Władze powiatu brzeskiego stawiają ultimatum: Albo program naprawczy, albo Brzeskie Centrum Medyczne przestanie istnieć

0

To już nie są czarne chmury nad brzeskim szpitalem – to prawdziwa burza z piorunami. Na dzisiejszej (9.10) konferencji władz powiatu brzeskiego i dyrektora BCM przedstawiono obecną sytuację placówki medycznej. Przekaz jest jeden – albo zostanie przyjęty program naprawczy, albo szpital w Brzegu przestanie istnieć.


Poprzednicy w 12 lat zrobili 4,2 mln długu wymagalnego, obecne władze w 9 miesięcy zrobiły 1,1 mln zł długu wymagalnego
Starosta Jacek Monkiewicz i członek Zarządu Powiatu Monika Jurek, całą winę za sytuację finansową szpila kierują na poprzedników. Pomimo, że sami rządzą powiatem od blisko roku, i w tym czasie dług wymagalny wzrósł o 1,1 mln złotych, nie mają sobie nic do zarzucenia, bo poprzednicy po 12 latach zostawili dług wymagalny 4,2 mln złotych.

– W listopadzie 2018 r., jak objęliśmy stery po 12 latach rządów ówczesnego starosty pana Macieja Stefańskiego z Prawa i Sprawiedliwości, tak naprawdę całkowite zadłużenie szpitala wynosiło ponad 18 mln złotych, natomiast wymagalne, to była kwota 4,2 mln zł – komentował Jacek Monkiewicz.

– Na koniec sierpnia (2019 r. – przyp. red.) to zadłużenie wymagalne, które tak naprawdę jest najważniejsze, jest już w tej chwili w kwocie 5,3 mln zł. – dodaje starosta brzeski.

Warto dodać, że po objęciu władzy przez nowy Zarząd Powiatu i rozwiązaniu w styczniu umowy z byłym dyrektorem szpitala, placówka medyczna przez pół roku nie miała dyrektora. Władze powiatu potrzebowały aż miesiąca, aby tylko wybrać komisję konkursową, a później były potrzebne dwa konkursy na funkcję szefa BCM, chociaż obecny dyrektor startował w obu. To – zdaniem Jacka Monkiewicza – także problem powstały przez poprzedników, bo … były dyrektor został skazany przez sąd.

Jeśli przyjąć za trafną tezę Monkiewicza i Jurek, to trzeba sprawdzić, kto był w Zarządzie Powiatu przez ostatnie 12 lat
Dzisiejszy Zarząd Powiatu Brzeskiego tworzy koalicja PO – PSL. W jej skład wchodzą: starosta Jacek Monkiewicz (PO), wicestarosta Ewa Smolińska (PSL), Monika Jurek (PO), Tomasz Komarnicki (PO) oraz etatowy członek zarządu Arletta Kostrzewa (PSL), a prywatnie żona obecnego wiceburmistrza Brzegu Bartłomieja Kostrzewy oraz córka wójta Skarbimierza Andrzeja Pulita .

W poprzedniej kadencji 2014-2018, w zarządzie byli: starosta Maciej Stefański (PiS), wicestarosta Jan Golonka (PSL), Jacek Hargot (TRZB), Tomasz Róża (PiS) i – ta sama – Arletta Kostrzewa (PSL).

W latach 2010-2014 powiatem zarządzali: starosta Maciej Stefański (PiS), wicestarosta Ryszard Jończyk (PiS), etatowy członek zarządu Janusz Gil (SLD), obecny burmistrz Brzegu Jerzy Wrębiak (PiS) oraz Andrzej Kostrzewa (TRZB), prywatnie ojciec obecnego wiceburmistrza Brzegu Bartłomieja Kostrzewy i teść obecnego etatowego członka zarządu Arletty Kostrzewy.

Sięgając wstecz o kolejne 4 lata (kadencja 2006 – 2010), w składzie Zarządu Powiatu Brzeskiego znajdziemy: starosta Maciej Stefański, Ryszard Jończyk, Jan Golonka oraz obecny burmistrz Brzegu Jerzy Wrębiak i Andrzej Kostrzewa, prywatnie ojciec obecnego wiceburmistrza Brzegu Bartłomieja Kostrzewy i teść obecnego etatowego członka zarządu Arletty Kostrzewy.

Nie wiadomo, czy starosta Jacek Monkiewicz i członek zarządu Monika Jurek znają te dane, ale winić poprzednie zarządy z Jerzym Wrębiakiem, Arlettą Kostrzewą i jej teściem Andrzejem Kostrzewą w składzie, wygląda przynajmniej na polityczną „wpadkę”, a nawet strzał w kolano, bowiem ta sama Arletta Kostrzewa jest dzisiaj w zarządzie z Monkiewiczem i Jurek, a jedną z pierwszych decyzji, jaką podjęto po przejęciu władzy było – utworzenie dla pani Arletty wysokopłatnego stanowiska etatowego członka zarządu (9.500 zł miesięcznie! więcej na ten temat >>>TUTAJ<<<). W tym miejscu należy również zauważyć, że obecne władze powiatu rzeczywiście mają problem, ale bardziej polityczny, a mianowicie nie mogą zrzucić całej odpowiedzialności na rząd PiS, bo przecież partia Kaczyńskiego rządzi 4 lata, a wcześniej przez 8 lat rządziła Platforma Obywatelska, czyli ich ugrupowanie. Niestety, pacjenci i tak mogą tylko przyglądać się, jak ludzie z obu struktur będą licytować się, kto zadłużył szpitale w całym kraju.

Szpital na krawędzi, a więc jest ultimatum: Albo program naprawczy, albo Brzeskie Centrum Medyczne przestanie istnieć
Przypomnijmy, że program naprawczy przygotowany przez nowego dyrektora Kamila Dybizbańskiego zakłada m.in. likwidację oddziału psychiatrycznego, likwidację laboratorium bakteriologicznego oraz likwidację nocnej i świątecznej opieki medycznej w Grodkowie.

– Ja mogę tylko powiedzieć, że ten program naprawczy był przygotowany dosyć szybko, ale też na już. Tak naprawdę, żeby móc dalej funkcjonować konieczny jest, tak naprawdę już w tej chwili, kredyt na bieżącą działalność i ten program w sposób jasny miał pokazać oszczędności na najbliższy czas – mówił na dzisiejszej konferencji Jacek Monkiewicz.

– W najbliższym czasie myślę, że do tematu tego programu naprawczego będziemy musieli wrócić, bo te nasze wymagalne zobowiązania niestety dotyczą chociażby firmy cateringowej, wobec której zadłużenie wynosi prawie 1,2 mln złotych. W tym tygodniu do wiadomości otrzymałem wezwanie do zapłaty. Oczywiście, to zadłużenie nie jest tylko z tej kadencji, ponad połowa jest z poprzedniej kadencji, więc tutaj tak naprawdę sytuacja jest taka, że jeżeli w najbliższym czasie nie zostaną uregulowane te zaległości, to tak naprawdę widnieje groźba zamknięcia już nie pojedynczych oddziałów, nie pojedynczych jednostek, ale całego szpitala z tego względu, że bez, tak naprawdę, dostawy posiłków dla pacjentów szpital nie może funkcjonować – ostrzegał starosta brzeski.

Podobnego zdania jest dyrektor Brzeskiego Centrum Medycznego.
– Sytuacja jest już na skraju zamknięcia, ponieważ kontrahenci nie chcą z nami rozmawiać. Nasze zobowiązania wymagalne wynoszą 5,3 mln zł i powodują to, że nie jesteśmy wiarygodnym partnerem ani dla naszych dostawców dostarczających nam leki i sprzęt jednorazowy, ale także nie jesteśmy już tak naprawdę partnerem do rozmów dla naszego personelu, więc pozyskanie nowej kadry, czy utrzymanie bieżącej kadry jest w zasadzie już na dzień dzisiejszy niemożliwe. W związku z tym, program który przygotowałem – ja nie twierdzę, że on jest prosty – niestety zawiera punkty, które będzie ciężko zrealizować, które będzie ciężko przyjąć tak naprawdę, natomiast uważam, że bez tego programu, bez zatwierdzenia i wprowadzenia go w życie, nie jesteśmy w stanie rozmawiać ani z naszymi kontrahentami, ani z bankami, ponieważ Bank Gospodarstwa Krajowego może z nami rozmawiać w momencie, kiedy my wykażemy się chęcią i możliwością dalszej pracy – tłumaczył Kamil Dybizbański.

Ile zostało czasu na działanie?
Ponoć bardzo mało. Dyrektor Dybizbański mówi nawet o terminie jednego miesiąca. Ale – co ciekawe – od ostatniej sesji Rady Powiatu Brzeskiego, na której zdjęto z porządku obrad procedowanie nad programem naprawczym, minęły już dwa tygodnie, a zaplanowana komisja zdrowia jeszcze się nie spotkała! Wygląda na to, że sprawa nie jest „na ostrzu noża”, jak się ją przedstawia, albo władze powiatu po prostu wykazują się kompletnym brakiem odpowiedzialności. Kłopot w tym, że winą za taką zwłokę nie obciążą już poprzedników, chyba, że samą Arlettę Kostrzewę, wszak ona była w zarządzie wtedy i jest teraz.

Komisja prawdopodobnie zbierze się za tydzień. Program naprawczy może jeszcze zostać poddany korekcie, jednak nie wiadomo, czy dobre pomysły się pojawią, a dobre to takie, które przyniosą oszczędności, a oszczędności nie obejdą się bez jakichś likwidacji.

Niezrozumiałe wydaje się być również to, że gminy powiatu brzeskiego nie wykazują większego zainteresowania wsparciem szpitala. Już w 2017 roku burmistrz Brzegu Jerzy Wrębiak nie chciał umorzyć szpitalowi podatku od nieruchomości, a chodziło o kwotę ponad 300 tys. złotych. Ówczesny dyrektor skutecznie odwoływał się do SKO, sprawa wracała na biurko burmistrza (wcześniej był 8 lat w Zarządzie Powiatu), ale ten pozostawał nieugięty.