Strajk nauczycieli: Przedszkola w Brzegu wróciły do pracy, szkoły strajkują, ale matury mają się odbyć

1
fot. archiwum

Od 8 kwietnia nauczyciele w całym kraju strajkują. Rząd nie może porozumieć się ze stroną związkową, a w oświacie panuje chaos. Dziś już trudno określić, które placówki edukacyjne strajkują, a które tylko trochę strajkują, bo w rzeczywistości odbywają się w nich zajęcia. Wczoraj (23. kwietnia) Ogólnopolski Międzyszkolny Komitet Strajkowy Nauczycieli zdecydował, że zrzeszone w nim szkoły będą klasyfikować uczniów. To z kolei pozwala uznać, że matury się odbędą. Pomimo tych sygnałów rząd „dmucha na zimne” i szykuje plan awaryjny.


W powiecie brzeskim do strajku przystąpiły niemal wszystkie szkoły i przedszkola. Od samego początku protest przybrał łagodną formę, bo np. przedszkola zapewniały opiekę, a szkoły przeprowadziły egzaminy gimnazjalne i ósmoklasisty. Pomimo tego społeczeństwo się podzieliło, a oliwy do ognia dolewano po obu stronach sporu. Dziś ten konflikt wydaje się trudniejszy do rozwiązania niż jeszcze kilka tygodni temu, i chociaż środowisku nauczycielskiemu obrywa się najbardziej, to właśnie sami nauczyciele idą na ustępstwa i minimalizują skutki strajku. Niestety, takie działania to woda na młyn dla władzy, która może odbierać to jako zwycięstwo, bo dla polityków „krok w tył” często oznacza porażkę.

Prezes brzeskiego oddziału ZNP Barbara Mrowiec poinformowała nas dziś, że przedszkola w powiecie brzeskim wróciły do pracy, ale są wśród nich placówki, które popierają trwający strajk. Z kolei jeśli chodzi o szkoły, to te kontynuują protest. Dzisiaj i jutro mają odbyć się rady pedagogiczne, na których podejmowane są uchwały o klasyfikacji uczniów.

Należy zaznaczyć, że klasyfikacja jest warunkiem dopuszczenia do egzaminów maturalnych, jednak żeby podjąć taką uchwałę, w posiedzeniu rady musi wziąć udział ponad 50% nauczycieli. To z kolei oznacza, że sporo strajkujących musiałoby wrócić do pracy. Nie wiadomo, na jakich zasadach miałoby się to odbyć, czy strajk zostałby na ten czas zawieszony, czy może w niektórych szkołach nauczyciele nie ulegną i rada pedagogiczna nie uzyska wymaganego kworum. Sytuacja w ostatnich dniach jest dynamiczna, ale wszystko wskazuje na to, że tegoroczni maturzyści napiszą egzamin dojrzałości.

Rząd woli się zabezpieczyć „czymś na szybko” i jak podają ogólnopolskie media – jest już gotowy projekt zmian w prawie oświatowym, który nadawałby dyrektorom szkół uprawnienia do klasyfikacji uczniów i dopuszczania do matur. W ten sposób można by ominąć radę pedagogiczną, ale to także pokazuje, że rząd tak naprawdę w każdej chwili może przygotować i przyjąć takie zmiany w prawie, jakie uzna w danej chwili za słuszne. Ci bardziej złośliwi twierdzą, że lepiej już z góry przyjąć jakiś projekt zmian, który pozwoli politykom z obozu rządzącego na sprawdzanie tych matur i wystawienie ocen.