Darz miód!

0

 Sobotnie popołudnie, 8-go września br. Dojeżdżam właśnie do pasieki Zbigniewa Dyrdy, położonej w połowie drogi pomiędzy Żłobizną a Krzyżowicami. Tam za zastawionymi jadłem stołami zasiadają już pszczelarze z miejsko – gminnego koła w Brzegu i koła z Olszanki. Zebrali się jak co roku by porozmawiać o swojej działalności, sukcesach, a także bolączkach. 

Sobotnie popołudnie, 8-go września br. Dojeżdżam właśnie do pasieki Zbigniewa Dyrdy, położonej w połowie drogi pomiędzy Żłobizną a Krzyżowicami. Tam za zastawionymi jadłem stołami zasiadają już pszczelarze z miejsko – gminnego koła w Brzegu i koła z Olszanki. Zebrali się jak co roku by porozmawiać o swojej działalności, sukcesach, a także bolączkach.

Brzeskie koło pszczelarzy funkcjonuje już od 10 lat. Przy wsparciu Urzędu Miasta dokonuje zakupu matek pszczelich. Jego członkowie uczestniczą w szkoleniach i sympozjach, co pozwala im doskonalić swoje umiejętności (w tym roku dla przykładu byli w Kamiannej koło Nowego Sącza).

– Nasze miejsko-gminne koło pszczelarzy w Brzegu zrzesza ok. 45 członków – mówi nam jego wiceprezes Zbigniew Nizinkiewicz – W 80-ciu procentach są to, podobnie jak ja, zapaleni emeryci, prawdziwi miłośnicy i pasjonaci pszczół. – dodaje

 Średnia uli w pasiekach brzeskich pszczelarzy wynosi 25 sztuk. Najwięcej, bo po 70 posiadają ich Tadeusz Gąsiorowski i Zbigniew Dyrda. Ilość rocznie zbieranego miodu zależy od usadowienia uli i bazy pożytkowej na danym terenie i waha się średnio od 15-tu do 20-tu kilogramów od pszczelej rodziny. Zbiera się zasadniczo miód wielokwiatowy, akacjowy, lipowy, nawłociowy, a także  spadziowy.

W osiąganiu dobrych zbiorów często przeszkadzają złodzieje: – Wielkimi szkodnikami są złomiarze, którzy dla kawałka metalu gotowi są zniszczyć nasze magazyny, w których znajdują się niezbędne dla pszczelarza akcesoria – żali się Zbigniew Nizinkiewicz.

Ogromnym problemem jest także niszczenie przyrody, wycinka drzew, nieobsadzanie przydroży, terenów wokół placów i boisk. Mówi Antoni Zwoliński: – Przyzwyczailiśmy się do powycinanych drzew we wsiach i istniejących gdzieniegdzie jeszcze parkach i cmentarzach. To normalny widok, do którego przywykliśmy i co dziwne, prawie nikogo on nie razi. Od kilku lat staram się interweniować przeciw wciąż postępującej degradacji środowiska, lecz efekt wciąż jest negatywny.

Nasuwa się w tym miejscu pytanie: Kto spowodować może, żeby nasza ziemia brzeska spełniała podstawowe wymogi dla bytowania pszczół?  To, że stan środowiska naturalnego w naszych gminach niezwłocznie należy poprawić, nie ulega wątpliwości. Niezbędne w tej sytuacji jest pobudzenie świadomości osób działających w samorządach, przekonanie ich do przystąpienia do akcji na rzecz poprawy zdegradowanego środowiska.

Pan Antoni apeluje: – Szanowna władzo! Spowodujcie, aby tematy nasadzeń drzew znalazły się w gminnych programach ochrony środowiska, a miejscowości nasze w przyszłości tonęły w zieleni i w  kolorach tęczy, kwitnące i pachnące!

Paweł Pawlita