Czy burmistrz Jerzy Wrębiak honorowo ustąpi z funkcji? – pyta na sesji rady miejskiej mieszkaniec Brzegu

3

W miniony piątek (24.11) odbyła się sesja Rady Miejskiej Brzegu, na której – w końcu – głos mogli zabrać mieszkańcy miasta. Krytyczną opinię o działaniach włodarzy wyraził pan Łukasz Drohomirecki. Mieszkaniec Brzegu w swoim wystąpieniu odniósł się do kliku kwestii i zapytał Jerzego Wrębiaka, czy ten honorowo ustąpi z urzędu. „Black Friday” w wykonaniu obywatela odczuł również wiceburmistrz Tomasz Witkowski.


– Dziękuję serdecznie za udzielenie mi głosu, widzę, że Rada idzie w dobrym kierunku demokracji. Nareszcie, bo pod rządami pani Mrowiec (przewodniczącej RM – przyp. red.) wiecznie ten głos jest obywatelom nieudzielany – rozpoczął przemowę pan Łukasz i przeszedł do sprawy związanej ze skargą na działalność dyrektorów publicznych placówek przedszkolnych, w aspekcie dyskryminacji i stosowania alienacji rodzicielskiej.

Przypomnijmy, na poprzedniej sesji radni podjęli decyzję, że skarga mieszkańca jest bezzasadna, a koronnym argumentem była informacja wiceburmistrza Tomasza Witkowskiego i kierownika biura oświaty Stanisława Kowalczyka, jakoby działalność brzeskich przedszkoli miała zostać wysoko oceniona przez Rzecznika Praw Dziecka i jego współpracowników podczas obchodów Dnia Praw Dziecka, które w 2016 roku odbyły się w Brzegu.

– Postanowiłem to sprawdzić i okazuje się, że Rzecznik Praw Dziecka nie przeprowadzał żadnej kontroli i nie dokonywał żadnej oceny działalności przedszkoli. Jeszcze raz zaznaczam: Rzecznik Praw Dziecka nie dokonywał żadnej oceny tych instytucji, zatem stanowisko, które zostało przedstawione Radzie Miejskiej jest poświadczeniem nieprawdy przez pana Witkowskiego. Wprost mówiąc – jest kłamstwem. W związku z powyższym proszę raz jeszcze o rozpoznanie danej sprawy – mówił mieszkaniec Brzegu.

W drugiej części wystąpienia pan Łukasz odniósł się do Jerzego Wrębiaka i remontu ratusza. W tym zakresie brzeżanin podparł się opinią Narodowego Instytutu Dziedzictwa.
– Chciałem dowiedzieć się od pana burmistrza i jego zastępców, dlaczego dopuścił do zniszczenia zabytku, jakim jest ratusz brzeski i dlaczego dopuścił do sprzeniewierzenia państwowych pieniędzy?

Pan Łukasz Drohomirecki przytoczył cześć dziewięciostronicowej opinii NID, z której m.in. wynika, że błędnie rozpoznano rodzaj drewna użytego do remontu więźby dachowej. W dokumentacji projektowej znaleziono więcej nieprawidłowości: postulaty o oczyszczanie (ociosywanie) uszkodzonych elementów do drewna zdrowego, stosowanie nieodwracalnych metod naprawy elementów z użyciem mieszanki na bazie żywicy epoksydowej, czy stosowanie środków impregnacyjnych wycofanych już z produkcji. Takie działania są sprzeczne z ochroną wartości zabytkowej konstrukcji, gdyż prowadzą do całkowitego i bezpowrotnego zniszczenia wartości historycznej i naukowej. W trakcie oględzin obiektu nie stwierdzono również ognisk aktywnego żeru owadów, a takie informacje pojawiają się w dokumentacji budowlanej. Co więcej, takie założenia nie zostały poparte specjalistyczną ekspertyzą, a ociosywanie drewna z powodu rzekomych owadów w żaden sposób nie prowadzi do poprawy stanu technicznego tych elementów.

– „Z uwagi na znacznie zaawansowany już proces inwestycyjny remontu obiektu, wyjątkowo można dopuścić zastosowanie do napraw przedmiotowej konstrukcji dachowych drewna modrzewiowego, gdyż sosna i modrzew posiadają podobne właściwości konstrukcyjne”. Teraz odczytam zdanie, które argumentuje moje stanowisko, dlaczego doszło do sprzeniewierzenia pieniędzy państwowych, albowiem: „Należy mieć jednak świadomość braku uzasadnienia takiego działania zarówno z punktu widzenia konserwatorskiego, jak również ekonomicznego” – informował Łukasz Drohomirecki.

– Chciałem zaznaczyć, że pierwszy przetarg był na 1,9 mln złotych, drugi już jest na 3,4 mln. Jest to sprzeniewierzenie 1,5 mln przez pana burmistrza, który się uparł, że jest modrzew, a okazało się, że jest sosna. Dlatego zadaję pytanie panu burmistrzowi, czy w związku z tym, że dopuścił się pan takiego sprzeniewierzenia, zrobi pan coś honorowo i ustąpi z urzędu? – dodał na koniec mieszkaniec Brzegu.

Jerzy Wrębiak nie odpowiedział na pytanie i nie odniósł się do sprawy remontu ratusza. Poruszył za to temat … chemikaliów. – Rozumiem, że już nie kwestionuje pan działań burmistrza, jeżeli chodzi o odpady, tak, jak wcześniej pan przedstawiał?

– Panie burmistrzu, oczywiście, że kwestionuję. Z dokumentacji, którą posiadam, pan posiadł wiedzę już w październiku. Wystosowywał pan pisma, wnioski o rekomendacje. Zalecenia, jakie należy podjąć. Oczywiście, że kwestionuję i to jest przedmiotem – jak pan wie – postępowania prokuratorskiego, które prowadzi prokuratura. Zresztą pan tej dokumentacji mi nie udostępnił broniąc się, i tutaj już całkowicie pomijam tą analizę, jeżeli chodzi o względy prawne przez pana radców powołujących się na art. 156 k.p.k., który nie ma nic do Ustawy o dostępie do informacji publicznej – mówił mieszkaniec.

– Jakby mógł pan dookreślić. Rozumiem, że winny jest burmistrz, czy również służby pana wojewody, pana starosty? Mógłby pan konkretnie? – kontynuował Jerzy Wrębiak.

– W tej kwestii jedynym stanowiskiem, jeżeli chodzi o kodeks postępowania administracyjnego, jest winny burmistrz. To trzeba określić dosłownie. Tak samo jeżeli chodzi o ratusz – odpowiedział pan Łukasz.

Burmistrz Brzegu zapytał raz jeszcze. – Rozumiem, służby pozostałe, pana wojewody i pana starosty działały bez zarzutu? – a brzeżanin znów odpowiadał – Panie burmistrzu, ja nie mówię, że działały bez zarzutu, bo to, co się działo, to był kabaret. To było zagrożenie życia i zdrowia mieszkańców, a to co państwo robili, to był kabaret. Od października pan posiadał wiedzę, usunął pan chemikalia dopiero w marcu. Pomimo, że 31 stycznia pan dostał informację z KPP w Brzegu, że chemikalia zagrażają życiu i zdrowiu mieszkańców.

Jerzy Wrębiak nie odpuszczał i tym razem przytoczył sytuację z Namysłowa, gdzie zdaniem burmistrza chemikalia leżały 12 lat. Zapytał więc pana Łukasza Drohomireckiego, czy w tej sprawie zamierza coś zrobić. Odpowiedź była jednoznaczna. – Nie mieszkam w Namysłowie, nie będę jeździł po całej Polsce i sprawdzał pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, co robi w Warszawie, czy reprywatyzuje kamienice, bo wiemy, że to pana kolega robi.

Należy również zaznaczyć, że składowane chemikalia w Namysłowie nie są analogicznym przypadkiem, jaki miał miejsce w Brzegu. Tam, składowisko odpadów działało legalnie. Problem pojawił się dopiero po cofnięciu pozwolenia na taką działalność. Teren przejął komornik, który – według poprzedniego właściciela – sprzedał nieruchomość wraz z dobrodziejstwem inwentarza i wówczas zabrakło chętnego do wywiezienia odpadów.

Poniżej można odsłuchać całe wystąpienie mieszkańca Brzegu. Do sprawy remontu ratusza i opinii ekspertów z Narodowego Instytutu Dziedzictwa będziemy wracać.