Ksiądz Antoni Piróg – męczennik za wiarę

0
Modlitwa przy grobie zamordowanego

Po krótkim dwugodzinnym oczekiwaniu na przejściu granicznym Medyka – Szegini wyruszamy w dalszą drogę. Jadących po raz pierwszy na Kresy interesuje przede wszystkim ukraińskie budownictwo, mijane cerkwie i stan dróg. Wstępujemy do Sądowej Wiszni, zabierając po drodze znanego tutaj Romana Wójcickiego, Polaka, od urodzenia mieszkającego na ojcowiźnie, wielkiego pasjonata Kresów.


an Roman to „chodząca encyklopedia” historii Polski i mieszkających tutaj Polaków. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem jego wiedzy i umiejętności krasomówczych. Jego żona Halina Wójcicka, jest prezesem Oddziału Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w Sądowej Wiszni, a jednocześnie kierownikiem i dyrygentem polskiego chóru „Lilia”. Po drodze pan Roman opowiada nam całą historię Sądowej Wiszni i Gródka Jagiellońskiego. Naszym celem jest miejscowość Milczyce, położona w powiecie gródeckim. Zarządowi Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej – Jerzy Rudnicki, Andrzej Patuszyński, Janina Wolsztyniak, towarzyszą w podróży – Eugeniusz Szewczuk, autor wspomnień kresowych i prezes Towarzystwa Miłośników Prus Lwowskich z Brzegu, Leszek Klisowski z Lubiela gmina Wąsosz i Paweł Becela ze Żmigrodu, młody historyk, zafascynowany losami miasta trzech wież. Zjeżdżamy z dobrze utrzymanej drogi Medyka – Lwów  i udajemy się w kierunku wsi Wołczuchy. Prędkość naszego środka transportu jest zawrotna tak, że po drodze mija nas furmanka z końmi i stado gęsi i kaczek. Zbytnio tym się nie przejmujemy, albowiem naszym kierowcą jest Andrzej Patuszyński, zaprawiony w jeżdżeniu po ukraińskich wertepach podczas licznych wyjazdów z ekipą filmową Studia Wschód. Taki stan drogi nie jest przeszkodą dla miejscowych kierowców, bowiem szybko pozostawiają nas z tyłu, ciągnąc za sobą olbrzymią smugę kurzu. Droga malowniczo wije się pośród niewielkich wzgórz, po prawej i lewej stronie widać stojące, nie wykoszone jeszcze pola z kukurydzą, gdzieniegdzie zieleni się pole obsiane rzepakiem. Przed nami swojskie kresowe klimaty. Niemal godzinę zajmuje nam pokonanie ponad 20-kilometrowego odcinka drogi ze wsi Wołczuchy przez Dobrzany, Putiatycze do celu naszej podróży – Milczyc. Na chwilę przystajemy przed wsią, by ze wzgórza podziwiać piękną panoramę i wnoszącą się na pagórku cerkiew św. Dymitra, dawny kościół św. Katarzyny. Parafialny kościół został konsekrowany w roku 1718. O parafii malczyckiej jest podanie, jakoby jej historia sięgała czasów św. Wojciecha. Kronika miasta Lwów mówi, że obszar tej parafii miał być tak wielki, że do niej należały dzisiejsze parafie w Sądowej Wiszni i Stojańcu. Kościół dziś istniejący wybudował swym kosztem ks. Józefowicz, otrzymawszy od kapituły dęby z lasów malczyckich. Jak wspomina ksiądz Józefowicz, kościół był trzecią lub czwartą z kolei budowlą na tym samym miejscu, gdyż pierwsze dla dawności poupadały. W roku 1687 pożar zniszczył plebanię, a wraz z nią prawa i przywileje służące od dawna do użytku tegoż kościoła i parafii. Wieś leży nad rzeką Wisznia i o tej małej miejscowości internet nie dostarcza zbyt dużo informacji. Przed II wojną światową wieś była czysto polską, a mieszkający tu Polacy nosili nazwiska: Klisowski, Misiewicz, Dziadkiewicz, Szwechłowicz, Madera, Kurpiel. W ramach ekspatriacji w 1945 roku wywieziono na Ziemie Zachodnie miejscową ludność, ci zaś osiedli we wsiach Lubiel i Płoski gmina Wąsosz.

W czasie jednej z wizyt na Kresach, Jerzy Rudnicki, Prezes Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej we Wrocławiu dotarł do niewielkiej wsi, miejscowości rodzinnej swojego dziadka Leona, do Milczyc. Od miejscowych i z ust o. Igora Hełko, proboszcza parafii prawosławnej, dowiedział się, że u podnóża cerkwi na zdewastowanym cmentarzu, znajdują się groby pomordowanych przez Sowietów  w 1941 roku Polaków, w tym grób miejscowego księdza wikarego Antoniego Piroga. Zarząd wrocławskiego Towarzystwa chcąc w należyty sposób uczcić pamięć o księdzu Antonim, na stronie internetowej www.kresowianie.info wystosowano apel do rodziny księdza o nawiązanie kontaktu w sprawie zamordowanego. Jak często się zdarza, o wszystkim zadecydował przypadek, opowiada Stanisława Piróg z Rzeszowa, żona nie żyjącego już Józefa ( Józef, syn Jana – brat księdza Antoniego). Po prostu 28 czerwca 2015 roku  odczytałam w internecie apel, który wystosował Jerzy Rudnicki. Poprzedniego dnia, 27 czerwca byłam z pielgrzymką w miejscowości Skomielna Czarna k. Myślenic, gdzie w miejscowym kościele jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej przywieziony po wojnie z Kołomyi na Kresach, obecnie czczony jest kult Matki Boskiej Kołomyjskiej. Tak mnie to zafascynowało, że zaczęłam szukać informacji o Kołomyi i Kresach i wtedy otworzyła się strona Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej z Wrocławia. Zobaczyłam apel w sprawie księdza Antoniego Piroga. Kontynuuję dzieło mego męża Józefa, wypełniam jakby jego testament. Mąż razem z naszym synem Andrzejem jeździli w różne miejsca, by czegokolwiek dowiedzieć się o ks. Antonim. Od momentu, kiedy zmarł mój mąż w 2004 roku, zostałam sama z tymi dokumentami, lecz zawsze chciałam, by jego poszukiwania doprowadzić do szczęśliwego końca. Po odnalezieniu publikacji o poszukiwaniu rodziny księdza, skompletowałam wszystkie wiadomości o nim i rozesłałam po rodzinie. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dzisiaj, po 74 latach od śmierci ks. Antoniego, stanęliśmy wszyscy przy jego grobie. Połączył nas internet. Jako osoba wierząca odbieram to tak, że ci, którzy są tam, pomogli mi i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

Wyznaczono datę spotkania (10 października 2015) przy grobie zamordowanego księdza w Milczycach na Ukrainie. Przybyła najbliższa rodzina wspominając i modląc się za duszę zmarłego: Zofia Ożóg córka brata Jana z zięciem Janem Sondej, Maria Piróg z bratem Franciszkiem, Maria Partyka zd. Piróg z synem Eugeniuszem i wnuczką Beatą, Stanisława Piróg z synem Andrzejem, Marian Piróg z żoną Anną. Członkowie rodziny zamordowanego księdza wymienili się wspomnieniami z dzieciństwa o swoim wujku. Były kwiaty i znicze od rodziny i Towarzystwa Miłośników Kultury Kresowej, a ziemia zebrana z grobu księdza Antoniego zostanie złożona na grobie jego rodziców w Kamieniu – Krzywej Wsi.

Świadectwo prawdzie dał w swoich wspomnieniach ks. Józef Sondej, kolega ze studiów w Seminarium Duchownym w Przemyślu w latach 1934 – 1939. „Wspomnienia swoje popieram zapisem umieszczonym w kronice Ojców Reformatorów przez o. Innocentego Jarosza, gwardiana klasztoru w Sądowej Wiszni w okresie wojennym, który miał częste kontakty z Milczycami. Znał dobrze proboszcza w Milczycach – ks. Stefana Halwę i ks. Antoniego Piroga.” Historię o śmierci męczeńskiej przekazał mu niedługo po fakcie ks. Halwa. Uzupełnia ją ks. Adamczyk, emerytowany proboszcz z Cieklina koło Jasła, również kolega ze studiów ks. Piroga, skierowany do Milczyc przez bp. Bardę po śmierci ks. Antoniego. Informacje o rodzinie męczennika, jego latach młodzieńczych przekazywał jego bratanek mgr Józef Piróg, zamieszkały w Rzeszowie. Zaczerpnął je od swojej matki. „ Wiadomość o męczeńskiej śmierci ks. Antoniego Piroga dotarła do domu rodzinnego, do Markowizny. Żyła jeszcze jego matka, która ciągle myślała o nim, a widziała go i cieszyła się nim tylko przez miesiąc po jego święceniach, przed jego odjazdem na placówkę do Milczyc. Można sobie wyobrazić, co wycierpiało jej  matczyne serce. Prosiła bardzo krewnych i synów, aby pojechali za San i przywieźli jej jakieś po synu pamiątki. Jej brat Antoni Puzio i syn Michał udali się tam w styczniu 1943 roku, najpierw pociągiem, a następnie pieszo z Przemyśla dotarli do Milczyc. Tutaj rozmawiali z proboszczem ks. Stefanem Halwą i z organistą. Ci potwierdzili szczegóły męczeństwa księdza Antoniego. Z Milczyc przywieźli jako pamiątki po księdzu Antonim – brewiarz, Pismo Święte i resztki ubrań.”

„Ksiądz Antoni Piróg urodził się 12 maja 1913 roku we wsi Kamień – Krzywa Wieś, powiat Nisko, należącej do parafii Kamień, położonej na skraju Puszczy Sandomierskiej. Był synem Walentego i Marii zd. Puzio, miał dziewięcioro rodzeństwa – sześciu braci: Jan, Łukasz, Franciszek, Wojciech, Michał, Józef i trzy siostry: Magdalena, Stefania i Katarzyna. Jego rodzice byli rolnikami, mieli 15 morgów pola i 1 mórg lasu. Wprawdzie gospodarstwo Pirogów było jak na tą okolicę dość duże, jednak rola była piaszczysta, mało wydajna i dlatego w domu Pirogów zbytnio się nie przelewało. Potrzeba było wielkiego poświęcenia rodziców, aby posłać Antoniego do szkół. Antoni był dobrym uczniem, otwartym na świat, należał do harcerstwa, które było wspaniałą organizacją młodzieżową, ukazującą jej wielkie ideały, opartą na gruncie religijnym i patriotycznym. Głęboką wiarę i pobożność wyniósł z domu rodzinnego. Matka była wielką czcicielką Matki Bożej Leżajskiej, u której wyprosiła dla syna powołanie kapłańskie. Jego piękną osobowość urabiał również katecheta gimnazjalny w Leżajsku, ks. Stanisław Lubas, zamęczony przez Niemców w Dachau. Po zdaniu matury w 1934 roku Antoni wniósł podanie o przyjęcie na teologię do Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Spośród 110 kandydatów wybrano tylko 30. Wśród nich – Antoniego, dzięki pięknemu świadectwu dojrzałości oraz opinii ks. katechety i ks. proboszcza. Możliwe, że przyczynił się jego rodak z Kamienia ks. prałat  dr Tomasz Wąsik, kanonik Kapituły Katedralnej w Przemyślu, długoletni rektor Małego Seminarium i katecheta gimnazjum w Przemyślu. Antoni Piróg został wyświęcony na kapłana wraz ze swymi kolegami 25 czerwca 1939 roku w Przemyślu przez przemyskiego biskupa diecezjalnego Franciszka Bardę ( 1880-1964). Po miesięcznym urlopie otrzymał skierowanie za San na pierwszą placówkę jako wikariusz do Milczyc, wsi czysto polskiej, ale otoczonej wokoło przez Rusinów wyznania grekokatolickiego. Ksiądz Antoni zjawił się tam 1 sierpnia 1939 roku, a wiec na miesiąc przed wybuchem wojny. Przyjął go ks. proboszcz Stefan Halwa. 17 września czerwone hordy uderzyły na Polskę ze wschodu, Polacy znaleźli się w morzu Sowietów, otoczeni zewsząd grekokatolickimi Rusinami, już od dawna buntowanymi przeciw polskiej ludności przez rządy austriackie i niemieckie, a aktualnie przez hitlerowców, którzy za współpracę obiecywali im wolną Ukrainę. Bolszewicy w Milczycach ustanowili swoją władzę. Sołtysem (hołową) został mianowany niejaki Wołodymir, Ukrainiec , komunista, nienawidzący Polaków i nasz kościół. Zamieszkał na plebanii w sąsiednim pokoju ks. Antoniego. 21 czerwca Niemcy niespodziewanie uderzyli na Sowietów. Wojska sowieckie zaczęły się wycofywać w popłochu. 27 czerwca 1941 roku doszło w Milczycach do tragedii. Jak przekazał ks. proboszcz Halwa, ks. Józef Adamczyk (kolega ks. Antoniego, jego następca w parafii Milczyce od 02.12.1941- 1945) i inni parafianie, sołtys – hołowa, jeszcze przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Milczyc, sprowadził z Sądowej Wiszni oddział NKWD i oskarżył Polaków, że z wieży kościelnej strzelali do czołgów sowieckich. W odwecie za to NKWD urządziło pacyfikację ludności w Milczycach. W piątek 27 czerwca 1941 roku, w porze obiadowej, kilka czołgów sowieckich zatrzymało się we wsi, oprócz tego oddział wojska pogranicznego NKWD.” Jak dalej donosi w nr 36 (246) 2002 „ Niedziela Południowa” – dodatek do tygodnika katolickiego „Niedziela” publikując wspomnienie ks. Józefa Sondeja „Wspomnienie o śp. ks. Antonim Pirogu” prawdopodobnie, wg relacji proboszcza, na skutek insynuacji Ukraińców, bo cała wieś była polska, Sowieci zarzucali, że mieszkańcy wioski strzelali z wieży kościelnej do czołgów sowieckich. NKWD zaczęło represje. Żołnierze rozbiegli się po domach, wyciągnęli z kryjówek ludzi, mężczyzn i kobiety – około 180 osób zgromadzili przy kościele. Reszta ludzi zdołała umknąć. Wreszcie wpadli na plebanię. Proboszcz skrył się w piwnicy plebanii, wikary Antoni Piróg był na plebanii, W ostatniej chwili gospodyni krzyknęła do niego: – Sowieci łapią ludzi, już idą na plebanię, niech ksiądz ucieka przez okno do sadu! Ksiądz wyskoczył, ale dom był już obstawiony przez wojsko. Żołnierz strzelił do księdza, trafił go w plecy, ksiądz upadł. Złapali go, związano mu ręce grubym sznurem i zaprowadzono pod kościół. Sowieci spośród 180 osób złapanych wypuścili połowę, a około 70 osób, razem z księdzem, rozstrzelali. Po wkroczeniu Niemców pochowano ich na placu opodal kościoła. Kiedy ks. Antoni leżał już w kościele na katafalku, jeden z niemieckich żołnierzy – widocznie katolik, dowiedziawszy się o wszystkim od ks. proboszcza, podszedł do katafalku i ze wzruszeniem ucałował obie ręce kapłana, który zginął dlatego, że był księdzem i Polakiem.”

„ Kronika Klasztoru Franciszkanów Reformatorów w Sadowej Wiszni 1888 – 1945”, s. 690 – 693 / wpis o. Innocentego Jarosza z 14.IV.1975r. / dzień 27.VI.1941r. tak dalej opisuje to zdarzenie. „ Po ujęciu księdza wikarego Sowieci natarli na gospodynię pytaniem: – gdzie jest twój mąż, bo uważali, że u nas tak jak u prawosławnych. Na to gospodyni „pojechał rano do chorego i jeszcze nie wrócił”. Oczywiście, rewizja – mieszkanie, strych, wreszcie piwnica. Opowiadała gospodyni, że kiedy otwierała kłódkę do piwnicy, to zrobiło się jej słabo, ręce drżały i miała wrażenie, że zemdleje, bo piwnica przecież pusta o tej porze roku. Znajdą księdza i oboje ich rozstrzelają. Wreszcie otworzyła kłódkę i weszli do piwnicy. Piwnica pusta, tylko w kącie pusta beczka na kapustę i nic więcej. Oświetlili latarką, nic nie znaleźli i z krzykiem wybiegli. Ksiądz proboszcz niski, szczupły, słysząc hałasy przez drzwi wszedł do kąta i zasłonił się beczką, tak ocalał. Oczywiście zbieg okoliczności, a przede wszystkim opieka św. Antoniego. Ksiądz Halwa, wielki czciciel św. Antoniego we Wiszni, żadnego odpustu nie odpuścił. Swoje ocalenie wyłącznie przypisywał św. Antoniemu.

„Ksiądz Antoni był pobożny, sympatyczny i bardzo lubiany przez parafian. Kiedy w listopadzie tego roku na św. Katarzynę, na odpuście kaznodzieja mówił kazanie o błogosławionej śmierci, zaledwie doszedł do właściwego tematu, a w kościele powstał tak gwałtowny płacz i szloch, że kaznodzieja ograniczył kazanie i wnet skończył, bo niemożliwe było w takiej atmosferze mówić.”

„Pani Anna Madej – Ferenc, której matka zd. Jaz urodziła się w Milczycach opowiadała, że była na Koczunku – osadzie wojskowej i kiedy przyszła do Milczyc to dowiedziała się, że Sowieci zabrali z wioski 12 osób, w tym księdza, kościelnego i mieszkańców domów w pobliżu kościoła. Księdzu Antoniemu Sowieci wycieli na czole pięcioramienną gwiazdę i kazali mu, aby prosił Boga, by uratował mu życie. Wtedy młodziutki ksiądz wyjął z sutanny różaniec i powiedział do ludzi „pomódlmy się przed śmiercią” i odmawiał go do ostatniego tchu. Potem zabili go i poszli, uciekli przed Niemcami na wschód.”

W podobny sposób relacjonuje wydarzenia w Milczycach ks. Józef Adamczyk, kolega Antoniego z przemyskiego seminarium. „Ciało ks. Antoniego Piroga i tych 5- ciu chłopaków pochowano na starym cmentarzu przykościelnym – 8 metrów od wejścia do kościoła, że procesja koło kościoła mogła się odbywać normalnie. Ksiądz Stefan Halwa śmierć wikarego bardzo przeżył: – Gdy w trzy lata później zostałem w czasie obławy zabrany przez Niemców do Sądowej Wiszni na gestapo, to ks. Stefan uciekł z parafii i wrócił dopiero wtedy, gdy ja zostałem zwolniony. A potem w 1945 roku wyjechał do Polski jako repatriant w miesiącu kwietniu.” Należy dodać, że ksiądz Stefan Halwa przybył na Opolszczyznę i był m.in. proboszczem parafii św. Mikołaja w Wierzbięcicach k. Nysy, Diecezja Opolska. Ksiądz Adamczyk wspomina dalej, „ludzie księdza Piroga z płaczem wspominali. W 1944 roku w miesiącu lipcu, może 5 – tego razem z 52 parafianami zostałem zabrany przez Niemców na gestapo do Sądowej Wiszni. Gdy nas Niemcy przyprowadzili na gestapo – komendant tej obławy dawał sprawozdanie, że rozkaz wypełnił, broni w Wilczycach nie znalazł i przyprowadził 52 bandytów do dyspozycji gestapo. Wtedy wpadłem w jego słowa i powiedziałem to nie bandyci, tylko najzwyklejsi ludzie. Oni się zapytali, czy znasz tych ludzi – owszem znam, będziesz nam tłumaczył, bo mówiłem do nich po niemiecku. Niemcy segregowali 32 do jednej grupy i 20 do drugiej grupy. Mnie przydzielili do tej 20 – wtedy zorientowałem się, że ta dwudziestka może być skierowana na roboty do Niemiec. Powiedziałem wtedy, że kobiety z Milczyc całowały po rękach żołnierzy którzy mnie prowadzili, aby mnie uwolnili, bo bolszewicy zabili im jednego księdza – czyli księdza Antoniego Piroga, wy zabieracie drugiego, czyli będą Niemców równać z bolszewikami. Wtedy Niemcy pogadali ze sobą i mnie dali do drugiej grupy do 32, którą zwolnili. Ta grupa – 20-osobowa, pojechała na roboty do Niemiec, z których tylko kilku wróciło, a inni zginęli w czasie bombardowań alianckich, gdyż pracowali w przemyśle wojennym. Uważam, że to wspomnienie o ks. Anonim Pirogu pomogło mi do uwolnienia”.  Kolejny świadek dramatu z Milczyc także nie żyje, ks. Prałat Józef Adamczyk, emerytowany proboszcz parafii w Cieklinie (dekanat Dębowiec) zmarł 13 grudnia 2008 roku i pochowany został w krypcie kaplicy cmentarnej na miejscowym cmentarzu.

Druga wojna światowa stała się próbą patriotyzmu i wiary, przyczyniła się do jego zjednoczenia z kościołem i kapłanami. Zarówno Niemcy, jak i Sowieci swój pierwszy atak kierowali przeciwko polskiej inteligencji – duchowieństwu, uczonym i nauczycielom. Wierzący Polacy docenili postawę i zasługi swoich duszpasterzy i uwiecznili ich pamięć tablicami na murach kościołów. Takie dwie tablice pamiątkowe znajdują się również w parafii rodzinnej ks. Antoniego. Na pierwszej ks. Piróg jest umieszczony jako jeden 36 kapłanów z diecezji przemyskiej, którzy oddali swoje życie za wiarę Pana Boga i Ojczyznę podczas okupacji hitlerowskiej i sowieckiej. Druga tablica jest poświęcona samemu księdzu Antoniemu. Co zawdzięcza nasz naród takim ludziom jak ks. Antoni Piróg, wiedzą żyjący jeszcze bezstronni świadkowie minionego czasu. Prośbą Ojca Świętego Jana Pawła II, by gromadzić świadectwa męczeństwa, winniśmy odszukiwać i ukazywać tych, którzy ofiarą życia na takie imię zasłużyli. Przypominać nam będą kamienne tablice, a my winniśmy im pamięć i modlitwę.

Po chwilach zadumy i refleksji członkowie Towarzystwa udali się w kierunku Lwowa, by w oddalonej o 12 kilometrów miejscowości Jampil – przedwojenne Prusy, złożyć hołd zmarłym i zapalić znicze na ich grobach. Na zarośniętym do granic możliwości wiejskim cmentarzu, oprócz resztek pojedynczych, nie zniszczonych przez upływający czas grobów, znajduje się ruina neogotyckiej kaplicy cmentarnej. Pochowani są w niej proboszczowie tutejszej przedwojennej parafii rzymsko – katolickiej Prusy, należącej do dekanatu Lwów. Spoczywają w niej szczątki księdza Kowalskiego, ks. Wincentego Bąkowskiego (1843 – 1904), ks. Kan. Jana Skurzaka, nieco dalej pośrodku cmentarza ks. Feliksa Tomaszewskiego (1807 – 1833). Członkowie Towarzystwa Kultury Kresowej we Wrocławiu i Towarzystwa Miłośników Prus Lwowskich z Brzegu woj. opolskie, wystosowali apel do wszystkich ludzi dobrej woli, by w jakikolwiek sposób przyczynili się do odnalezienia rodzin zmarłych, przekazywania pozostałych po nich pamiątek, by jak w przypadku ks. Antoniego Piroga doszło do spotkania przy grobach wymienionych księży.

Tekst i  zdjęcia: Eugeniusz Szewczuk