Dyrektor BCM rozpatrzył skargę na lekarkę nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Matka pacjentki: „treść jest kuriozalna”

0
fot. archiwum

Wracamy do kontrowersyjnego zdarzenia, jakie miało miejsce pod koniec maja w brzeskim szpitalu. Chodzi o wizytę rodziców 8-letniej pacjentki na dyżurze nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, podczas której nie uzyskali oni oczekiwanej pomocy. Zamiast tego lekarka wezwała policję. Jak się później okazało – bezpodstawnie, bo mundurowi przyznają, że nikt nie był agresywny, nikt nikogo nie napadł, a matka domagała się jedynie pomocy dla swojego dziecka. 


Przypomnijmy, 29. maja br. 8-letnia dziewczynka została poddana zabiegowi zaopatrzenia zęba w gabinecie stomatologicznym. Wszystko przebiegło bez żadnych komplikacji, a stomatolog poinformował matkę dziecka, że gdyby w nocy doszło do powikłań w postaci opuchlizny i gorączki należy zgłosić się po receptę na antybiotyk do lekarza pełniącego dyżur. Stomatolog nie wypisał recepty „na zapas”, bo w przypadku antybiotyków nie stosuje się tego. Pacjenci zażywają je czasami bez potrzeby, profilaktycznie lub na inne schorzenia, co powoduje tzw. antybiotykoodporność.

Niestety, około godz. 22:00 dziewczynka zaczęła gorączkować i pojawiła się opuchlizna. Przejęci rodzice dziecka rozpoczęli poszukiwania pomocy od tzw. dyżuru stomatologicznego jaki ma rzekomo funkcjonować w Brzegu. Telefon milczał, nikt nie odbierał. Ojciec 8-latki zgodnie z zaleceniami stomatologa postanowił więc udać się na dyżur w szpitalu, czyli do nocnej i świątecznej opieki medycznej, ale lekarka odmówiła wypisania recepty na antybiotyk. Zdaniem rodziców pacjentki nie argumentowała tego, że nie wypisze recepty ze względu na brak dziecka.
– „Stwierdziła, że nie ona prowadzi leczenie i jedyne, co wie o zębach, to ile dziecko ich ma” – mówi pani Anna, matka 8-letniej dziewczynki.

Zdenerwowani rodzice nie zamierzali przyglądać się jak cierpi ich dziecko, dlatego pani Anna postanowiła spróbować ponownie i udała się na dyżur. Nie zabierała ze sobą dziecka z dwóch względów: nie było to konieczne, bo lekarka nie warunkowała tego podczas pierwszej rozmowy z ojcem, a po drugie – dziewczynka gorączkowała i w czasie epidemii nie wiadomo w ogóle czy zostałaby przepuszczona przez „śluzę”.
– „Niestety, mnie również lekarka potraktowała niegrzecznie, stanowczo stwierdzając, że żadnej recepty nie wypisze i próbując zamknąć mi drzwi gabinetu przed nosem. Powiedziała, że leczenie powinien skończyć lekarz, który je rozpoczął, czyli de facto w nocy pojechać do gabinetu i wypisać mi receptę. Połączyłam się telefonicznie ze stomatologiem, który poprosił o wypisanie leku, ale pani doktor była nieugięta. Ciężko było przebić się przez jej słowotok i ją przekrzyczeć” – mówi matka 8-letniej pacjentki.

Pani Anna po tym zdarzeniu postanowiła napisać skargę na zachowanie lekarki nocnej i świątecznej opieki medycznej w Brzegu. Kilka dni temu rozpatrzył ją dyrektor BCM. Kamil Dybizbański zapewnia, że zrobił to „wnikliwie”, a skargę mieszkanki Brzegu nazwał „nierzetelną i krzywdzącą” (pełna treść rozstrzygnięcia skargi przez dyrektora BCM dostępna >>>TUTAJ<<<).

– „W związku z Pani skargą złożoną w dniu 01.06.2020 r. informuję, że została ona wnikliwie zbadana w celu ustalenia faktów i stanu prawnego zaistniałej sytuacji. Z przykrością muszę stwierdzić, że skarga w swojej treści jest nierzetelna i krzywdząca. Przedstawiając sytuację powinna Pani podać w sposób jednoznaczny najważniejszą informację a mianowicie, że podczas obu wizyt w Brzeskim Centrum Medycznym była Pani bez pacjentki — swojej córki. Ten fakt w sposób zdecydowany wpłynął na zachowanie dyżurującego lekarza, który zgodnie z obowiązującymi przepisami nie miał prawa wypisać Pani recepty na antybiotyk dla córki. Nieobecność pacjentki w tym przypadku uniemożliwiała lekarzowi jakiekolwiek działania. Wprawdzie od stycznia 2015 roku zgodnie z art. 42 ust 2 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza stomatologa lekarz może wypisać receptę bez osobistego zbadania pacjenta, ale z treści tego przepisu wynika jednoznacznie, że dotyczy to sytuacji kontynuacji leczenia przy czym lekarz ma dostęp do dokumentacji medycznej pacjenta (…) W tym miejscu nadmienić należy, że w Brzegu funkcjonuje dyżur stomatologiczny pod adresem: ZUM KAMMED ul. Ziemii Tarnowskiej 3 nr tel. 508 259 499, o którym informacje znajdują się na stronie internetowej NFZ. W tym przypadku to byłoby właściwe miejsce do zwrócenia się o pomoc w przypadku powikłań po zabiegu stomatologicznym. W związku z powyższym uważam, że skarga jest bezzasadna i bardzo krzywdząca dla Brzeskiego Centrum Medycznego, jednocześnie rozumiem Pani złość i niezadowolenie gdyż nie uzyskała Pani pomocy dla swojego dziecka, jednakże nie było to możliwe w zaistniałej sytuacji. W moim przekonaniu w trakcie całego zdarzenia emocje wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem, a dezinformacja ze strony lekarza stomatologa jak również anonimowego pracownika NFZ wpłynęły na to, że obie strony przekroczyły pewne granice” – czytamy w uzasadnieniu rozstrzygnięcia dyrektora Brzeskiego Centrum Medycznego.

Mama małej pacjentki zdążyła się już zapoznać z rozstrzygnięciem Kamila Dybizbańskiego i odnieść się do sprawy:

– „Nie zdziwiła mnie negatywna odpowiedź dyrektora BCM na moją skargę, aczkolwiek treść jest kuriozalna. Autor skupił się na tym, że byliśmy w przychodni bez dziecka. Zgadza się, ale w dobie koronawirusa zabieranie ze sobą gorączkującego dziecka do szpitala było by nierozsądne, jeżeli w ogóle córka zostałaby przepuszczona przez namiot, gdzie mierzona jest temperatura. Druga sprawa – jeżeli lekarka zechciałaby zobaczyć dziecko, byliśmy w stanie w ciągu pięciu minut spełnić ten warunek, bo mieszkamy tuż obok szpitala. Niestety, lekarka od początku wykazywała postawę niechętną do udzielenia nam pomocy i taka propozycja nie padła. Dyrektor poinstruował nas, że w Brzegu działa dyżur stomatologiczny. Oczywiście, telefon na dyżur był pierwszym, co zrobiliśmy w tej trudnej sytuacji. Niestety, dyżur ten funkcjonuje chyba tylko na stronach NFZ, bo nikt nie odbiera tam telefonu. Pan Dybizbański uznał, iż nasza skarga jest bezzasadna i krzywdząca dla BCM-u. Ja uważam, że jedyną pokrzywdzoną w tej sytuacji jest nasza córka, której lekarka nie udzieliła pomocy przez swoje widzimisię. Nie jestem matką czerpiącą dochody z zasiłków socjalnych. Ciężko pracuję i żądam, aby pomoc opłacana z moich podatków była faktyczną pomocą, a nie fikcją” – komentuje pani Anna, która odpisała już również na korespondencję dyrektora BCM (pełna treść odpowiedzi dostępna >>>TUTAJ<<<).