Czy dzięki Wrębiakowi PiS stworzy w mieście koalicję z PO, a starostą powiatu zostanie osoba związana z Platformą Obywatelską?

0
fot. Spotkanie w Biurze Platformy Obywatelskiej po wyborach samorządowych w 2014 roku (od lewej Jacek Niesłuchowski PO, Jerzy Wrębiak PiS, Andrzej Buła PO) źródło: www.puszczewicz.pl

Wszystko wskazuje na to, że znów powstaje w mieście koalicja PO/PiS. Dzięki zakulisowej grze Jerzego Wrębiaka (burmistrza z PiS) staje się możliwy scenariusz z poprzednich wyborów samorządowych. Porozumienie między Wrębiakiem a Niesłuchowskim może doprowadzić do podobnej sytuacji, jak w poprzedniej kadencji. Stworzenie bezwolnej i posłusznej burmistrzowi Wrębiakowi rady miasta, a tym razem także wyeliminowaniu PiS-u z możliwości dalszego sprawowania władzy w powiecie. Wszystko to za sprawą powiązań i zależności w tworzącej się nowej koalicji w powiecie.


Stefański sklejał brzeski PiS mimo ewidentnych konfliktów
Jak przystało na lidera powiatowych struktur Maciej Stefański starał się łączyć, a nie dzielić. Mimo ewidentnych różnic, zawsze wolał unikać konfliktów z burmistrzem Wrębiakiem. Przez cztery lata kadencji burmistrza Stefański pomijał milczeniem i nie komentował dziwnej koalicji, jaka miała miejsce w poprzedniej radzie miasta. Teoretycznie, tak tłumaczył Wrębiak, była to koalicja „ponad podziałami”. Na pierwszych sesjach rady miasta tłumaczył nawet, że na szczeblu lokalnym nie ma mowy o politycznych koalicjach. Fakty były jednak zbyt czytelne nawet dla zwykłego obserwatora lokalnej sceny politycznej. Mieliśmy po prostu w poprzedniej kadencji koalicję Prawa i Sprawiedliwości z Platformą Obywatelską w Radzie Miejskiej Brzegu. Stworzył ją i firmował Wrębiak. Wielu radnych poprzedniej kadencji wywodzących się z PiS-u do dziś ma pretensje do burmistrza Wrębiaka, że zamiast poprzeć kandydata PiS Michała Sieka na przewodniczącego rady miasta, lobbował za kandydatką PO Barbarą Mrowiec. W efekcie została ona przewodniczącą i lojalnie przez cztery ostatnie lata realizowała politykę Wrębiaka. Co ciekawe, oprócz członkostwa w PO mogła się „poszczycić” funkcją szefowej Związku Nauczycielstwa Polskiego – jak wiemy, związku zawodowego stojącego w kompletnej opozycji do PiS i walczącego z wprowadzaną wówczas reformą oświaty. Oczywiście Wrębiakowi to nie przeszkadzało. Według niego, ten fakt wręcz potwierdzał tezę porozumienia w radzie „ponad podziałami”. Wielu lokalnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości miało mu to za złe. – Nic nie mamy z Wrębiaka, a Stefański nie robi z tym porządku. Przecież Wrębiak działa na szkodę PiS-u – mówili kuluarowo i anonimowo, bojąc się na zewnątrz ujawniać swoich poglądów, szeregowi członkowie brzeskiego PiS. Wrębiak osiągnął swój cel. Podporządkował sobie radę miasta i mógł „rozgrywać” brzeskie Prawo i Sprawiedliwość. Stefański nie za bardzo miał możliwość wykonania jakiegokolwiek ruchu. Po efektownym zwycięstwie Wrębiaka w poprzednich wyborach nie mógł, nawet kiedy Wrębiak zawierał koalicję z PO, działać przeciwko, ponieważ potencjalnie mogło to doprowadzić do rozłamu w „zwycięskiej” partii. Jak na potencjalny konflikt między burmistrzem a starostą zareagowałby elektorat Prawa i Sprawiedliwości? W atmosferze zwycięstwa, oprócz starostwa, które „posiadał” od dwóch kadencji brzeski PiS „przejął miasto”, nie było miejsca na niesnaski, konflikty i podziały. Rozumiał to Stefański i dla tzw. „dobra partii” nic nie mógł zrobić, a Wrębiak niestety ten fakt skrzętnie wykorzystywał…

Wrębiak rozgrywał lokalny PiS dla swoich politycznych korzyści
Od początku poprzedniej kadencji Wrębiak starał się „grać” niezależnego. Próbował się wówczas pokazywać na zewnątrz jako człowiek niezwiązany z PiS-em i działający ponad podziałami politycznymi. Dzięki takiemu zabiegowi socjotechnicznemu mógł swobodnie, bez jakiejkolwiek konsultacji z macierzystą partią „rozgrywać” brzeską lokalną scenę polityczną. Raz dla Wrębiaka PiS był zbyteczny i mógł mówić, że jest „niezależnym od układów politycznych” burmistrzem. Innym razem podkreślał swoje „przywiązanie do ideałów partii” i mógł siebie kreować na „pisowca z krwi i kości”, walczącego z Platformą Obywatelską. Dla szeregowych działaczy PiS, którzy zaangażowali się w poprzednią kampanię wyborczą, taka postawa burmistrza oznaczała brak jakichkolwiek perspektyw i powodowała głębokie rozgoryczenie. Pierwsze ruchy personalne Wrębiaka wręcz pokazały, w jakim kierunku będzie postępował. Mianowanie zięcia Pulita Bartłomieja Kostrzewy oraz „wyciągnięcie” ze starostwa skarbnika, czyli Tomasza Witkowskiego okazały się swego rodzaju manifestem politycznym Wrębiaka. Dla szeregowych działaczy Prawa i Sprawiedliwości stało się jasne, że Wrębiak będzie realizował tylko swoją politykę, nie bacząc na ewentualne skutki dla PiS. Późniejsze jego decyzje i pomysły, jak chociażby budowa drugiego zakładu karnego wbrew opinii mieszkańców i nawet członków własnej partii, były tylko niejako usankcjonowaniem przyjętej przez Wrębiaka strategii politycznej. Ta strategia paradoksalnie mogła okazać się dla Wrębiaka zgubna. Zdegustowani i zniesmaczeni działacze nie tylko lokalnego PiS, chcieli w pewnym momencie wystawić innego kandydata na burmistrza z ramienia PiS w zakończonych niedawno wyborach samorządowych. Ponad pół roku temu kandydatura Wrębiaka ważyła się na zebraniach wojewódzkich struktur partii. Wrębiak wcześniej pewny siebie i straszący nawet działaczy lokalnego PiS-u utworzeniem bezpartyjnego ugrupowania, nagle zaczął się pojawiać na zebraniach wojewódzkich struktur i z urokiem „kotka ze szrekowych opowieści” począł domagać się nagle poparcia Prawa i Sprawiedliwości dla swojej kandydatury. Do dziś lokalni działacze PiS-u żartują sobie z burmistrza i jako anegdotę wymieniają jego zachowanie na zebraniach wojewódzkiego PiS, kiedy namolnie i nieustępliwie pytał, czy partia go poprze… Niestety dla PiS i dla Stefańskiego problemem podstawowym był BRAK INNEGO KANDYDATA w wyborach samorządowych. Przez całą swoją pierwszą kadencję Wrębiak być może nieświadomie, a być może z premedytacją doprowadził do pacyfikacji jakichkolwiek inicjatyw ze strony innych działaczy PiS. Każdy inny niż „jedynie słuszny pomysł” okazywał się w radzie miejskiej inicjatywą mającą na celu działanie przeciwko „dobru mieszkańców”. W efekcie brzeski PiS MUSIAŁ WYSTAWIĆ WRĘBIAKA W WYBORACH SAMORZĄDOWYCH. Osobą, która sankcjonowała ten fakt był niestety Maciej Stefański. Mimo sprzeciwu wielu lokalnych działaczy, którzy nie wyobrażali sobie wspólnego działania z Wrębiakiem, Stefański starał się jak najlepiej przygotować brzeskie Prawo i Sprawiedliwość do kampanii wyborczej. Jako szef PiS-u musiał godzić różne sprzeczne ze sobą pomysły oraz rozstrzygać ambicje poszczególnych działaczy. W tym czasie Wrębiak, który miał już nominacje partii mógł skoncentrować się na swojej indywidualnej kampanii. Niestety dla PiS-u postanowił dalej „rozgrywać” brzeską scenę polityczną. Doprowadził do tego, tak przynajmniej twierdzą działacze brzeskiego PiS-u, ze satelicka wobec PiS partia, czyli Porozumienie Jarosława Gowina wystawiła w Brzegu swoje listy wyborcze. Znaleźli się na niej między innymi członkowie rodzin miejskich urzędników, dyrektorzy szkół oraz radni, którzy bezkrytycznie popierali Wrębiaka i dla których nie było już miejsca w macierzystych partiach. Na przykład: była radna Sobolewska czy Wróblewska (obie wcześniej startowały PO). Szczytem politycznego cynizmu Wrębiaka, to zdaniem wielu działaczy brzeskiego PiS-u, było również doprowadzenie do stworzenia list Porozumienia Jarosława Gowina w wyborach do powiatu. Teoretycznie ten ruch był „pokłosiem” wystawienia list do miasta. W rzeczywistości było to ewidentne działanie na niekorzyść PiS-u. Listy Porozumienia do powiatu wystawiono tylko w dwóch okręgach (na cztery!!!), w Brzegu i w okręgu zwanym w nomenklaturze działaczy samorządowych „obwarzankiem” czyli w Lubszy/Olszance/Skarbimierzu. Oczywistym było że ta lista nie przekroczy w skali powiatu (brak kandydatów w pozostałych 2 okręgach) progu 5 % poparcia. Tak więc cel „wystawienia” takich list był jeden: OSŁABIENIE PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI W POWIECIE. Mimo tego, a także mimo działającej na niekorzyść PiS-u „koncepcji” drugiego więzienia w Brzegu Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory do powiatu. Niestety dla tej partii, wszystko wskazuje, że nic to nie dało…

PiS w powiecie wygrał, ale w efekcie końcowym przegrał
To zdanie z pozoru być może nie brzmi za mądrze, ale oddaje stan faktyczny po wyborach samorządowych w powiecie brzeskim. Prawo i Sprawiedliwość pod wodzą Stefańskiego osiągnęło najlepszy wynik w historii. Zdobyło, mimo kontrowersyjnego „pomysłu” budowy drugiego zakładu karnego w Brzegu lansowanego wbrew wszystkim przez burmistrza Wrębiaka, którego nota bene firmował przez cały czas lokalny PiS, najwięcej głosów i najwięcej mandatów radnych. Po wyborach rozkład mandatów dla PiS z pozoru był idealny. Zdobyli najwięcej bo 8 mandatów, PO na swoim koncie miała 7 (co było wielkim sukcesem, zwłaszcza dwa mandaty w okręgu Lubsza/Skarbimierz/Olszanka), PSL 3, Kukiz’15 dwa mandaty i TRZB jeden. Naturalna wydawała się koalicja, która przez ostatnie 4 lata rządziła w powiecie, czyli PSL i PiS. W koalicji miał uczestniczyć jeszcze Kukiz’15 oraz TRZB. Niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Najpierw okazało się, że dla dotychczasowego koalicjanta, czyli PSL, dotychczasowy układ nie ma sensu. Pierwsza zamanifestowała to radna Arletta Kostrzewa, prywatnie żona zastępcy Wrębiaka, czyli Bartłomieja Kostrzewy oraz córka „świeżo upieczonego” nowego/starego wójta gminy Skarbimierz Andrzeja Pulita. Przez ostatnie cztery lata członkini zarządu powiatu. Jej wolta oraz brak mandatu dla dotychczasowego wicestarosty Jana Golonki w okręgu Lubsza/Olszanka/Skarbimierz już był ogromnym problemem dla starosty Stefańskiego do zawiązania koalicji. Do tego dochodzi postawa radnych z Grodkowa, czyli pań: Smolińska Ewa i Zuzanna Gajewska, które również “zaoptowały” przeciw koalicji z PiS-em. Tutaj należy zrobić parę słów wyjaśnień. Niespodziewany sukces PSL-u w okręgu Grodków nie wziął się z niczego. Dwa mandaty zdobyte tam przez PSL są poniekąd efektem rozbicia struktur partyjnych Platformy Obywatelskiej, jakie miały miejsce tuż przed wyborami. Przyczyną ich rozbicia i odejścia wielu działaczy między innymi do PSL- -u była postawa Krzysztofa Puszczewicza, który według lokalnych działaczy z Grodkowa uparł się, aby kandydatem na burmistrza Grodkowa został Jan Jóźków. Lokalni działacze PO nie akceptowali tej kandydatury i doszło do praktycznie całkowitego rozbicia struktur tej partii w Grodkowie. Paradoksalnie ten „wybitny ruch” pana pułkownika więziennictwa, czyli Krzysztofa Puszczewicza doprowadził do tego, że stała się możliwa w powiecie brzeskim inna koalicja niż do tej pory rządząca, czyli PiS/PSL. Wydawało się, ze Stefański ma jeszcze awaryjną możliwość, czyli koalicję z Kukiz’15. Niestety, słaby wynik tej partii, tylko dwa mandaty, oraz zdobycie jednego z nich przez Janusza Jakubowa – znanego prawicowego działacza, związanego między innymi z biurem senatora Czerwińskiego – zdeklarowanego przeciwnika Stefańskiego spowodowało, że mogło dojść do innej koalicji. Razem z PO i PSL-em do nowej koalicji dołączył właśnie Jakubów, który zgodnie ze spisanym porozumieniem ma zostać przewodniczącym rady powiatu. Lokalni oraz wojewódzcy działacze PiS nadal wierzyli jednak, że do koalicji nie dojdzie ponieważ nie dopuści do niej wystawiony przez nich w wyborach na burmistrza Jerzy Wrębiak – Żona jego zastępcy, Arletta Kostrzewa, na pewno zmieni zdanie. Powinna wystarczyć rozmowa burmistrza ze swoim zastępcą – mówili nam anonimowo działacze brzeskiego PiS po podpisaniu umowy koalicyjnej PO/PSL/Jakubów. Niestety, taki bieg rzeczy nie jest i nie był na rękę burmistrzowi Wrębiakowi, który mimo minimalnego zwycięstwa w wyborach na burmistrza przegrał z kretesem wybory do rady miasta. Większość z „jego radnych” dotychczas bezrefleksyjnie wspierających jego rządy nie dostała się do nowej rady.

Przegrany Wrębiak kosztem PiS-u chce sobie ułożyć radę, nawet za cenę koalicji z PO
Rozpoczęła się gra Wrębiaka mająca na celu „ułożenie sobie przychylności” nowej rady. Skład jej po wyborach okazał się bardzo niekorzystny dla obecnego burmistrza. PiS zdobył tyle samo mandatów co PO, czyli po osiem. Komitet “NIE dla więzienia TAK dla połączenia” zdobył cztery, a TRZB tylko jeden. Naturalna z pozoru wydawała się koalicja PO i Komitetu “NIE dla więzienia TAK dla połączenia”. Tym bardziej, że okazało się w kampanii wyborczej, iż wiele programowych postulatów łączy te ugrupowania. Najbardziej zaś cementuje ich koalicję jednoznaczny sprzeciw wobec planów budowy drugiego więzienia w Brzegu, który bardzo akcentował kandydat PO na burmistrza Jacek Niesłuchowski. Oczywiście, jak to w każdej tworzącej się koalicji powstały niesnaski związane z tzw. „podziałem łupów powyborczych”, czyli obsadzeniem prezydium rady. Przewodniczącymi tego ciała chcieli być liderzy obu ugrupowań. Zarówno Niesłuchowski (PO), jak i Surdyka (Komitet “Nie dla więzienia TAK dla połączenia”) przekonywali radnych przyszłej koalicji do swoich kandydatur. Za Surdyką przemawiała sprawność polityczna, umiejętność prowadzenia obrad, znajomość od podszewki realiów rady miejskiej oraz przede wszystkim doświadczenie. Wielu zwolenników jego kandydatury na szefa rady wymieniało również cechy osobowościowe oraz zdolność efektywnego przeciwstawienia się w trakcie obrad sesji ewentualnej presji burmistrza Wrębiaka. Za Niesłuchowskim przemawiała przede wszystkim ilość zdobytych mandatów przez jego ugrupowanie. Z taką koalicją zdawał się być nawet pogodzony Wrębiak, który akcentował podczas debat w drugiej turze wyborów, że nowa rada będzie opozycyjna wobec niego. Jednak okazało się, ze rada miejska będzie bardzo uzależniona od układu, jaki powstał w powiecie, czyli od koalicji PO/PSL/Jakubów, która ma przewagę tylko jednego głosu w powiatowej radzie i nad którą niejako „trzyma rękę” poprzez swojego zastępcę Jerzy Wrębiak…

Czy Niesłuchowski, wciągnięty w grę Wrębiaka, zawrze koalicję z PiS-em?
Fakt, że koalicja w powiecie ma tylko 11 członków skazuję ją na bardzo słabe podstawy do normalnego funkcjonowania. Wystarczy, że na sesji nie będzie jednej osoby, aby planowane uchwały nie przechodziły. Dodatkową okolicznością niekorzystną dla nowej koalicji jest… Arletta Kostrzewa, córka wójta Pulita i żona zastępcy Wrębiaka Bartłomieja Kostrzewy. Nietrudno sobie jest wyobrazić nacisk, jaki może burmistrz Brzegu wywierać na radną PSL-u. Potencjalna możliwość nacisku okazała się dla Wrębiaka kluczowa, gdyż dzięki temu może wpływać na powstającą koalicję w mieście i „rozgrywać” radę w powiecie. Dzięki temu nie dochodzi do utworzenia koalicji PO/ Komitet “NIE dla więzienia TAK dla połączenia”. Po rozmowach z obecnym burmistrzem lider lokalnej Platformy Obywatelskiej dąży do tworzenia innej koalicji. Wyjaśnia zszokowanym członkom swojej partii, że sprawy koalicji w mieście są powiązane z koalicją w powiecie i że należy dążyć do innej niż dotychczas koalicji. Oczywiście taka postawa doprowadzić może do rozłamu w samej brzeskiej PO, bo dla wielu nie do zaakceptowania jest „powtórka z rozrywki”, czyli mniej lub bardziej formalna koalicja z Prawem i Sprawiedliwością w Radzie Miejskiej Brzegu. Nie wystarczą tłumaczenia Niesłuchowskiego z wtórującym mu Januszem Wójcikiem, że „trzeba iść z silniejszym” i że taką postawę może nie zaakceptuje, ale przemilczy i przejdzie do porządku dziennego Andrzej Buła, lider PO na Opolszczyźnie. Niestety, Niesłuchowski jako współtwórca nowej koalicji w powiecie mimochodem stał się zakładnikiem Wrębiaka., który poprzez zawodowe powiązania (patrz Kostrzewa – jego zastępca jest mężem jednej z sygnatariuszek koalicji) może dowolnie rozegrać obecną sytuację polityczną. Dodatkowo kalendarz wyborczy sprzyja Wrębiakowi. Może przecież na przykład „rozegrać” Niesłuchowskiego i dalej „być w PiS”. Bowiem pierwsza odbywa się sesja rady miasta. Nietrudno zatem wyobrazić sobie na przykład taki scenariusz, że Niesłuchowski ulega naciskom Wrębiaka i doprowadza do sprzyjającej dla burmistrza koalicji. Wybory do prezydium rady powiatu są dwa dni później. A tam można z kolei wyobrazić sobie taki scenariusz, że nie dochodzi do realizacji nowa koalicja. Brakuje jednej osoby, którą „zupełnym przypadkiem” może być na przykład… Arletta Kostrzewa… Wrębiak „rozgrywa” wtedy Niesłuchowskiego i może siebie przedstawiać jako „zbawcę” PiS w powiecie. Oczywiście na razie wydaje się być w mocy umowa koalicyjna PO/PSL/Jakubów oraz nieformalne dogadanie się na linii PiS – PO między Niesłuchowskim a Wrębiakiem. Takie porozumienie daje obecnemu burmistrzowi możliwość powolnego „spacyfikowania” rady miejskiej i doprowadzenia do sytuacji podobnej, jak w poprzedniej kadencji, kiedy rada okazała się w praktyce samorządową bezrefleksyjną maszynką do głosowania mniej lub bardziej udanych pomysłów Wrębiaka. Przy niejako “okazji” Wrębiak osłabia pozycję Stefańskiego, który nie zostaje po raz kolejny starostą. Czy tak się stanie? Okaże się już za niecały tydzień…