Moja ludowa ojczyzna

0

Krótka pamięć
Tym razem przeciwników mojej pisaniny w Panoramie była przeważająca siła. Negatywne oceny dotyczyły całości mojego tekstu o Polsce Ludowej, który przez większość czytelników uznany został za subiektywny i niesprawiedliwy. Treść felietonu miała być kontr-reakcją na list pewnego Pana, który manifestował swoją miłość do PRL-u. Chodziło o gościa, który zamiast schabowym – zajadał się marchewką, biegał do pracy z gołym tyłkiem, ale do tamtych okropnych czasów jutro wróciłby, nawet na kolanach. Zapomniał już, że 50 lat przechodził w jednym garniturze i w jednych gaciach. Połowę swojego dorosłego życia spędził w sklepowych kolejkach, ale bez zastanowienia zamieniłby wolność i demokrację na komunę i marne życie. Zaskoczony jestem jedynie tym, że na moją krytykę alergicznie zareagowało aż tak wiele osób. – A jakimże moim subiektywnym odczuciem było przypominanie o sklepach zamkniętych w przedpołudniowe poniedziałki i wszystkie w roku  niedziele? Czy kłamstwem było pisanie o notorycznym braku towarów w sklepach spożywczych i przemysłowych? A bieda, brud, szarzyzna, bylejakość i miernota, to wymysł mojej wyobraźni? Najwidoczniej należało przytoczyć więcej głupich, absurdalnych i nieżyciowych ustaw, które obowiązywały w PRL. Pominę wielką politykę oraz ograniczenia praw obywatelskich (uwaga młodzież! Lat temu 30-50, paszporty do krajów zachodnich otrzymywali tylko wybrani obywatele, a w zasadzie – partyjni towarzysze. Za granicę wyjeżdżało około 150 tyś. Polaków rocznie, z tego połowa do Czechosłowacji. Dzisiaj, 10 razy tyle lata w jednym miesiącu na zachód). I tak, jak obiecałem, co jakiś czas przypominać będę suche fakty z peerelowskiej  rzeczywistości.
Brzeg – samowystarczalny
Jeśli chodzi o lokalne podwórko, to sprawy zaczynają nieźle się kręcić. Pomimo hamowania przez kilku wieśniackich radnych przedsięwzięć i inicjatyw proponowanych przez Radę miejską i burmistrza, w mieście naprawiane są drogi, place i chodniki. Tu coś podłubią, tam coś poryją i otoczenie zaczyna się zmieniać. Budowanie w naszym kraju idzie jak po grudzie, ale coś się buduje i powoli robi się trochę ładniej. Moim zdaniem, przydałoby się w centrum trochę więcej kwiatków. Droga do nadrobienia półwiecznych zaległości jest jeszcze długa i daleka, ale wyraźnie jest widać światełko w tunelu. A jak tak dalej będzie szło, to Euro 2012 odbędzie się nie we Wrocławiu lub stolicy naszego kraju, tylko w Brzegu. Za kilka lat będziemy mieć w mieście i powiecie świetne drogi, nowe elewacje, hotele oraz piękny stadion. Brakuje tu tylko jednego, drobnego elementu. Myślę, że Władze mogłyby zabrać się za stworzenie… piłkarskiej kadry narodowej na nieuchronnie zbliżające się piłkarskie rozgrywki. Podczas gdy u nas w mieście życie biegnie jak co dzień, w kilku opolskich gminach lokalni liderzy zajmują się… zmianami tablic z nazwami ulic na dwujęzyczne. Panie burmistrzu! My też chcemy! Bądźmy lepsi od innych! Żyją na naszym terenie Ukraińcy, Niemcy, Rosjanie, Czesi, Żydzi, Bułgarzy, Arabowie, Serbowie, Albańczycy, Ormianie, i obywatele jeszcze kilku innych nacji. Postawmy takie tablice, aby każda z tych narodowych mniejszości miała nazwę ulicy wymalowaną po swojemu. Albo na każdym rogu zamontujmy komputer, a w nim, kolejni osiedleńcy będą sobie mogli odczytać, jak brzmi w ich języku nazwa ulicy… 1. maja, Reja, czy Chopina. Dobre, co?!  

Z historii PRL (1)
Żeby znów nie być posądzonym o bujną wyobraźnię, podpierać się będę literaturą rodem… właśnie z Polski Ludowej. Liczę także na pomoc tych czytelników Panoramy, którzy nie mają problemu z pamięcią. Pod adresem redakcji czekam na przypomnienie kolorytu i absurdalnych przepisów minionego półwiecza. Na pierwszy ogień idzie tygodnik Polityka. W  1978 roku informował on swoich czytelników że, cytuję: „Instytut Wzornictwa Przemysłowego PRL zajął się w latach 74-76 zbadaniem potrzeb ludności wiejskiej w zakresie odzieży i obuwia codziennego użytku. Do badań wybrano wsie zarówno typowo rolnicze, jak i te podmiejskie. Wyniki badań wskazują, że rolnicy najczęściej użytkują drelichowe ubrania robocze oraz wycofaną z użytku odzież świąteczną. Latem noszą spodnie i lekką koszulę, a zimą, dodatkowo ciepłą bieliznę i swetry. Zaś kobiety wiejskie noszą sukienki lub spódnice z bluzką. Typowy polski rolnik ma jedną parę butów gumowych i jedną parę butów świątecznych, która starcza mu na 3 lata. Przeciętna gospodyni ma 1 parę kozaczków i 1 parę półbutów”. Tygodnik nie wspomina ilu „fachowców” zatrudnia ów Instytut. Uwaga młodzież! Zakłady odzieżowe były w tym okresie państwowe i produkowały ciuchy według… planu partii. Wyprodukowana odzież jechała do państwowych sklepów, gdzie, po długim oczekiwaniu w kolejce, szczęśliwcy mogli ją kupić. Potem, matoły z ww. Instytutu, przez 3 lata badały, co naród nosi na sobie i co ma w szafie. Potrzebne to było w celu określenia rodzaju produkcji tego, co ludzie noszą, czyli – co lubią. A co mieli ludzie nosić, jak nic innego nie było?! A przecież wystarczyła jedna, krótka wizyta u producenta. Ja przypomnę tylko, że 2 lata później obuwie męskie i damskie było w Polsce na kartki, a normalną odzież kupowało się w Pewex-ie. A co to był Pewex? – pytaj dziadków i rodziców!!!

Marek Popowski