Rondo Internowanych w Grodkowie – felieton Bronisława Urbańskiego

0

Kilka lat temu, w pobliżu grodkowskiego więzienia, przy ulicy H. Sienkiewicza, wybudowano rondo, co usprawniło ruch kołowy w tym rejonie miasta. A, że długi czas rondo pozostawało bezimienne, a przyzwoitość nakazuje by miało patrona, wystąpiłem zatem do Urzędu Miasta i Gminy o nadanie mu nazwy „Rondo Internowanych”.


Jako były wychowawca Ośrodka Odosobnienia Internowanych, będący świadkiem początkowego okresu jego funkcjonowania, a potem dyrektor zakładu karnego, inicjator i współorganizator obchodów kolejnych rocznic wprowadzenia stanu wojennego, uważałem , że pozbawieni wolności w stanie wojennym, w pobliskim więzieniu działacze Solidarności powinni być w ten sposób upamiętnieni. Pierwsza prośba w tej sprawie z dnia 19 lipca 2017 roku nie odniosła żadnego skutku. 3 września 2019 roku złożyłem kolejny wniosek. Tym razem moja petycja zyskała zainteresowanie, niestety negatywne. Przedmiotowy wniosek decyzją radnych został oddalony. W końcu po licznych perturbacjach proceduralnych i wyraźnej niechęci grupy radnych by to rondo nazwać „Rondem Internowanych” przewodniczący Oddziału Zarządu Regionu Opolskiego NSZZ „Solidarność” w Grodkowie rozpoczął zbieranie podpisów mających na celu pozytywne załatwienie sprawy. Listę podpisało prawie 250 osób. To wystarczyło. Proponowana nazwa ronda została przyjęta.

Pomysł tej nazwy nie był nowy i nieznany. Kilkakrotnie w trakcie oficjalnych wystąpień mówiłem o nim, w czasie corocznych obchodów kolejnych rocznic wprowadzenia stanu wojennego, organizowanych przed zakładem karnym. Do tematu wracałem przy innych okazjach, jak choćby corocznych spotkań opłatkowo-noworocznych grodkowskiej prawicy czy spotkania autorskiego byłego internowanego Piotra Załuskiego, w grudniu 2018 roku, prezentującego ostatnio wydaną książkę „U siebie, mój liryczny PRL”, zawierającą wspomnienia z okresu internowania w Grodkowie. O „Rondzie Internowanych” pisałem w obszernym tekście pod tytułem „Czapki z głów”, zamieszczonym m.in. w Panoramie Powiatu (19/407 z 23.05.2019). Inicjatywa została wsparta przez Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność Regionu Śląska Opolskiego w Opolu, Oddział Zarządu Regionu Śląska Opolskiego NSZZ Solidarność w Grodkowie i Zarząd Okręgowy NSZZ Funkcjonariuszy i Pracowników Więziennictwa w Opolu. Pozytywnie do tego zamierzenia odnieśli się byli internowani jak i mieszkańcy Grodkowa.

Stan wojenny dotarł do Grodkowa jedenaście dni po jego wprowadzeniu. Wprawdzie po 13 grudnia na ulicach pojawiły trójkowe patrole milicyjno-ormowskie, odnosiło się jednak wrażenie, że miały one jednak charakter demonstracyjno – pokazowo – porządkowy. Tu, w cichej spokojnej mieścinie, nie było zarzewia niepokojów społecznych i próby obalenia systemu. Zaczęło się w czwartek, 24 grudnia 1981 roku. W dniu niezwykle szczególnym, w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia, bardzo późnym popołudniem, gdy budziła się cicha święta noc, gdy większość grodkowian zasiadała do wigilijnej wieczerzy, do inaugurującego swą działalność miejscowego Ośrodka Odosobnienia Internowanych z Wrocławia przywieziono pierwszą grupę 100 internowanych, działaczy Dolnośląskiej Solidarności. Wcześniej, jeszcze przed obiadem, we wrocławskim zakładzie karnym przy ul. Kleczkowskiej, wydano im do cel gałązki choiny. Miano nimi przyozdobić cele. Przecież , tradycje świąteczne, nawet w więzieniu należało zachować. Wszyscy myśleli, że święta chociaż za kratami, spędzą w swoim mieście. Rodzinom będzie bliżej i łatwiej na widzenie. Oczywiście, jak się okazało, perfidnie i podstępnie zakpiono sobie z więźniów Solidarności, ludzi bez wyroków, konkretnych zarzutów i możliwości obrony. Rzeczywistość okazała się brutalna i przytłaczająca. Chwileczkę, jakie święta? Zaraz po obiedzie, ku zaskoczeniu i zdziwieniu wszystkich, kazano pakować się i cela po celi, wychodzić na dziedziniec. Łudzono się, że może będą zwalniani do domu. Ale gdzież tam. Tu czekały już duże samochody więźniarki otoczone sporą liczbą funkcjonariuszy. Do każdego auta ładowano po dwudziestu ludzi, według wcześniej przygotowanych list. Niebawem transport dwustu internowanych opuścił Zakład Karny we Wrocławiu. Nie wiadomo gdzie zmierzał. Jeszcze przed ruszeniem w podróż, internowani próbowali się dowiedzieć gdzie są wywożeni, niewiele wskórali. Zdawkowo odpowiadano im, że może na Syberię a może jeszcze gdzie indziej. Zrobiło się cicho i cierpko. Szybko się jednak zorientowano, że jadą w kierunku południowym. Powiało grozą. Przecież może to być o wiele bliższa bratnia Czechosłowacja, a tam wszystko może się zdarzyć, tym bardziej, że przyjaciele zza południowej granicy pałali chęcią odwetu za udział Ludowego Wojska Polskiego w interwencji wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku. Czesi chętnie zaopiekowali by się polską opozycją. Ponadto obawiano się, że po drodze kolumna może skręcić na bezdroża któregoś z poligonów radzieckich, jednostek Armii Czerwonej stacjonujących w Brzegu czy Oławie. Na postojach słychać było szczęk przeładowywanej broni. Dochodziły odgłosy rosyjskich komend. Gdzieś w oddali przejeżdżały pociągi. Po kilkudziesięciokilometrowej wigilijnej już świątecznej podróży konwój dotarł wreszcie do Grodkowa. W końcu wolno jadące samochody, więźniarki wypełnione internowanymi, nyski operacyjne i gaziki z uzbrojonymi funkcjonariuszami Służby Więziennej i Milicji Obywatelskiej oraz kilka czarnych wołg wjechało na ulicę H. Sienkiewicza. Upiornie migające koguty służbowych pojazdów, odbijające się w zwałach zmrożonego brudnego śniegu, tworzyły przygnębiające wrażenie. Kawalkada tych nietypowych aut sięgała chyba kilkuset metrów. Powoli pięć więźniarek, jedna po drugiej, zaczęło wjeżdżać na niewielki dziedziniec Oddziału Zewnętrznego w Grodkowie przy Zakładzie Karnym w Brzegu. Wysiadający z pojazdów zupełnie nie wyglądali na tak groźnych i niebezpiecznych, przeciwko którym trzeba było postawić w stan gotowości bojowej siły obronne państwa, wyprowadzić z koszar kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, wspomaganych przez 30 tysięcy funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa, ZOMO i ORMO. Do tego dochodziło tysiące opancerzonych pojazdów. Po wyjściu z więźniarek, wykładowcy wyższych uczelni, redaktorzy radia i telewizji, lekarze, ekonomiści, inżynierowie, nauczyciele, technicy, pracownicy potężnych wrocławskich zakładów pracy, odetchnęli z ulgą. Na czapkach funkcjonariuszy zobaczyli orzełki, choć bez korony, ale jednak. Są w Polsce, nie jest źle, są bezpieczni. Tymczasem pozostałych pięć więźniarek z kolejną setką internowanych wraz z towarzyszącą asystą nysek operacyjnych i gazików z uzbrojoną obstawą jak i czarnych wołg ruszyło w kierunku Nysy. Niebawem, także w tym zakładzie karnym rozpocznie działalność kolejny Ośrodek Odosobnienia Internowanych.

Dla działaczy Solidarności rozpoczął się kolejny okres więziennej poniewierki, będący szczególną formą udręki. Zaledwie w ciągu jedenastu dni są już w drugim więzieniu. Elegancko nazwane dla potrzeb propagandy, Ośrodki Odosobnienia Internowanych, to nic innego jak najzwyklejsze kryminały. Zlokalizowane były bowiem w zakładach karnych, aresztach śledczych czy oddziałach zewnętrznych. Tylko bardzo nieliczne usytuowano w ośrodkach wczasowych. Grodkowski „internat” z pewnością do takich nie należał. Warunki były tu typowo więzienne. Kryminał jakich wiele. Wcześniej odbywali tu karę skazani recydywiści. Małe cele, kraty w oknach, wysokie mury, niewiele niższe wygrodzenia z siatki spowite kolczastym drutem, żelazne bramy. Wszystko co można i nie można ujęto w regulaminie internowania, który opierał się na rozwiązaniach zaczerpniętych z regulaminu kary pozbawienia wolności i tymczasowego aresztowania. Najbardziej dokuczliwa była ciasnota w celach. Na powierzchni nieznacznie przekraczającej osiem metrów kwadratowych mieszkało czterech dorosłych mężczyzn. W początkowym okresie internowania cele były zamknięte. Internowani przebywali w nich praktycznie całą dobę, z wyjątkiem godzinnego spaceru, wyjścia do lekarza, widzenia czy na zajęcia świetlicowe. W tak małym pomieszczeniu spano, spożywano posiłki, grano w szachy, czytano, wiele rozmawiano, dbano o higienę, na oczach pozostałych załatwiano potrzeby fizjologiczne. Do tego dochodziła koszmarna, nieustannie doskwierająca izolacja. Przez cele grodkowskiego Ośrodka Odosobnienia Internowanych w czasie rocznego okresu jego funkcjonowania przewinęło się prawie 440 internowanych. Absolwenci grodkowskiego „internatu” po latach zostali ministrami, posłami, senatorami, konsulami, wojewodami, marszałkami województw, prezydentami miast, burmistrzami starostami, wójtami.

Ale wróćmy do ronda. Późnym wieczorem 24 grudnia 1981 roku to właśnie w tym miejscu zatrzymało się 10 dużych więźniarek. Towarzyszyły im pojazdy ochraniające konwój. Zablokowano wjazd na Osiedle Kościuszki a po przeciwnej stronie na ulicę Krakowską.. Przyszłe rondo i najbliższe jego otoczenie przez ponad godzinę było placem manewrowo – postojowo – parkingowym udrażniającym ruch pojazdów wjeżdżających i wyjeżdżających z więzienia. W czasie stanu wojennego, a szczególnie internowania, wykorzystywano je do nawiązywania tzw. „nielegalnych kontaktów”, co było zabronione i ścigane z urzędu. Nie wiele jednak sobie z tego robiono. Stąd blisko było do okien z północnej strony więzienia. Internowani wychodzący na wolność lub na przepustki, głośnymi okrzykami żegnali się z pozostającymi w więzieniu. Dodawali otuchy, utwierdzali w słuszności przekonań, zachęcali do dalszego oporu i nieugiętej postawy, życzyli siły przetrwania. Z kolei z więziennych okien, jeszcze raz, przypominano wychodzącym gdzie mają się udać co załatwić i przywieźć przy powrocie do ośrodka. Również rodziny przybywające na widzenia stąd oznajmiały, że już są i za chwilę będą na sali widzeń. Także po zakończeniu odwiedzin, z tego miejsca jeszcze raz żegnano się, wymachując rękami. Na koniec przekazywano sobie to o czym nie można było powiedzieć w trakcie nadzorowanego widzenia w sali widzeń z zamontowanymi podsłuchami. Ponadto od czasu do czasu pojawiali się wysłannicy zdelegalizowanych struktur związkowych, celem przekazania informacji dotyczących dalszego funkcjonowania Solidarności. Przez prawie roczny okres internowania w tym miejscu codziennie gromadzili się grodkowianie by o godzinie 12 w południe i 19 wieczorem, solidaryzując się z uwięzionymi, wspólnie z internowanymi śpiewać pieśni Boże coś Polskę i Rotę. W tym szczególnym miejscu mieszkańcy Grodkowa idący w wigilię 1981 roku do kościoła na pasterkę zatrzymywali się zdziwieni. Z więziennych okien rozlegał się śpiew kolęd. Zachodzono w głowę, to niebywałe by w więzieniu kolędowano i to tak głośno, że słychać było daleko poza kryminałem. Jak to możliwe, co się tam dzieje?. Szybko pod więzieniem zgromadziło się sporo ludzi. Grodkowianie przyłączyli się do śpiewu. Wspólne kolędowanie przed więzieniem trwało do pasterki. W kościele lotem błyskawicy rozeszła się wieść o tym co się tam wydarzyło przed pasterką. Zaczęto snuć domysły. Już w święta wszystko się wyjaśniło. Grodków zyskał 100 nowych mieszkańców, lokatorów domu z czerwonej cegły. I to jakich!. Podobnie było w lutym 1982 roku. W miejscu dzisiejszego ronda zatrzymała się procesja ze świecami, która wyszła z kościoła po wieczornej mszy św. w Święto Matki Boskiej Gromnicznej. Przez prawie pół godziny wierni i internowani wspólnie śpiewali i modlili się. Zupełnie nie przeszkadzały im dzielące ich kraty i mury.

Mając na uwadze szczególne znaczenie tego miejsca i rolę jaką odegrało w kontaktach uwięzionych opozycjonistów ze światem zewnętrznym, koniecznym było a wręcz obowiązkiem by nazwać to rondo „Rondem Internowanych”. Byłoby to wyrazem upamiętnienia ich pobytu w grodkowskim więzieniu, nieugiętej postawy i walki o zmianę ustroju społeczno-politycznego w Polsce jak również ich bohaterskiej postawy prowadzącej do fundamentalnych przeobrażeń w najnowszej historii naszego państwa. Obecnie po wielu latach od tych wydarzeń mamy obowiązek zachowania w pamięci i solidaryzowania się z dokonaniami tamtych czasów. Tym bardziej, że miało to miejsce w Grodkowie, a część wydarzeń rozgrywała się tam gdzie po wielu latach zbudowano rondo. Mamy obowiązek w ten sposób uczcić pamięć tych, którzy w stanie wojennym wykazali się bohaterską postawą, dzięki którym odzyskaliśmy wolność i doszło do zmiany ustroju.

Oficjalne nadanie nazwy rondu przy ul. H. Sienkiewicza „Rondo Internowanych” i jego poświęcenie nastąpi 13 grudnia 2020 roku. Uroczystości rozpocznie msza św., która zostanie odprawiona w intencji internowanych w kościele w Grodkowie o godz. 11.30. Następnie uczestnicy uroczystości przejdą do ronda. Tu odbędzie się oficjalne nadanie nazwy i poświęcenie oraz okolicznościowe wystąpienie. Po tym zgromadzeni udadzą się przed pobliskie więzienie gdzie pod tablicą na więziennym murze upamiętniającą internowanie złożą kwiaty. Uroczystości z uwagi na wysoki poziom pandemii będą miały skromny i ograniczony charakter.

Od początku listopada na rondzie zamontowano nazwę „Rondo Internowanych”. Prezentuje się wymownie i okazale na tle więzienia, zmusza do zadumy.

Bronisław Urbański