O krok od tragedii

0
IMG_0110.JPG

W piątek po południu, około godziny 16.15 na osiedlu przy ul. Włościańskiej/Konopnickiej runęła na ziemię kilkumetrowa lipa. Na szczęście nikt wtedy tamtędy nie przechodził.

Dyżurny straży pożarnej w Brzegu poinformował, że nie otrzymał żadnego zgłoszenia o zwalonym drzewie, bo straż interweniuje wówczas, gdy takie leżące drzewo utrudnia ruch na drodze, lub w jakikolwiek sposób zagraża ludziom. Usunięcie zwalonego drzewa leży w gestii administratora osiedla. Powstaje jednak pytanie o odpowiedzialność za same jego zawalenie. Na skwerze przed blokami mieszkalnymi rosną podwójne rzędy lip. – Te drzewa są stare, do tego wydaje się, że powinny być dawno przycięte. Ich korony są nadmiernie przerośnięte. Często było słychać, jak skrzypią przy większych podmuchach wiatru. Wyglądają na spróchniałe – relacjonuje jedna z mieszkanek osiedla. – Całe szczęście, że nikt tamtędy akurat nie szedł. Przez ten narożnik często przechodzą ludzie, bawią się dzieci – dodaje. Zwalenie się drzewa jest najprawdopodobniej wynikiem warunków atmosferycznych. Porywisty wiatr i silne opady deszczu sprawiają, że obciążone, nasiąknięte wodą drzewa są bardzo niebezpieczne. Do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia, czy upadkowi lipy można było zapobiec. Odpowiedzialność leży po stronie zarządcy terenu, na którym drzewo stoi. Jeśli więc takowe jest nad wyraz rozrośnięte lub spróchniałe, to powinien je ściąć lub w inny sposób zabezpieczyć przed zwaleniem. Oczywiście jego odpowiedzialność będzie wyłączona, gdy do zdarzenia doszło na skutek tzw. „siły wyższej”. Standardowo może ją udowodnić, powołując się na informację z Instytutu Meteorologii o działaniu huraganu w rejonie szkody. Jeśli tego nie zrobi, to podstawą do określenia odpowiedzialności będzie dokumentacja określającą stan zwalonego drzewa przed wypadkiem, tzn. czy było zdrowe, czy spróchniałe.

IMG_0108__22_.JPG

IMG_0114__22_.JPG