Zrobili chlew i się wynieśli?

0
Felieton Marka Popowskiego

Chłopcy lubią jeździć

 

Kilka dni temu zwróciłem się do Agencji Mienia Wojskowego we Wrocławiu z formalnym zapytaniem: czyją własnością są grunty przy ulicy Małujowickiej. Powodem mojej dociekliwości jest nagłe zniknięcie z tego terenu (18ha) wszystkich tablic informacyjnych i ostrzegawczych z napisem: AMW – WSTĘP WZBRONIONY! Czyżby Agencja wstydziła się czegoś? A może już uciekła?! Z końcem marca – po dwóch latach pilnowania… niczego – z Zielonki wyprowadziła się warszawska firma ochroniarska STEKOP. Teraz Zielonki pilnuje wrocławski SILEZJAN. Firma patroluje teren profesjonalnie, za pomocą urządzeń elektronicznych, tzw. czujek, zamontowanych na budynkach. Ale wystarczy, że jakiś ptaszek ma czkawkę albo ziewnie borsuk, a na Zielonkę – po kilka razy w dzień i w nocy – z hukiem wpada grupa interwencyjna ze… STEKOPU! To dziwne, bo część jej pracowników – przez całe dwa lata – nie przykładała się tak do roboty, jak przez ostatnie dwa tygodnie! Dzisiaj trudno jest się tu rozeznać i ustalić: czyj to teren, kto czego pilnuje, kto za co odpowiada i jak długo jeszcze trwać będzie ta farsa. Jedno jest pewne. Wszystkie koszty – tej wieloletniej zabawy – pokrywa dziś biedne i schorowane polskie społeczeństwo.


Czary-mary i nie ma

 
Teren Zielonki, na którym nadal znajdują się budynki sztabu, obiekty socjalne, biura, warsztaty, magazyny i garaże – nasze wojsko opuściło na przełomie 2005/2006 roku. Od tamtego czasu, zatrudnione tam przez AMW liczne firmy ochroniarskie, tak pilnowały tego majątku, że ze wszystkich obiektów znikło: drobne wyposażenie, meble, lampy, urządzenia techniczne, silniki, dmuchawy, wentylatory, rury, kable, instalacja wodna, odgromowa, elektryczna, a także grzewcza. Wyparowały nierdzewne kotły, gary, kuchenki oraz kilkanaście ton kaloryferów. Poznikały gniazdka elektryczne, umywalki, muszle klozetowe, boazeria, parkiet, stropy, deski podłogowe, kafle, kafelki, pokrywy studzienek, a nawet dziesiątki wielkich bram garażowych, o wadze stu kilogramów każda. Na pilnowanie tego majątku (tzw. utrzymanie) Agencja Mienia Wojskowego – przez kilkanaście lat – wydała miliony złotych. W tym czasie ogłosiła 10 przetargów (słownie: dziesięć) na najem powierzchni, o których – tu w Brzegu – mało kto słyszał. Nieprawdopodobne jest to, że przy bardzo niskiej cenie najmu (1-3 zł/m2) na dzierżawę – choćby np. jednego z garaży – nie znalazł się żaden chętny! Bulwersujący jest fakt, że AMW (o zgrozo!) ma jeszcze tysiące takich „pustostanów” w Polsce. Kisi nieruchomości w wielu miejscach Brzegu, w powiecie, na Opolszczyźnie, Dolnym Śląsku i w całym kraju. Zmieniają się rządy, tasują dyrektorzy i prezesi Agencji, ale – jak widać – nadal jeszcze rządzi głupota!    
 

Dlaczego w Brzegu drożeją  śmieci?

 
W skali kraju wyrzucane są w błoto miliardy złotych rocznie i miliardy nie wpływają do budżetu państwa, np. z tytułu wykorzystania takich obiektów przez przedsiębiorców. Ale dość marzeń. Chcę dziś pokazać czytelnikom, jaki bajzel na Zielonce pozostawiła… Agencja? A może firma ochroniarska? Wielokrotnie informowałem miasto, że na Zielonce nie ma odbiorcy odpadów. W tej sprawie przez wiele lat nikt nie kiwnął palcem. Gdy śmieciły zaczęły trafiać do mojego kubła ostro zaprotestowałem. Panowie z ochrony dogadali się więc z obsługą śmieciarek i co 2 tygodnie przygotowywali im wystawkę w postaci kilku pełnych worków. Podrzucano tu także domowe śmieci, a my – brzeżanie – staliśmy się sponsorami. Dopiero moja interwencja u dyrektora ZHK przyniosła (częściowy) skutek. Szef natychmiast zabronił swoim pracownikom odbierania bezumownych śmieci, za co – wielkie dzięki! Sprytna ochrona zaczęła więc upychać swoje „skarby” po wszelkich zakamarkach Zielonki, w tym także do dziesiątek studzienek kanalizacyjnych, lisich nor, a nawet do wiewiórczej dziupli. Sęk w tym, że największa kupa tego śmieciowiska (patrz: foto) znalazła się teraz na części działki – jak poinformowała mnie Agencja – należącej obecnie do… miasta. I powie ktoś, że znów czepiam się burmistrza Wrębiaka.
 
Marek Popowski