narazić na szwank jego interesy i godzić w jego dobre imię. Ten człowiek ma ileś spraw sądzie – „wy tam nie róbcie u niego imprez” – takie słowa są kierowane do klientów pana Piotrowicza. Można odnieść wrażenie, że celem niektórych osób nie jest przywrócenie sobie spokoju, ale celem jest doprowadzenie do tego żeby „Wozownia” zlikwidowała swoja działalność – podsumowuje efekty dotychczasowego sporu pełnomocnik właściciela „Wozowni” adwokat Michał Bartoszko.

Niestety mimo usilnych próśb o komentarz pan J.R. odmówił jakiejkolwiek wypowiedzi na temat toczących się spraw. Wiele jednak mówi fragment apelu z 2015 roku (podpisał go również J.R.), który między innymi był skierowany do burmistrza Jerzego Wrębiaka, Powiatowej Policji w Brzegu i do proboszczów parafii brzeskich… Cytujemy zgodnie z oryginałem: „… Tak właścicielu Wozowni Panie Januszu Piotrowiczu, proszę przyszykować się na ostrą , ale zgodną z prawem, walkę z naszej strony, łącznie z żądaniem sądowego odszkodowania dla każdego z nas za uporczywe, długotrwałe nękanie nas oraz szkody moralne poniesione z tego tytułu…”

Tak na marginesie, pokłosiem konfliktu dotyczącego głośnej muzyki w lokalu stała się obecnie sprawa dotycząca kontenerów na śmieci. Do tej pory mieszkańcy posesji sąsiadującej z „Wozownią”, mimo sądowego sporu, mogli liczyć na uprzejmość właściciela. Obecnie będą prawdopodobnie musieli przenieść swoje kontenery ograniczając sobie własne miejsca parkingowe…

Burmistrz Wrębiak mógłby rozwiązać problem, ale …
Właściciel „Wozowni” Janusz Piotrowicz uważa, że winę za obecną sytuację wcale nie ponosi J.R. mieszkający w niedalekim sąsiedztwie jego lokalu. Według niego on wykorzystuje tylko obecny stan prawny. Brak jasnej regulacji prawnej, która sprawiłaby, że w Brzegu można byłoby wyznaczyć tak zwane „strefy rozrywki”, powoduje właśnie tego typu konflikty i problemy.
– Sprawa nie dotyczy tylko „Wozowni”. Słyszę, że podobne problemy zaczynają mieć właściciele na przykład „Herbowej”, „Oleńki” czy „Herbaciarni”. Doprowadzimy do tego, że ludzie będą w Brzegu tylko spać. Bawić się i pracować będą poza miastem – przestrzega właściciel „Wozowni” Janusz Piotrowicz.

Właściciel „Wozowni” słusznie zauważa, że działa w ramach udzielonego mu zezwolenia przez Burmistrza Brzegu na prowadzenie działalności gospodarczej i w żaden sposób nie wykracza poza jego ramy. Takie zezwolenie nie zakłada żadnych ograniczeń do prowadzenia działalności w określonych godzinach. Próbował swoją sprawą zainteresować burmistrza Wrębiaka. Niestety bez żadnego efektu. Wprawdzie zastępca Jerzego Wrębiaka, burmistrz Kostrzewa, zorganizował spotkanie zwaśnionych stron na koniec sierpnia 2015 roku, jednak zakończyło się ono fiaskiem. Jedyną konkluzją spotkania stało się pisemne stwierdzenie Kostrzewy, w korespondencji do stron konfliktu, że „… w tej sytuacji tylko sąd jest właściwym do rozstrzygnięcia istniejącego sporu…”. Reakcję burmistrza Wrębiaka wymusiło dopiero zamieszczenie przez właściciela „Wozowni” informacji na profilu facebookowym!!! Janusz Piotrowicz informował, że między innymi brak decyzji ze strony władz miasta zmusił go do odwołania programowych imprez (także „Wieczorków tanecznych”).

W piśmie skierowanym do Janusza Piotrowicza, burmistrz Wrębiak zwrócił się o usunięcie (nie użył „magicznego słowa”: PROSZĘ) tej informacji. Stwierdził , że „… Urząd Miasta w Brzegu, ani także Burmistrz Brzegu, nie są stroną sporu pomiędzy Panem, a mieszkańcami wspólnot mieszkaniowych oraz lokatorami poszczególnych budynków…”. Sprawa „Wozowni” trafiła do komisji rady miasta i również na sesję. Efektów również niestety nie było. Znamienne jest jednak pismo Jerzego Wrębiaka do Janusza Piotrowicza wysłane pod koniec września 2016 roku, w którym burmistrz znów podkreślał, że nie jest sądem ani policją. Najciekawszym fragmentem tego pisma są dwa zdania będące już na pograniczu swego rodzaju szantażu, czy pogróżki: „…Mimo wielu nacisków, mając na uwadze niezgodność z prawem tego typu działań, nie podjąłem decyzji o odbiorze koncesji na alkohol dla lokalu Wozownia. W moim przekonaniu nie zostały bowiem spełnione przesłanki odbioru koncesji…”.

– Odbijanie piłeczki czy umywanie rąk i mówienie, że urząd nie ma kompetencji trochę ośmiesza burmistrza Wrębiaka. Przecież to on się chwali, że zarządza miastem, a nie administruje. Ja tego – w sprawie funkcjonowania lokali gastronomicznych oferujących imprezy rozrywkowe – nie widzę ze strony burmistrza. Wystarczy popatrzeć na inne miasta jak sobie poradziły. Wzorem Wrocławia lub wielu innych miast, można ustalić miejsca, w których mieszkańcy mogą się bawić w wyznaczonych dniach i określonych godzinach, jeśli lokal służy wielu mieszkańcom do celów rozrywkowych i jest to ogólnie akceptowalne społecznie. Teren Wozowni jest terenem usługowym. Zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem Ministra Środowiska dla terenów usługowych z towarzyszącym mieszkalnictwem oraz zielenią, nie określono dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku – stwierdza Janusz Piotrowicz.

Rzeczywiście można takie rozwiązania wprowadzić. Wiele samorządów je stosuje powołując się na art. 157 ust. 1 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska oraz art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym. Najczęściej ustala się pewne strefy w danym mieście i rozszerza ograniczenie czasu funkcjonowania instalacji i korzystania z urządzeń, z których emitowany hałas może negatywnie oddziaływać na środowisko, w tym w szczególności urządzeń nagłaśniających. Umożliwia się w ten sposób prowadzenie imprez plenerowych – dłużej w weekendy. W Poznaniu na przykład w piątki i soboty do godziny 24.00. Czy takie rozwiązanie można wprowadzić w Brzegu? Pewnie tak, ale do tego potrzebna jest wola radnych, a w naszej specyficznej radzie właściwie zgoda i wola burmistrza Wrębiaka.

Może przekona Wrębiaka fakt, że w Poznaniu rada ustaliła, że żadne ograniczenia nie obowiązują przy imprezach gdzie honorowy patronat ma włodarz Poznania. Wszak powszechnie znany jest fakt zamiłowania Jerzego Wrębiaka do patronatu. Zwłaszcza honorowego…