Brzeżanin w Japonii (cz.4) – Ogień świątyni Sensō-ji, woda z Sumida Aquarium, powietrze nad Tokyo Skytree

1

 

Każdego dnia uczę się czegoś nowego, a to sprawia, że czuję się w Japonii coraz lepiej. Organizm zaczyna się powoli przyzwyczajać do tutejszego klimatu. Coraz łatwiej mi się zasypia i nawet wilgotność powietrza stała się mniej uciążliwa.


Wszystko składa się z małych i banalnych elementów. Jeśli nie rozumiesz czegoś już na ich elementarnym poziomie, to trudno żebyś zrozumiał na wyższym. Ten pseudofilozoficzny wstęp przyszedł mi do głowy po tym, gdy pierwszy raz zrobiłem zakupy w pobliskiej piekarni. Trzeba po prostu raz tam pójść, żeby zobaczyć, że przy wejściu odbiera się plastikową tackę (taką jak na stołówkach) i szczypce, którymi nakładamy na nią bułki. Przy kasie oddajemy szczypczyki i podziwiamy grację, z jaką pani pakuje nasze zakupy do torebek. Każda bułeczka osobno, każda zapakowana w inny sposób. Niby to wszystko proste i banalne, ale i tego trzeba się nauczyć.

 

Pobliska piekarnia oferuje na śniadanie wybór kilkudziesięciu rodzajów bułek i kanapek

Każdego dnia odbieram szereg takich lekcji. Na peronie trzeba ustawić się parami w wyznaczonych miejscach, bo gdy zatrzyma się pociąg, to właśnie w tych miejscach będą drzwi. Lewa osoba z pary staje po lewej stronie drzwi, a prawa po prawej, środek zostawiany jest zaś dla wysiadających. W metrze telefon musi być wyciszony. Nie zostawia się w Japonii napiwków, bo kelner pomyśli, że zgubiłeś te pieniądze i zrobi wszystko, żebyś je odzyskał. Śmiało możesz siorbać jedząc swój ramen, bo w ten sposób pokazujesz, że ci smakuje. Nieładnie jest zostawiać paragon w koszyku, bo jest specjalne pudełeczko na niepotrzebne paragony. Jak dziecko – cały świat muszę poznać na nowo.

Jest słonecznie i nawet przyjemnie, gdy kolejny raz dojeżdżam do stacji Shinjuku. To mój główny węzeł komunikacyjny (oddalony od Nakano tylko o trzy stacje) i każda podróż zaczyna się od przyjazdu tutaj. Shinjuku Station obsługuje największą liczbę pasażerów wśród dworców kolejowych na świecie. Średnio jest to około 3,5 mln osób dziennie. Na szczęście wszystko tutaj działa jak w szwajcarskim zegarku i chwilę później jadę już w kierunku Asakusy.

Dworzec Shinjuku obsługuje 3,5 mln osób dziennie

Asakusa była niegdyś bardzo popularną dzielnicą rozrywkową Tokio, to także najstarszy dystrykt gejsz. Mawiają, że wciąż pracuje tu kilkadziesiąt z nich. Dzielnica bardzo się zmieniła po zniszczeniach, jakich doznała w wyniku amerykańskich nalotów bombowych w marcu 1945 toku. Wciąż jednak można tu poczuć dawną Japonię, spotkać rikszarzy i ulicznych wróżbitów.

Ruszam w kierunku widocznej z daleka świątyni Sensō-ji. Zanim jednak do niej dojdę, muszę przedrzeć się przez wąskie uliczki pełne kramów z pamiątkami oraz sklepików z lokalnymi przysmakami i rozmaitymi bibelotami.

 

Dzielnica Asakusa, jedna z uliczek prowadzących do świątyni

Świątynia Sensō-ji jest poświęcona bóstwu Kannon (buddyjskie bóstwo miłosierdzia, litości i płodności). Zgodnie z legendą dwóch braci rybaków w 628 roku znalazło u brzegu rzeki Sumida posąg Kannon, który następnie zanieśli do rodzinnej wioski. Dom, w którym został on złożony, wkrótce przerodził się w miejsce kultu. W 645 roku w jego miejscu stanęła duża świątynia, będąca dziś najstarszym obiektem sakralnym w Tokio. Co prawda budowla doznała znacznych uszkodzeń podczas II wojny światowej, ale po jej zakończeniu szybko przywrócono jej dawny blask. Dzięki temu dziś wciąż robi ogromne wrażenie i jest najczęściej odwiedzaną przez turystów świątynią w Tokio.

 

Świątynia Sensō-ji

 

Sensō-ji emanuje czerwienią, czernią i złotem. Świątynia zwieńczona jest stromym dachem, a obok niej stoi pięciopiętrowa pagoda.

 

Pięciopiętrowa pagoda przy świątyni Sensō-ji

 

Wszędzie czuć zapach kadzideł. W specjalnym naczyniu żarzy się żar, od którego można je odpalić. Powietrze raz za razem przecina dźwięk dzwonków. W mojej głowie natychmiast pojawiają się setki obrazów zapamiętanych z lektur i filmów o Japonii.

Świątynia Sensō-ji

 

Stojąc przed świątynią, nie sposób nie zauważyć po prawej stronie ogromnej wieży. To oddalony o około półtora kilometra kolejny punkt mojej podróży – mierzący 634 metry Tokyo Skytree. Jest to najwyższa wieża na świecie, najwyższa budowla w Tokio i druga najwyższa budowla na świecie.

Wieża widokowa Tokyo Skytree (634 metry wysokości)

 

W drodze do tego kolosa zatrzymuję się jeszcze w restauracji, aby zjeść obiad. W okolicach najbardziej obleganych zabytków i atrakcji turystycznych można liczyć nie tylko na angielskie menu, ale nawet na instrukcję jak należy daną potrawę zjeść, co w przypadku japońskiej kuchni nie jest wcale taką oczywistą sprawą.

Zamawiam Orishi, trochę na chybił trafił i muszę przyznać, że trafiam w dziesiątkę, bo to jedna z najsmaczniejszych potraw, jakie w życiu jadłem. Są to kawałki wołowiny, którą sam smażę na gorącym talerzu, przekładając ją specjalnymi szczypczykami. Podobnie postępuję z pozostałymi dodatkami. Następnie dolewam do mięsa bardzo aromatyczny sos. Dodatkiem do tej potrawy jest ryż i miseczka pysznej zupy miso (tradycyjna japońska zupa, spożywana jako dodatek do posiłków, sporządzana na bazie bulionu „dashi” z dodatkiem pasty sojowej zwanej miso oraz wielu innych składników – najczęściej tofu, ryby oraz wodorostów wakame).

 

Trudno nie kochać Japonii za tutejsze jedzenie

Po solidnym obiedzie dochodzę do wieży Tokyo Skytree. Jest ona połączona z ogromnym kompleksem handlowym Tokyo Solmachi, w którym mieści się ponad trzysta sklepów z produktami spożywczymi, rzemiosłem i pamiątkami.

Jest stosunkowo wcześnie, a ja planuję dotrzeć na punkt widokowy dopiero po zmroku, postanawiam zatem zająć czas wizytą w największej atrakcji kompleksu, czyli Sumida Aquarium. W przepięknych i ogromnych akwariach żyje tam ponad 10 000 morskich stworzeń. Bez problemu można stracić rachubę czasu, poruszając się po tych przyciemnionych pomieszczeniach i korytarzach, którymi przechodzi się tuż obok egzotycznych ryb, meduz i innych przedziwnych mieszkańców głębin. Na mnie największe wrażenie zrobił widok małych dzieci siedzących przy gigantycznym akwarium, w którym pływały m.in. płaszczki i rekiny. Dzieciaki z fascynacją patrzyły na te stworzenia i próbowały narysować ich kształty na kartkach.

W Sumida Aquarium żyje ponad 10 000 morskich stworzeń

Sumida Aquarium to nie tylko atrakcja turystyczna, to również jednostka prowadząca badania naukowe i świadcząca usługi edukacyjne. Miło było zobaczyć młodych ludzi wnikliwie obserwujących zachowanie pingwinów i grupę dzieciaczków bawiących się z uchatką, która przyprowadzona została do nich przez pracownicę Sumida Aquarium.

A tak urzędują pingwiny z Tokio

Wyjście na zewnątrz jest jak wyjście do zupełnie innej rzeczywistości, jak wynurzenie się spod wody. Nad Tokio zaszło już słońce, a to oznacza, że powinienem się zbierać na punkt widokowy ulokowany na 350 metrze wieży. Tu nie ma problemów z dogadaniem się z obsługą. Jest nawet specjalna bramka dla obcokrajowców. Po zakupieniu biletu dwie miłe panie pokazują mi jak dotrzeć do windy, pomagając sobie przy tym gestami. No właśnie – winda. Pokonanie 350 metrów zajmuje jej kilkanaście sekund. Prędkość czuć tylko przez to, że zatykają się uszy. Nie zdąży się nawet pomyśleć o czymkolwiek, a już jest się na tarasie widokowym.

Trudno opisać to, co można z niego zobaczyć. 14-milionowa metropolia pełna świateł robi oszałamiające wrażenie. W dzień, przy dobrej pogodzie, można nawet zobaczyć szczyt najwyższej góry Japonii, Fudżi.

Widok na Tokio z punktu obserwacyjnego znajdującego się

na 350 metrze wieży Tokyo Skytree

W artykule dotyczącym Akihabary pisałem o tym, że Japończycy potrafią naprawdę mocno przeżywać np. zapowiedź nowego sezonu ich ukochanego anime. Na Tokyo Skytree miałem tego potwierdzenie. Punkt widokowy jest oszklony, a nad ogromnymi szybami umieszczone są ekrany, na których puszczane są reklamy. Stoję przy szybie wpatrzony w nocne Tokio, które potrafi zahipnotyzować. Staram się wyłączyć całkowicie, ale za swoimi plecami słyszę spore poruszenie. Odwracam się i widzę, że trzy czwarte Japończyków z podnieceniem obserwuje reklamę jakiegoś anime. Część z nich filmuje to nawet komórkami. Słychać ochy i achy. Halo, ludzie, 350 metrów, nocne Tokio, widok, że dech zapiera – chciałbym do nich powiedzieć. Ale są przecież rzeczy ważne i ważniejsze. Tokyo Skytree nie ucieknie.

Tak właśnie wyobrażałem sobie zawsze futurystyczną Japonię

Autorem cyklu jest Krystian Ławreniuk – brzeżanin, autor zbioru opowiadań „Ziemia Wróżek’ oraz tomu poetyckiego „Arkansas”, który sam się określa mianem „bardzo początkującego podróżnika”.