Zakwieciło banerami na mieście…

0

Pogoda ma się nijak do jesieni więc i takie „kwiatki” nie dziwią… Zwłaszcza, że to sezon na ten „gatunek”… Sezon wyborów samorządowych.


Już dawno marketingowcy odkryli pewną „ludzką” prawidłowość, że to co widzimy w dużych ilościach uznajemy za cenne, wartościowe, potrzebne, użyteczne, krótko mówiąc popularne i przez wszystkich wybierane. Szczególnie w sklepach. „My” podchodzimy racjonalnie, bo przecież któż zajmuje półki czymś co nie jest potrzebne, czego się nie sprzedaje dużo?! I faktycznie – duża część właścicieli sklepów racjonalnie gospodaruje swoją przestrzenią, które to przypadki utrwalają tylko ten nasz ugruntowany pogląd. A więc dużo – równa się „dobre”! Ale niektórzy marketingowcy są jeszcze bardziej „racjonalni” – skoro my tak uważamy i kupujemy to czego jest dużo, to żeby coś się sprzedawało trzeba to pokazywać w dużych ilościach. I pokazują! W jakiś sposób to się zaczyna nawet samo w sobie sprawdzać – kupujemy to czego duże ilości widzimy, więc sprzedaż tego rośnie. Tylko gdzieś zginęło po drodze najważniejsze – czy to jest naprawdę „cenne” dla nas czy może dla … marketingowców.

I wracając do naszej „kwiecistej” ulicy „per analogia” należałoby przyjąć, że im więcej banerów i plakatów tym cenniejszy i bardziej wartościowy kandydat. I niestety trzeba uznać, że i tu marketingowcy nie wyssali sobie tego z palca. W taki oto sposób – my wyborcy – w większości dokonujemy wyborów!!! I nawet sami nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy ! Dowód ? A jaki byłby sens inwestowania sporych pieniędzy na te „dekoracje” przez kandydatów?! Chyba nie dla upiększenia miasta…?! Mechanizm jest ten sam co w sklepie – widzimy dużo – myślimy: wartościowe! Dobry kandydat! A resztę czasu można poświęcić już na swoje prywatne sprawy…

Czy wiemy kogo wybieramy w tych wyborach? I po co? Czy wiemy jakie sprawy, dotyczące nas na co dzień, zależą od ludzi zajmujących stanowiska wybierane w wyborach samorządowych? Co może burmistrz, co radny miasta, powiatu czy sejmiku? Jakim dysponują budżetem ( kwotą do wydania z naszych podatków) i na co mogą/powinni je wydawać? Na co jeszcze – oprócz dysponowania budżetem – mają wpływ? O czym decydują? W jakich sprawach mogą zrobić coś dobrego albo złego ? Gdzie – jako zwykli mieszkańcy – możemy spotkać się z decyzjami lub skutkami ich działań albo działań zaniechania? Jak mogą poprawić lub popsuć jakość naszego obywatelskiego życia? Jak głęboko nasz komfort codziennego życia zależy od tych ludzi? A moja praca? A praca moich najbliższych? Jak brzemienne w czasie mogą być skutki tego co zrobią i o czym zdecydują? Jak bardzo władze samorządowe są zależne lub niezależne od władzy centralnej? Co może być dla mnie (każdego z nas) dowodem, że mamy dobrze wybrane władze? Czy wybrani kandydaci powinni być jednomyślni czy może właśnie nie, aby wygrały mocniejsze argumenty? Kiedy będę z tych ludzi zadowolony? Czy to jest w ogóle dla mnie ważne? Czy chce mi się o czymkolwiek tutaj decydować czy też zostawię decyzję o tym innym?

Jeżeli już wiem, to o co pytałem wyżej, to czas na kolejne pytania… Jakie kompetencje (wiedzę, cechy, postawy, zachowania…) powinni reprezentować ludzie, na których chcę głosować? Co wiem o kandydatach? Co potrafią? Co zrobili do tej pory? Co zrobili cennego, wartościowego…? A o czym tylko mówią, że zrobili? Co mogli zrobić lepiej? Kim są? Jacy są? Czym się kierują w życiu ? Czy są samodzielni w swoich decyzjach? Czy są odpowiedzialni? Co jest dla nich ważne? A co najważniejsze? Kim dla nich jestem „ja” – obywatel i mieszkaniec?

I najważniejsze pytanie – czy do poznania odpowiedzi na poprzednie wystarczy mi jedynie wielkość plakatów i banerów widocznych na mieście ?! Oczywiście – plakaty same w sobie nie są niczym złym. Nawet w dużych ilościach! Źle się dzieje natomiast jeśli zastępują nam myślenie i odpowiedzialność.

Witold Kustra