Służby burmistrza pod lupą prokuratury. Nowy wątek w sprawie chemikaliów w Brzegu

19

Trwa prokuratorskie śledztwo w sprawie nielegalnego składowiska niebezpiecznych substancji w rejonie Kępy Młyńskiej. Według nowych ustaleń, urzędnicy mogli być informowani o procederze  w październiku 2016 roku. Władze miasta zaprzeczają tym doniesieniom, ale udało nam się dotrzeć do osób, które już wcześniej zgłaszały to zdarzenie.


– To jeden z ważniejszych wątków w tej sprawie. Sprawdzamy, czy mogło dojść do niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy publicznych – mówi nam Waldemar Chrząszcz, szef brzeskiej prokuratury.

Burmistrz Brzegu nie potwierdza, aby do Urzędu Miasta dotarły w tej sprawie jakiekolwiek zawiadomienia – Nie mamy żadnych oficjalnych informacji, które by to potwierdziły. Nie będę się odnosił do różnego rodzaju domniemań – tłumaczył w poniedziałek (23.01) Jerzy Wrębiak.

Jeśli anonimowe zgłoszenie można uznać za czyjeś domniemania, to problem w tym, że polegały one na prawdzie, bowiem na terenie dawnych zakładów zbożowych odkryto ponad 100 ton chemikaliów. Udało nam się porozmawiać z osobami, które znają sprawę nieco bliżej.

–  W październiku, około godziny 10.00 był telefon do Urzędu Miasta w Brzegu, a o godzinie 12.00 na miejscu były służby burmistrza i robiły nawet zdjęcia. Nie wiem, dlaczego nie podjęto odpowiednich działań. Wtedy na placu było dopiero około 150 beczek, czyli nawet nie połowa tego, co jest teraz. Uważam, że ta sprawa została zaniedbana przez urzędników – mówi nam osoba, która chce zachować anonimowość.

Otwarcie o informowaniu władz miasta mówi właściciel magazynów, który również twierdzi, że zgłaszał tą sprawę.

– Magazyny wynająłem na początku października. Najemca w ciągu kilku dni przywiózł tam kilka ciężarówek z tymi zbiornikami. Sprawa mnie zaniepokoiła, dlatego 20 lub 21 października zadzwoniłem do Wydziału Ochrony Środowiska w Brzegu z prośbą o przeprowadzenie kontroli. Potwierdzają to moje bilingi telefoniczne, które przecież można sprawdzić – tłumaczy Wiesław Mielczarek i dodaje – Chciałem, aby urzędnicy sprawdzili przynajmniej, czy ta osoba, która wynajmuje ode mnie pomieszczenia ma odpowiednie zezwolenia do prowadzenia takiej działalności.

Według naszych ustaleń, są świadkowie, którzy widzieli służby burmistrza wykonujące zdjęcia na tym terenie już w październiku. Pomimo tego władze miasta wciąż zaprzeczają, jakoby urzędnicy wiedzieli o sprawie wcześniej. Wczoraj (24.01) jeszcze raz zapytaliśmy o to rzecznika UM w Brzegu.

– Nie wiedzieliśmy wcześniej o tej sprawie. Dowiedzieliśmy się 21 stycznia – tłumaczy Tomasz Dragan.

Jak przyznaje prokuratura, sprawa jest rozwojowa. Do tematu będziemy wracać.

chemikalia w Brzegu