Pozdrowienia z Peru – ciąg dalszy

0
1.jpg
Reklama

 

Niespełna pół roku temu pojawił się tekst z pierwszą relacją przebywającego od listopada 2011 roku w Peru opolskiego misjonarza , parafianina z Żelaznej k.Grodkowa ks. Pawła Chudzika. Zapowiadałem, że na pewno będzie ciąg dalszy i oto przyszła pora na kolejną relację.

Reklama - ciąg dalszy wpisu poniżej

 

 

Tym razem będzie o dwudniowej wyprawie ks.Pawła , który wraz z ks.Krzysztofem wybrał się na objazd parafii. Wyprawa miała być krótka ale , kiedy ks. Paweł zobaczył co zabiera w podróż kolega stwierdził, że to chyba przesada. Zwłaszcza kiedy do terenowej Toyoty wrzucił plandekę, kilofy i łopaty , to i sam ks.Paweł dorzucił jeszcze kilka rzeczy w tym i latarkę. Wyjazd odbywał się do miejscowości Muchca (czytaj Mućka). Łączny czas samej podróży zajął 8 godzin i liczył raptem 200 km z tym , że trzeba pamiętać, że to Andy. W trakcie trasy przewyższenia wynosiły od 2000 m npm do 4400 m npm po trasach, które nie do końca zasługiwały na to by nazywać je drogami. Dawały się we znaki ( i podróżnikom i silnikowi) wyraźne zmiany ciśnienia i ilości tlenu w powietrzu , nie mówiąc już o temperaturze i roślinności. Po drodze były praktycznie wszystkie pory roku od szarugi, zimy, pięknego lata. Gdyby nie to, że auto miało napęd 4×4 trudno było by marzyć o dojechaniu do celu. Po zjeździe z 4400 m aż wierzyć się nie chciało, że w cudownej dolinie spotkać można bananowce, drzewka cytrynowe czy krzewy kawy. Uprzykrzały się tylko paskudne muszki niezwykle dokuczliwe, których ukłucia najpierw czerwienieją a potem niemiłosiernie swędzą. Wizyta w Muchca , jak każda inna to oczywiście wizyta duszpasterska i jako taka musi być wcześniej zapowiedziana. Wtedy ludzie przygotowują się do przyjazdu księży, schodzą z gór, przerywają na dzień dwa swoje codzienne zajęcia. Odwiedziny we wsi to często także efekt zaproszenia przez konkretne rodziny a czasem wręcz całej społeczności. Powód wizyty w Muchca był dwojaki. Po pierwsze chodziło o sprawowanie mszy świętych. Pierwsza z nich miała być mszą w rocznicę śmierci głowy rodziny. Jest to ważny powód, gdyż tutaj to jednocześnie uroczystość zakończenia rocznej żałoby. Msza w drugi dzień miała być tzw „zbiorową” za wszystkich zmarłych (coś w rodzaju naszych „wypominków”). Po drugiej mszy miały się odbyć zamówione wcześniej chrzty i śluby. Kiedy już księża zjechali z gór okazało się , że choć spóźnieni ok 20 minut, to i tak pod kościołem nie było nikogo. Pierwsze , co zrobili , to kilkakrotnie zabili w dzwon, w efekcie czego po kilku minutach pojawiły się najpierw ciekawskie dzieciaki. Po ok godzinie zjawiła się ekipa do sprzątania kaplicy , a wciągu kolejnych 30 minut zjawiła się rodzina , która zamówiła mszę w intencji zmarłego. Nie pierwszy raz , jak podkreśla ksiądz Paweł można było się przekonać, że czas w tym miejscu, to tylko umowna pora przyjmowana z dużą tolerancją. Po mszy rodzina zbiera się w okolicy grobu zmarłego , gdzie oprócz modlitwy odbywa się spożywanie pokarmów, wypija się piwo, czy inny napój, żuje kokę i trwa to do zmroku. W domu w jednej z izb przygotowany jest mały ołtarzyk ku pamięci zmarłego , całą noc pali się przy nim świece , spożywa się kolację (rodzina na dworze a księża jako goście w izbie obok) i do świtu trwa swoiste czuwanie, po którym dopiero rodzina udaje się na spoczynek. Izba obok była kuchnią, w której porządek był rzeczą tylko umowną a królowały w niej wszechobecne na podłodze świnki morskie (cuy), które są tu również chętnie spożywane .Dla gości przygotowany był pokój w postaci izby z materacami na ziemi i tylko po bezowocnym poszukiwaniu klucza do kłódki trzeba było ją przeciąć ( ale to znak, że izba była nader rzadko używana). Po niemal nie przespanej nocy ( rodzina czuwała , a dzieciaki harcowały na całego) o piatej rano księża zaczęli się krzątać. Gospodyni na śniadanie zaproponowała zupę z kukurydzy i herbatkę z koki oraz słone ciasteczka. Przy śniadaniu towarzyszyły buszujące między nogami świnki morskie pogryzające świeżo rzuconą im trawę. Na pierwszą przewidzianą na 9.00 mszę święto wypominkową ludzie schodzili się ponad godzinę i zaczęła się ona dopiero po 10.00. potem nastąpiło spisywanie danych do dokumentów niezbędnych do udzielenia chrztów i ślubów. Ks Paweł około południa rozpoczął ceremonie udzielenia chrztu świętego dla dziesiątki dzieci . Następnie w kaplicy odbyły się trzy ceremonie udzielenia ślubu.  Oczywiście dla wszystkich tych par odbywało się jedno wspólne przyjęcie pod gołym niebem i w czasie , gdy jedna para była w trakcie ceremonii , to weselnicy następnych par cierpliwie siedzieli na trawie przed kaplicą oczekując swej kolejki. Dla trzech par w rogach placu postawione były jedynie trzy namioty, jako miejsce schronienia i odpoczynku w trakcie całego weseliska. Żadna z par nie miała obrączek (być może nie było ich na nie stać ), ale nie zabrakło oczywiście tradycyjnej wszędzie sesji zdjęciowej. Po obiedzie (zjedzonym na podwórzu jednego z domostw ) przyszedł czas na pożegnanie i powrotną drogę z Muchca do Pamapas. Z ostatnich tygodni- parafia księdza Pawła otrzymała niezwykły dar w postaci nowego samochodu terenowego zakupionego z Funduszu Misyjnego Diecezji Opolskiej, Miva Polska oraz Miva Austria. Ks Paweł wyraża niezmierną wdzięczność za tak niezbędny tutaj dar. Konieczny jest do pokonywania bezdroży położonych na różnicach wysokości od 1300mnp do 4400 mnp i zajmujących często kilkanaście godzin jazdy i 2-3 dniowe wyprawy.
Wszystkim chętnym chcącym złożyć ofiarę na misję podaję konto:
Fundusz Pomocy Misjonarzom Diecezji Opolskiej
36 1240 1633 1111 0000 2651 7221 PKO S.A. Opole
ks. Paweł Chudzik PERU
na podstawie relacji ks.Pawła J.Rzepkowski
1.jpg
Droga w Andach
1.jpg
Ksiądz Paweł Chudzik z nowym Hiluxem 4×4
1.jpg
Koniec żałoby
Reklama