Wiatraki? Tak ale …

0
wiatraki_2.jpg

Już od kilku lat w naszym powiecie o farmach wiatrowych rozmawia się w sklepach, na ulicy, w urzędach, na forach internetowych i w lokalnych mediach.

Ostatnio wiatraki stały się ponownie gorącym tematem, a zwolenników jak i przeciwników tego pozyskiwania energii nie brakuje. Czy jakiekolwiek argumenty, którejś ze stron są w stanie przekonać opozycję? Pewnie tak ale nie należy to do najłatwiejszych zadań. Dziś na ten temat rozmawiamy z mieszkańcem Pępic i członkiem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Opolskiej – Dariuszem Nawrockim.

  

PANORAMA: Przez niektórych jest pan uważany za przeciwnika farm wiatrowych. Czy tak jest w rzeczywistości ?

Dariusz Nawrocki: Nie. Nie jestem przeciwnikiem wiatraków. Nie twierdzę, że wiatraki są wyłącznie „be”, jednak należy zauważyć, że oprócz zalet mają również wady. Uważam, że należy działać tak, aby wady te miały jak najmniejszy wpływ na środowisko. Bo przy tak specyficznej inwestycji jaką są farmy wiatrowe, popełnionych błędów najczęściej nie da się już później naprawić. W naszym przypadku, chodzi tylko i wyłącznie o usytuowanie wiatraków. O powszechności tego problemu może świadczyć ilość organizacji domagających się wprowadzenia bardziej rygorystycznych norm przy wydawaniu zezwoleń na budowę farm wiatrowych. Wg. opracowania sporządzonego na potrzeby Kancelarii Senatu RP tylko w EPAW jest ich zarejestrowanych 474 z 22 krajów Europy /między innymi z Holandii, Niemiec, Danii, Francji, Szwecji/. Jak widać nie jest to jedynie problem zacofanych Polaków, jak sugerują osoby związane z lobby wiatrakowym. Jest to problem całej Europy, który uwidocznił się po wielu latach funkcjonowania tam farm wiatrowych.

 

Rozumiem, że jest Pan pewien tego iż wiatraki zaszkodzą mieszkańcom pod względem zdrowotnym? 

Jestem pewien, że jeżeli nie zostaną odpowiednio usytuowane, tzn. zgodnie z wytycznymi które przygotowano na podstawie wyników wieloletnich badań, to będziemy mieli wszyscy sporo nowych, niepotrzebnych problemów.

 

Kiedy pojawił się pomysł aby postawić u Was w gminie wiatraki ?

Nie wiemy kiedy inwestor nawiązał pierwsze rozmowy z samorządowcami – mam na myśli tutaj wójtów gminy Skarbimierz i Olszanka. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że podjęto decyzję o wszczęciu postępowania na terenie naszej gminy w roku 2007. Oficjalne informacje przekazano mniej więcej rok później.

 

Kto i w jaki sposób poinformował mieszkańców o podjęciu tych działań ?

Wychodzi na to, że chyba ja. Na pierwszym etapie, tj. od zdobywania przychylności władz, do momentu wszczęcia postępowania w sprawie przystąpienia do sporządzenia zmiany miejscowego planu lokalne społeczeństwo nie było informowane w żaden sposób o planowanej inwestycji. Później nie było lepiej. Gmina nie zrobiła praktycznie nic by informacje o działaniu i oddziaływaniu planowanej inwestycji dotarły do społeczeństwa. Jedyne spotkania jakie odbyły się w naszej gminie, odbyły się w Pępicach z mojej inicjatywy. Z tego co się orientuję w Łukowicach i Małujowicach nie było takich spotkań.

 

Skoro mieszkańców całkowicie pominięto to może Rada Gminy wiedziała z dużym wyprzedzeniem o planowanej inwestycji i o zmianie planu zagospodarowania przestrzennego?

Jak mówiłem wcześniej, Radę Gminy poinformowano oficjalnie na etapie przystąpienia do sporządzenia zmian miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w roku 2008, czyli można przypuszczać, że minimum rok po podjęciu decyzji przez wójta Pulita o rozpoczęciu postępowania. Z jednej z wypowiedzi wójta Pulita, bodajże na sesji Rady Gminy Olszanka, można wnioskować, że takie decyzje zapadły już w roku 2006.

 

Skąd zaczerpnął Pan informacje związane z oddziaływaniem farm wiatrowych? Jest Pan ekologiem, energetykiem ?

Nie, nie jestem ani ekologiem ani energetykiem. Moje zainteresowanie planowaną budową farmy wiatrowej na terenie naszej gminy zostało wymuszone powierzoną mi funkcją radnego Rady Gminy Skarbimierz.  Od czterech lat uczestniczę w szkoleniach, spotkaniach, dyskusjach dotyczących tematyki energii odnawialnej. A informacje czerpię między innymi z opinii i raportów ekspertów w tej dziedzinie. 

 

Jakie działania związane z powstaniem elektrowni wiatrowej na terenie Pępic podjął Pan jako jednostka?

Urząd Gminy w Skarbimierzu, pomimo tego, że tego typu inwestycje oficjalnie zakwalifikowane są do inwestycji mogących mieć znaczący, negatywny wpływ na środowisko nie robił nic by zapoznać lokalne społeczeństwo z czekającymi ich zmianami. Starałem się zainteresować tematem przede wszystkim radnych, którzy mieli decydujący wpływ na wszczęcie postępowania w sprawie zmiany planu zagospodarowania przestrzennego. Jednak większość z nich jakoś nie miała chęci czy też możliwości przyswojenia sobie podstawowych informacji o działaniu i oddziaływaniu wiatraków, co można było zauważyć po treści zadawanych pytań w czasie dyskusji na sesjach. Starałem się również zainteresować tematem wiatraków miejscową ludność, która wcześniej wychodziła z założenia, że nie warto podejmować tematu, bo i tak wójt zrobi co sam uzna za słuszne. To akurat się powiodło. Udało mi się również zainteresować tematem budowy farmy wiatrowej ekspertów w dziedzinie ochrony środowiska, którzy przekazali mi wiele cennych informacji i wskazali błędy w postępowaniu, które mogą przyczynić się do degradacji środowiska. A przede wszystkim udało się udowodnić, że postępowanie w sprawie budowy FW Jankowice Wielkie nie przebiegało zgodnie z obowiązującym prawem, co potwierdziło swoim orzeczeniem Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Opolu uchylając w całości decyzję środowiskową wójta Drubki.  Ostatnio pojawiły się też zastrzeżenia do sposobu finansowania pierwszego etapu postępowania, czyli zmiany planu zagospodarowania przestrzennego.

 

Kto finansował te zmiany? Czy to inwestor „sponsorował” zmianę tego planu ?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie kto finansował zmiany planu. Ale jedno jest pewne, projektu zmiany planu zagospodarowania przestrzennego nie finansował wójt Pulit, pomimo tego, że jest to ustawowym obowiązkiem. Zgodnie z Ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, tego typu zmiany należą do zadań własnych gminy, a koszty sporządzenia planu miejscowego obciążają budżet gminy.  Na moje pytanie, kto finansował zmiany planu, wójt Pulit poinformował mnie pisemnie, że nie jest mu znany fakt kto finansował powyższe zmiany. Dodając, że potencjalny  inwestor złożył wniosek o zmianę planu wraz ze stosowną dokumentacją.

 

A czy inwestor robił jakiekolwiek badania i pomiary?

Prawdopodobnie jakieś zrobił. Tak przynajmniej można wnioskować z przedstawionych dokumentów. Jednak po ich analizie przez ekspertów można przypuszczać, że jeśli takowe były, to były wykonane z pominięciem obowiązujących zasad i przyjętych norm.

 

Czy to oznacza, że EPA  wszelkie badania związane z przyrodą przeprowadzała  w sposób nierzetelny?

Dysponuję trzema opiniami na temat przedstawionego przez inwestora Raportu o oddziaływaniu na środowisko. Opinie te są sporządzone przez niezależnych ekspertów i wszystkie w sposób udokumentowany, podważają jego rzetelność. Co więcej, inwestor w swoim raporcie nie wyciągnął odpowiednich wniosków z przeprowadzonych analiz, bo jak inaczej można zrozumieć fakt, że eksperci wynajęci przez inwestora negatywnie wypowiadają się o umiejscowieniu farmy wiatrowej na naszym obszarze.

 

Badania przeprowadzone w innych krajach nie przekonują Pana, że wiatraki to ciche, ekologiczne elektrownie, które nie utrudniają życia mieszkańcom sąsiadujących z nimi?

Przekonują mnie jedynie badania przeprowadzane przez niezależnych ekspertów. Patrząc to co się dzieje u nas, te przeprowadzane na zlecenie i za pieniądze lobby wiatrakowego nie przekonują mnie. Proszę zwrócić uwagę, że badania prowadzone przez niezależnych ekspertów na całym świecie wykazały iż bezpieczna odległość wiatraków od zabudowy mieszkalnej to minimum 2000m, a w niektórych przypadkach /warunki klimatyczne, ukształtowanie terenu/, nawet 6000m i więcej. Nie wątpię, że stosując odpowiednie zasady wiatraki to ciche, ekologiczne elektrownie, które nie utrudniają życia mieszkańcom sąsiadującym z nimi. W naszym przypadku odległości te mogą się zaczynać praktycznie w przedziale 500-600m. A są to odległości prawie czterokrotnie mniejsze od zalecanych.   

 

Jakie gwarancje daje inwestor jeśli chodzi o odległości turbin od domów mieszkalnych?

Granice obszaru wyznaczonego pod budowę farmy wiatrowej znajdują się w odległości 500-600m od budynków mieszkalnych. W granicach wyznaczonego obszaru inwestor ma prawo postawić wiatraki. Na dzień dzisiejszy nie ma żadnych gwarancji, że tego nie uczyni. Powodem umieszczenia, przez inwestora, wiatraków tak blisko budynków mieszkalnych mogą być chociażby warunki techniczne.

 

Powróćmy do ekologicznego aspektu sprawy. Panuje ogólne przekonanie, że elektrownie wiatrowe to ekologiczny sposób pozyskiwania energii, nieszkodzący środowisku.

Tak, taka opinia jest rozpowszechniana, ale jednocześnie farmy wiatrowe zakwalifikowano do inwestycji mogących mieć znaczący, negatywny wpływ na środowisko. Oznacza to, że wbrew rozpowszechnianej opinii nie są one obojętne dla środowiska. Rozpowszechniona jest również opinia jakoby budowa farm wiatrowych przyczyni się do zamykania zanieczyszczających środowisko elektrowni konwencjonalnych. A jest wręcz odwrotnie, wzrastające zapotrzebowanie na energię elektryczną i rozwój energetyki wiatrowej wymusza budowę kolejnych elektrowni konwencjonalnych. W naszych warunkach klimatycznych elektrownie wiatrowe wytwarzają prąd przez około 1/4 roku, co gorsza trudno jest przewidzieć, kiedy i jak długo będą pracowały /kiedy będzie wiało/. Dlatego niezbędne jest utrzymanie non stop „pod parą” rezerwowych bloków energetycznych, które praktycznie przez 1/4 roku bezproduktywnie zanieczyszczają środowisko. Jak ostatnio się okazało nie istnieją technologie utylizacji wiatraków, które pozostawałaby obojętne dla środowiska. Dania, w której znajduje się najwięcej wiatraków na świecie ma w tej chwili spory problem z ich utylizacją. Duńska minister ochrony środowiska wyznaczyła nagrodę 800 tyś. euro za opracowanie bezpiecznej ekologicznie metody ich utylizacji. Jest jeszcze wiele przykładów na to, że z tą „ekologicznością” wiatraków nie jest do końca tak, jak przedstawia to lobby wiatrakowe. Jednak nie ulega wątpliwości, że jest to obecnie jedna z niewielu metod pozyskiwania energii w sposób stosunkowo bezpieczny dla środowiska, jednak pod warunkiem, że są spełnione odpowiednie warunki.

 

Było o zdrowiu i ekologii. Jaki wpływ wg. Pana będzie miała farma wiatrowa na rozwój gminy? Może pod względem finansowym wygląda to lepiej bo taka farma to zastrzyk gotówki dla gminy? 

Obawiam się, że będzie miała bardzo mierny wpływ na rozwój gminy. Patrząc od strony finansowej, z perspektywy gminy, potencjalne zyski mogą być dużo niższe niż realne straty. Bo po pierwsze, wpływy z podatku od nieruchomości za wiatraki mogą nie być aż tak duże jak podaje inwestor. W tej chwili podatek naliczany jest od wartości fundamentu i wieży. Lecz już pojawiają się opinie, że nie jest to zgodne z prawem, gdyż maszt nie można traktować jako nieruchomość lecz jako urządzenie. Na razie nie nagłaśnia się tego tematu, bo nie jest to na rękę inwestorom wiatrakowym, gdyż straciliby jeden z głównych argumentów którymi mamią samorządowców. Jednak gdy do tego dojdzie – co jest bardzo prawdopodobne, bo nikt nie lubi płacić podatków – podatek ten wynosiłby jedynie parę tysięcy złotych od wiatraka. A jak znam życie, zaraz po zakończeniu wydawania zezwoleń na budowę wiatraków, inwestorzy poruszą ten problem. Po drugie budowa farmy wiatrowej powoduje wprowadzenie pewnych restrykcji, np. w Pępicach spowodowała, z powodu oddziaływania wiatraków, wyłączenie spod zabudowy mieszkalnej obszaru o powierzchni 500ha. To jest wymierna strata dla gminy i mieszkańców Pępic. Wbrew opinii lobby wiatrakowego, jakoby farmy wiatrowe przyciągają kolejne inwestycje, na podstawie analiz sporządzanych w krajach gdzie od wielu już lat istnieją farmy wiatrowe, czy chociażby na przykładzie Wolina /gdzie farma istnieje już siedem lat/ można zauważyć coś wręcz odwrotnie. Wiadomo nie ma nowych inwestorów, nie ma wpływu z podatku – gmina ubożeje. Nie ma nowych inwestorów – nie ma nowych miejsc pracy – miejscowa ludność ubożeje. Co więcej, ceny gruntów w sąsiedztwie farm wiatrowych spadają. Spada też atrakcyjność terenów i nieruchomości sąsiadujących z farmami wiatrowymi. Jak podają niemieccy eksperci od nieruchomości, ceny  takich nieruchomości są średnio o 40-50%  niższe od cen porównywalnych nieruchomości poza strefą wiatraków i bardzo ciężko je zbyć. Kolejna strata dla gminy i miejscowej ludności. Patrząc z perspektywy mieszkańców Pępic, bo w sąsiedztwie tego sołectwa mają stanąć wszystkie wiatraki w naszej gminie, sołectwo zostanie pozbawione możliwości rozbudowy. A to z powodu sąsiedztwa poligonu saperskiego, skarbimierskiej strefy inwestycyjnej, a teraz jeszcze planowanej farmy wiatrowej. Mówi Pan o zastrzyku gotówki dla gminy. Jak skuteczne są tego typu zastrzyki mógł zobaczyć każdy uczestnik sponsorowanych przez inwestora wycieczek do gminy Wolin. W miejscowości Zagórze lub Wiejkowo – tam gdzie są usytuowane farmy wiatrowe inwestora – zapewne dostrzegł, że nie są to miejsca epatujące bogactwem. U nas jeszcze nie ma wiatraków, ale każde sołectwo w naszej gminie wyglądają dużo lepiej niż wioski, w których znajdują się elektrownie wiatrowe w Gminie Wolin.

 

Wróćmy do zachowań inwestora. TPZO próbowało z nim nawiązać dialog? Może EPA nie wie o waszym istnieniu myśląc, że nikt nie ma zastrzeżeń co do ich projektów?

Jeżeli chodzi o kontakty Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Opolskiej z inwestorem to praktycznie ich nie było. Inwestor neguje nasze prawo występowania jako strony, pomimo orzeczenia SKO w Opolu uznającego nas jako stronę postępowania. Jest jeszcze wiele poczynań inwestora, które nie mieszczą się w ogólnie przyjętych zasadach postępowania.  Do momentu uchylenia przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach inwestor nie przejmował się lokalną społecznością, nie zauważał jej reakcji na plany budowy farmy wiatrowej. W Raporcie o oddziaływaniu na środowisko z lipca 2009r, inwestor pisze:

„Projekt niniejszej farmy wiatrowej w okolicach Jankowic Wielkich był konsultowany społecznie na etapie podjęcia przez rady gmin Olszanka i Skarbimierz uchwał o  zmianach studiów uwarunkowań, a następnie na etapie podejmowania uchwał o przygotowaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Procedury te odbywały się przy wymaganym ustawowo dostępie społecznym. Informacje na temat inwestycji były przekazywane i nie budziły kontrowersji ze strony zainteresowanych. Jednocześnie podczas spotkań przekazywano informacje dotyczące korzyści ekonomicznych i ekologicznych wynikających z produkcji „czystej energii”. Na podstawie przebiegu dotychczasowych konsultacji społecznych, odbytych w trakcie przygotowania inwestycji, należy stwierdzić, że inwestycja nie powinna być przedmiotem potencjalnego konfliktu społecznego.”

Nie wiem jak przebiegała procedura konsultacji społecznych w gminie Olszanka, w gminie Skarbimierz nie było żadnych konsultacji społecznych. Jedyną możliwość wypowiedzenia się w sprawie planowanej inwestycji mieszkańcy gminy Skarbimierz mieli przy okazji wyłożenia projektu zmian planu zagospodarowania przestrzennego – koniec roku 2009, czyli parę miesięcy po powstaniu Raportu inwestora w którym to stwierdza, że plany budowy farmy wiatrowej „nie budziły kontrowersji ze strony zainteresowanych”. Warto też tu zauważyć, że do projektu zmiany planu zagospodarowania przestrzennego mieszkańcy Pępic złożyli 107 uwag dotyczących planowanych zmian.  Ponadto w lipcu 2009r na zebraniu wiejskim w Pępicach podjęto dwie uchwały. Dotyczyły one uwzględnienia w planie zagospodarowania przestrzennego gminy zakazu budowy farm wiatrowych w bezpośrednim sąsiedztwie sołectwa i wyznaczenie minimalnych odległości usadowienia wiatraków od zabudowań mieszkalnych. Ani uwagi do projektu zmian planu, ani uchwały sołectwa Pępice nie zostały uwzględnione przez wójta Pulita w dalszym postępowaniu. Dotychczasowe postępowanie inwestora w sprawie budowy farmy wiatrowej w naszej gminie było do tej pory, nazwijmy to delikatnie, nieprzyzwoite, lecz po wydaniu przez SKO negatywnej dla niego decyzji stało sie wręcz obrzydliwe. Rozpoczęto obecnie etap mamienia pieniędzmi, składając sołectwom propozycję przekazania na ich potrzeby, teraz i w przyszłości bardzo wysokich kwot. EPA zaproponowała sołectwom 15 tys. złotych „od reki” i 50 tys. złotych po uzyskaniu prawomocnego pozwolenia na budowę Farmy Wiatrowej Jankowice Wielki. Jest to postępowanie wykorzystujące w perfidny sposób nieznajomość tematu i dobrą wiarę lokalnej społeczności. Nazywana przez nas potocznie inwestorem firma, tak naprawdę zajmuje się jedynie kompleksowym przygotowaniem projektów farm wiatrowych. Oznacza to, że jej jedynym zadaniem jest zdobycie wszelkich zezwoleń i umów niezbędnych do uruchomienia farmy wiatrowej, a następnie odsprzedaż całej dokumentacji faktycznemu inwestorowi. To z kolei oznacza, że nie mają żadnego wpływu na postępowanie faktycznego inwestora, czyli jakiekolwiek krótko czy długoterminowe ustalenia z obecnym inwestorem, w tym przypadku, są nic nie warte. Lecz o tym się milczy. Mamią również ludzi, kłamliwymi informacjami, że jakoby po powstaniu farm wiatrowych spadną ceny prądu. Nie informuje jednak jak to jest możliwe, gdy cena sprzedanego energetykom kW prądu wyprodukowanego przez wiatraki jest o wiele wyższa niż cena kW energii produkowanej i sprzedawanej nam przez konwencjonalne elektrownie. Kto pokryje różnicę w cenie – inwestor?

 

Chce Pan przez to powiedzieć, że naukowcy z całego świata, którzy szukają alternatywnych rozwiązań energetycznych mylą się co do tego, że elektrownie wiatrowe, słoneczne czy wodne są najlepszym rozwiązaniem ekologicznym na chwile obecną  ? W programie „Powering the future” na Discovery Chanel naukowcy i badacze wypowiadają się pozytywnie na temat tych źródeł pozyskiwania energii.

Trzeba zacząć od tego, że na chwile obecną nie ma lepszych sposobów na pozyskiwanie ekologicznej energii co wcale nie oznacza, że te obecne sposoby są najlepsze. Owszem musimy zacząć dbać o środowisko i nie można wiatraków odstawiać na bok. Trzeba tylko je mądrze wykorzystać i nie wolno stawiać ich w miejscach, w których będą bardziej szkodziły środowisku niż pomagały. Zapewne naukowcy z Discovery Chanel nie poparliby pomysłu postawienia wiatraka w odległości 500m od domostw. Trzeba też wziąć pod uwagę o jakich elektrowniach wiatrowych mówimy i zadać sobie pytanie jakie turbiny będą na naszych terenach – nowoczesne i bardziej wydajne czy nowe, ale robione w starej technologii ? Inwestor nie jest w stanie określić o jakiej mocy będą te turbiny, a co dopiero od jakiego producenta będą pochodziły. Moim zdaniem należy przede wszystkim wyjaśnić wszelkie niejasności związane z inwestycją. Zadbać o to by nie przysporzyła nam jedynie samych problemów.

 

Dziękuję za rozmowę.