Mniej kości z miłości …

0
11__Kopiowanie_.JPG

 

… do adrenaliny. Niewiele osób wie, że w Brzegu jest miejsce, gdzie można poskakać na desce, rolkach i innych ekstremalnych maszynach.

 

Brzeskie Stowarzyszenie Sportów Ekstremalnych „Boneless”, zorganizowało ostatnio zawody deskorolkowe na terenie skateparku. Wkrótce zorganizują następne.

         Poprzednie zawody pierwszego dnia przyciągnęły do naszej hali około trzydziestu deskorolkowców (wśród zawodników do 16-ego roku życia). Drugiego dnia, podczas konkursu OPEN było już czterdziestu. Wliczając kibiców, zebrało się tu ponad sto osób. Dlatego organizujemy kolejną imprezę na naszym torze, już niedługo, w dniach 2-3 września – powiedział prezes „Boneless” Mikołaj Baranowski.

 

SSE „Boneless” powstało ponad 3 lata temu. Założyło je 15 członków, którymi w większości byli deskorolkowcy z Brzegu. Hala skateparku mieści się za miejskim targowiskiem, pomiędzy ulicami Łokietka a Trzech Kotwic, na dawnym terenie Radjaxu. Jest otwarta popołudniami, najczęściej od godziny 18.00.

         Spotykamy się zawsze, gdy są do tego chętni. Przeważnie ludzie jeżdżą dla samej zabawy, czasem startują też w zawodach. Oprócz deskorolkowców, mamy tu również fanów rolek i bmx-ów. Rampy zbudowaliśmy z własnych środków i dzięki pomocy miasta. Startujemy w konkursach na dotacje dla związków i stowarzyszeń, co daje nam środki na funkcjonowanie. Stowarzyszenie liczy obecnie około 40 członków, część nie jest jeszcze zarejestrowana, więc nie potrafię dokładnie powiedzieć. Dodatkowo ich liczba stale rośnie. Najmłodsi mają 6 lat, najstarsi 27 – relacjonuje wice prezes stowarzyszenia Marcin Piotrowicz.

 

Aby zacząć jeździć na desce wystarczy niewiele. Najtańsza deska, na której da się już pojeździć kosztuje ok. 100 zł. Dalsze koszty rosną w zależności od poziomu, na jaki się wstępuje. Profesjonalna deska, to już koszt rzędu 500 zł. Nazwa stowarzyszenia „Boneless”, w wolnym tłumaczeniu oznacza „mniej kości” lub nawet „bez kości”.  Jest to sport ekstremalny, więc zdarzają się wypadki, ale wbrew pozoru nie przytrafia się to często.

         Nasze stowarzyszenie stale się rozrasta, jest coraz więcej chętnych do jeżdżenia na desce, a potrzebne są pieniądze na naprawy sprzętu, konserwację toru, a przede wszystkim na czynsz hali i media. Miasto dało nam pieniądze na rozruch, ale dalej sami musimy się utrzymać – powiedział na zakończenie Mikołaj Baranowski.