Na ratunek koniom. Zamiast rzeźni, zagroda pod lasem w Lubszy

0

Na uboczu, pod samym lasem w Lubszy mieszka pan Łukasz Bezuszko z żoną Karoliną. Ich życiu towarzyszą spokój, ład i harmonia, ale także wrażliwość na cierpienie zwierząt. To dzięki ich zaangażowaniu majestatyczny „Twix”, 19-letni koń wyścigowy nie trafił do rzeźni.


Wykupiony i adaptowany arab nie jest jedynym podopiecznym Łukasza i Karoliny. Państwo Bezuszko opiekują się również innym koniem (9-letni Kuba) oraz psami i kotem, które przygarnęli ze schroniska.

– Konie udało się uratować dzięki Stowarzyszeniu „Lucky Horses”. Twix był koniem wyścigowym. Przykro nawet o tym mówić, ale po wzmożonej eksploatacji jego właściciele uznali, że nie spełnia już oczekiwań. Stowarzyszenie zorganizowało zbiórkę pieniędzy, aby zwierzę wykupić. Wspólnie z żoną zaangażowaliśmy się w tą akcję i udało się uratować Twixa przed rzeźnią – opowiada pan Łukasz.

Koń nie cieszy się dobrym stanem zdrowia, bowiem jego tylne kończyny nie są tak sprawne, jak w czasach świetności. Sprawa ma się o wiele gorzej w przypadku drugiego zwierzęcia, 9-letniego konia Kuby. Jest to wyraźnie przyklapnięte, niezbyt ruchliwe zwierzę, któremu wyjście ze stajni zajmuje nawet pół godziny. Lista schorzeń spowodowanych wieloletnimi zaniedbaniami, których dopuścił się jego poprzedni właściciel, jest niezwykle długa.

– Nasze konie są bardzo łagodne, można rzec „kochane”. Staramy się im zapewnić możliwie najlepsze warunki bytowe, nieustannie karmiąc je i pielęgnując. Mają swoje miejsca w stajni, a także duży wybieg. Staramy się również integrować lokalną społeczność, szczególnie młodzież. U nas mają okazję obcowania ze zwierzętami, uczyć się ich prowadzenia, pielęgnowania czy też karmienia. Przebywanie z tymi zwierzętami wychodzi każdemu na dobre – tłumaczy pan Łukasz.

– Proceder uboju koni w naszym kraju jest praktycznie legalny. Nie ma regulacji prawnych, które pozwoliłyby na zaprzestanie tego typu zbrodniczych rozwiązań. Najgorzej, że konie, których stawy po latach wzmożonej pracy i pięknego prezentowania się, są pod koniec życia oddawane na pewną śmierć w rzeźni. Ogromna szkoda, że ludzie odwdzięczają się swoim towarzyszom w tak paskudny sposób – podkreśliła wagę problemu pani Karolina Bezuszko.

Małżeństwo ma śmiałe plany na przyszłość. Po spełnieniu wszelkich formalności powstanie Fundacja „Baxter”, która będzie nagłaśniać problem, przeciwstawiać się oprawcom i opiekować się już skrzywdzonymi zwierzętami. Pan Łukasz i pani Karolina zdecydowali, że będą walczyć o lepsze jutro dla koni.