Do straży idą ludzie z poczuciem misji – rozmowa z bryg. Dariuszem Maciążkiem, Komendantem Powiatowym PSP w Brzegu

0
1273

Bryg. Dariusz Maciążek służbę w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Brzegu rozpoczął w 1989 roku.  Od 15 października 2001 r. zajmował stanowisko dowódcy JRG w Brzegu. Był współinicjatorem powstania Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Technicznego „Brzeg”, a następnie aktywnie uczestniczył w jej formowaniu, szkoleniu i doposażaniu w niezbędny sprzęt ratowniczy. 6 października br. Dariusz Maciążek został zaprzysiężony na stanowisku Komendanta Powiatowego PSP w Brzegu.


Od niedawna pełni Pan funkcję Komendanta Powiatowego, ale z brzeską komendą jest Pan związany od wielu lat. Jak wyglądała Pana kariera zawodowa?
Służbę w Brzegu rozpocząłem w 1989 roku. Można zatem powiedzieć, że całą współczesną Polskę przepracowałem w tej komendzie – dawniej rejonowej, a po zmianach administracyjnych powiatowej. Zaczynałem na stanowisku junaka, to była forma odsłużenia zasadniczej służby wojskowej. Po osiemnastu miesiącach komendant zaproponował mi, żebym został w komendzie, jako strażak zawodowy. Zgodziłem się i jestem tu do dziś. Pełniłem przez te wszystkie lata różne funkcje. Zaczynałem od najniższych, ściśle związanych z prowadzeniem działań ratowniczych, z byciem na tzw. pierwszej linii. Byłem pomocnikiem przewodnika roty, przewodnikiem roty, dowódcą sekcji i zmiany. Do niedawna pełniłem obowiązki dowódcy jednostki ratowniczo-gaśniczej i dowódcy specjalistycznej grupy ratownictwa technicznego. Całe swoje życie zawodowe związałem z brzeską komendą, chociaż nie jestem brzeżaninem. Pochodzę z obecnego województwa świętokrzyskiego, a mieszkam w Karłowicach.

Takie przejście przez różne stopnie kariery jest chyba bardzo korzystne. Zna Pan komendę od podszewki.
Rzeczywiście daje to możliwość całościowego spojrzenia na funkcjonowanie komendy, a także postawienia się na miejscu dowolnego jej pracownika. Dzięki temu łatwiej jest zrozumieć jego problemy. Wiem z własnego doświadczenia, jak działa ten mechanizm, gdzie i z jakich przyczyn może dochodzić do problemów, a co za tym idzie – łatwiej mi je rozwiązywać.

Służył Pan w brzeskiej komendzie w roku 1997, podczas tzw. powodzi tysiąclecia. Jak Pan wspomina tamte wydarzenia?
To był dla strażaków bardzo trudny czas. Inaczej w tamtych latach wyglądało przygotowanie do działań. Nie mieliśmy jeszcze doświadczenia w walce z tak olbrzymim kataklizmem. W 1997 roku chyba nikt go nie miał. Problemów było mnóstwo – szwankowała organizacja, łączność. Trzeba było je rozwiązywać na bieżąco, często improwizując. Pamiętam okres powodzi z pozycji strażaka, który bezpośrednio brał udział w działaniach ratowniczych. Mówiąc wprost, byłem tam, gdzie coś się działo. Widziałem te wszystkie problemy na własne oczy.

I doświadczenie nabyte w roku 1997 zaowocowało?
Tak. W tej chwili jest inna rzeczywistość. Odrobiliśmy lekcję. Wypracowaliśmy nowe procedury. Nauczyliśmy się sprawnie współdziałać. Jest inny, nowocześniejszy sprzęt, inne wyposażenie, inne szkolenia. To wszystko procentuje. Dowodem na to jest powódź z roku 2010. To była bardzo wysoka woda, która w dodatku przyszła gwałtowniej niż w 1997 roku. Wiedzieliśmy doskonale, co mamy robić. Daliśmy radę i dzięki temu w naszym powiecie woda nie wyrządziła większych szkód.

Czy oprócz powodzi są jeszcze jakieś wydarzenia, które najmocniej utkwiły Panu w pamięci?
Jest dużo takich akcji. W pamięć zapadają przede wszystkim te, w których jest dużo ofiar, albo gdy tymi ofiarami są dzieci. To później siedzi w człowieku, pamięta się o tym. Do końca życia wspominał będę pożar w Kuźni Raciborskiej. Tam zginęło wtedy dwóch strażaków. Mój odcinek bojowy znajdował się bardzo blisko miejsca ich śmierci. Do dzisiaj je pamiętam. I te stojące samochody, spływające z silników aluminium. To robi kolosalne wrażenie na człowieku i zostaje do końca życia.

Praca strażaka jest niebezpieczna i wymaga wielu poświęceń, ale daje zapewne dużo satysfakcji. Żadne inne służby mundurowe i chyba w ogóle żadna grupa zawodowa nie może się pochwalić takim zaufaniem społecznym.
W tej materii – mówiąc kolokwialnie – jesteśmy trochę skazani na sukces. Strażak jednoznacznie kojarzy się przecież z osobą, która niesie pomoc. Jak nie doceniać kogoś, kto naraża swoje zdrowie i życie dla innego człowieka? Ale ta renoma wśród społeczeństwa bierze się też z tego, że do straży nie idą przypadkowe osoby. To są ludzie z poczuciem misji, wewnętrzną potrzebą niesienia pomocy. Widać to też po tym, że wielu zawodowych strażaków w wolnym czasie działa w Ochotniczych Strażach Pożarnych.

I często, przy wielu okazjach, widać strażaków zawodowych i druhów ochotników razem.
Bo jedni bez drugich nie mogą istnieć – tak jest zbudowany nasz system zapewniania bezpieczeństwa publicznego. Głównym jego elementem jest Państwowa Straż Pożarna, ale Ochotnicze Straże Pożarne też są niezbędne. Druhowie ochotnicy wspomagają nas w naszych działaniach, a czasami pracując samodzielnie. Cementujemy naszą współpracę podczas rozmaitych uroczystości i zawodów, ale przede wszystkim w akcjach – wtedy, gdy trzeba działać razem.

Pierwsze chwile na stanowisku komendanta powiatowego już za Panem. Jakie są teraz najbliższe plany, najbliższe wyzwania?
Jest ich sporo, bo taka jest specyfika tej służby. Współczesny świat niesie różnego rodzaju zagrożenia i trzeba być na nie przygotowanym. Moi poprzednicy wykonali bardzo dużo dobrej pracy. Mam przygotowany grunt i nie zamierzam robić żadnej rewolucji. Zależy mi na tym, żeby nasi strażacy pełnili służbę w bezpiecznych warunkach, posiadali odpowiednie wyposażenie i zaplecze techniczne. Powiat dynamicznie się rozwija. Chcemy w związku z tym wzmocnić działania prewencyjne i edukacyjne. Rozpoczęliśmy już starania o nowy sprzęt, a w szczególności nowoczesne i odpowiednio przystosowane pojazdy. Do tego, aby komenda działała w sposób sprawny, potrzebna jest też współpraca z samorządem. Spotkałem się z bardzo życzliwym przyjęciem, zarówno ze strony starosty Macieja Stefańskiego, jak i burmistrzów i wójtów z naszego powiatu. Będę starał się regularnie spotykać z samorządowcami w celu omówienia najważniejszych kwestii i potrzeb. Widzę z ich strony duże zrozumienie i chęć współpracy, co bardzo sobie cenię.

Dziękuję za rozmowę.