Mieszkańcy stali się zakładnikami machiny urzędniczo-prawnej. Wciąż nie wiadomo, kto i kiedy zutylizuje chemikalia

1

Daniel G., który usłyszał zarzuty nielegalnego składowania chemikaliów w Brzegu i Pogorzeli, został zatrzymany i obecnie przebywa w areszcie. Śledztwo w tej sprawie prowadzi wydział śledczy Prokuratury Okręgowej w Opolu. Policja i strażacy wydali rekomendacje, aby jak najszybciej zutylizować kilkaset ton niebezpiecznych substancji, jednak okazuje się, że materiały zagrażające życiu i zdrowiu mieszkańców wciąż pozostają w miejscach ich ujawnienia.


Niech sprawca posprząta …
Za powstałe szkody i spowodowanie zagrożenia odpowiada sprawca. To niby naturalna kolej rzeczy, ale problem zaczyna się wówczas, gdy przebywa on w areszcie lub najzwyczajniej nie chce tego zrobić, bądź nie dysponuje środkami finansowymi, które pozwoliłyby np. na utylizację chemikaliów. Możliwe, że „posprzątanie po sobie” byłoby okolicznością łagodzącą dla Daniela G. przy ogłaszaniu ewentualnego wyroku, ale może mężczyzna wcale nie czuje się winny? Śledztwo trwa, bomba ekologiczna tyka.

To może właściciel terenu?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się bardzo prosta – Nie. Bo niby z jakiej racji? Nikt nie chce płacić za cudze błędy. Niech płaci sprawca lub wytwórca tych odpadów. Żeby sprawdzić, czy taka retoryka znajduje potwierdzenie, zapytaliśmy właściciela magazynów w Brzegu, czy zamierza chemikalia zutylizować.
– Jeśli policja ustali skąd pochodzą te odpady, wówczas wracają one do wytwórcy, który musi je legalnie zutylizować. Kosztów utylizacji nie poniesie Gmina Brzeg, właściciel gruntu, ani dzierżawca. Policja otrzymała obszerny materiał dowodowy celem wyjaśnienia, skąd pochodzą odpady – czytamy w komunikacie Wiesława Mielczarka, właściciela obiektów po byłych zakładach zbożowych.
Pan Wiesław uzyskał powyższe informacje od swojego prawnika, który argumentuje je literą prawa. W rozmowie telefonicznej dodaje, że gdyby dotarł do niego jakiś nakaz zutylizowania tych chemikaliów, to będzie się odwoływał.

Niech zutylizuje gmina!
Dobrze, ale najpierw „ścieżka administracyjna”. Co to takiego? Dość enigmatyczne hasło, które zaczęło się pojawiać po naradach sztabów kryzysowych. W wielkim skrócie – Gmina wydaje decyzję, aby „posiadacz-właściciel” wywiózł i zutylizował odpady. Z reguły ten „ktoś” się odwoła od tej decyzji i sprawa będzie wędrować przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze, Wojewódzki Sąd Administracyjny, Naczelny Sąd Administracyjny itd.. Nie będzie szybko, a wersji optymistycznej trudno upatrywać.
– W przypadku jakiegokolwiek odwołania ta sprawa może utknąć w sądach nawet na kilka lat, a bez prawomocnej decyzji nie możemy zrobić wykonania zastępczego. Tutaj nie chodzi o finanse, bo z tym sobie poradzimy. Dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo mieszkańców. Pieniądze na utylizację znajdą się, ale nie mam prawa wydać środków publicznych bez prawomocnej decyzji, a tej nie uzyskam bez zakończenia postępowania administracyjnego. – wyjaśnia Aneta Rabczewska. – Drugą ścieżką, która poskutkowałaby natychmiastowym usunięciem materiałów niebezpiecznych, jest art. 232a Kodeksu postępowania karnego. Prokuratura zabezpieczyłaby próbki tych chemikaliów, a reszta materiałów dowodowych zostałaby zutylizowana przez podmiot wyznaczony przez sąd – dodaje wójt Olszanki.

Co na to prokuratura?
Byłoby to możliwe pod warunkiem, że beczki z zawartością zostałyby uznane jako dowód rzeczowy. Póki co, tak się nie stało.
– Dowodami w tej sprawie są próbki tych substancji, protokoły oględzin, zdjęcia. Prokuratura nie zabezpieczała beczek jako dowody rzeczowe, dlatego art.232a k.p.k. nie znajduje tutaj zastosowania – wyjaśnia nam prok. Lidia Sieradzka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Brzmi to jak „szach i mat”, ale w rzeczywistości pozostaje patem. Patem urzędniczo-prawnym, bo kilkaset ton niebezpiecznych materiałów wciąż zagraża wielu mieszkańcom. Policja na wniosek prokuratury pilnuje magazynów w Brzegu i Pogorzeli, samorządy wszczęły postępowania administracyjne, organy ścigania prowadzą śledztwo, strażacy ostrzegają przed ogromnym zagrożeniem, a mieszkańcy pozostają zakładnikami „arcytrudnej” sytuacji.

kto zutylizuje chemikalia