Budowa płotu, czyli kabaret na brzeskiej Zielonce – felieton Marka Popowskiego

0
Zagrodzony od frontu wjazd oraz dojście do budynków

Głupi i głupszy

Znane jest powiedzenie: gdzie zaczyna się wojsko – tam kończy się logika. Tuż za moim oknem, na kilkunastu hektarach gruntu, stoi kilkadziesiąt powojskowych budynków. Od 15 lat „opiekuje się” nimi Agencja Mienia Wojskowego we Wrocławiu. Od tego czasu, należące do państwa obiekty: 1. nie są użytkowane, 2. nie są wynajmowane, 3. nie są oferowane do sprzedaży. O co tu chodzi?! Wszystkie budynki niszczeją, połowa się wali, a część już legła w gruzach. Wielki obszar Zielonki porastają chwasty, dzikie krzewy i zmurszałe drzewa. Państwo nie zarabia, zaś Agencja, na utrzymanie tej brzeskiej dżungli, wydaje z naszych kieszeni setki tysięcy złotych (corocznie!). Oprócz kretyńskiej biurokracji, największym kosztem Agencji jest ochrona rozkradzionego już w 95% majątku, który – z dnia na dzień – popada w ruinę (patrz zdjęcia na Brzeg24, np. tekst p.t.: Eldorado na Zielonce). Większość kradzieży dokonała się pod okiem tych, którzy mieli pilnować. Skargi, donosy i publikacje nie przynosiły właściwego skutku. Przykładowo, po wielu moich interwencjach zmieniano firmę ochroniarską, ale na bramie wjazdowej wciąż pojawiali się ci sami ludzie, te same spółki, tylko… pod inną nazwą. Czasami adresy firm oraz numery telefonów także pozostawały te same, ale w Agencji jakby tego nie zauważono. Powiadomiłem kiedyś urzędników AMW, że na ich terenie powywracały się dziesiątki chorych i zaniedbanych drzew, a drugie tyle za chwilę runie. Zielone ludki (dopiero po roku!) chlasnęły farbą na niektórych drzewach jakieś numerki oraz krzyżyki, poczym, nastąpiła cisza, która trwa do dzisiaj. W tym czasie kilka z oznakowanych drzew gruchnęło na ziemię i problem, częściowo, sam się rozwiązał. A przecież można było te dziesiątki ton drewna sprzedać, chociażby na opał. Po dawnej już publikacji w Panoramie, na temat inwazji jemioły na Zielonce, Agencja też „zareagowała”. Z setki zachwaszczonych drzew usunięto aż 5 (słownie: pięć sztuk). Ciekawostką jest to, że do ich wyrębu zatrudniono czterech drwali, którzy przywlekli się tu swoim busikiem aż spod… Rzeszowa, tj. ok. 400km w jedną stronę. Po kilku godzinach haratania piły spalinowej było już po krzyku. Zapewne jednak, koszt benzyny i czas dojazdu wart był więcej, niż sama robota oraz bałagan, jaki po tej wycince pozostał. Jakiś czas temu informowałem czytelników, że w grudniu zeszłego roku (przypadkiem w dniu, gdy inspekcję na Zielonce osobiście przeprowadzał dyrektor AMW Radosław Rozpędowski), jakimś cudem, z terenu wojska znikły wszystkie tablice informacyjne, oznaczające, kto tutaj rządzi. Uwagi w tej sprawie, które zamieściłem w poprzednim wydaniu Panoramy spowodowały, że w Brzegu pojawiła się kolejna ekipa i tym razem szyldami z logo Agencji obwiesiła pół Zielonki. Nadal jednak bulwersuje fakt, że ani jedna tablica (czytaj: zero!) nie zawisła na zewnątrz terenu, tj. na bramie wjazdowej, ani na ogrodzeniu od strony ulicy Małujowickiej. Delikatnie mówiąc, anormalnych poczynań AMW doświadczyłem w moim sąsiedztwie dziesiątki i nie mam złudzeń, że taki anormalny stan może jeszcze latami potrwać.

Uwaga! Oj, będzie się działo!

Po 24 miesiącach tolerowania fikcji na Zielonce, Agencja Mienia Wojskowego podziękowała za „ochronę” firmie STEKOP. Z początkiem kwietnia AMW zrezygnowała też z tzw. ochrony fizycznej i do pilnowania brzeskiego skansenu zaprzęgła nowoczesne technologie, w tym także kosmiczne. Zdemolowane, ograbione i przeznaczone do rozbiórki obiekty (po 15 latach niebytu) szpikowane są dzisiaj czujkami, kamerami, łączami satelitarnymi, jakby miało tu powstać centrum lotów kosmicznych. Każde zbliżenie się do któregoś z budynków grozi przyjazdem spec-grupy interwencyjnej i rozłożeniem niepokornego intruza na łopatki. Urodził się jednak kolejny problem. Po pierwsze, tu… nie ma już czego pilnować! Po drugie, właśnie Agencja, na znacznej części Zielonki, zafundowała sobie… nowe ogrodzenie. Na początek, na długości prawie pół kilometra, rozciągnięto tzw. leśną siatkę. Dyrekcja nie pozwoliła oszczędzać i postawiono konstrukcję solidną, z wyższej półki, (i daję słowo!), że nawet karłowaty zając się dołem nie prześlizgnie. Obserwowałem budowę z bliska orasz jak dwóch chłopa – przez ponad tydzień – heroicznie walczyło z gąszczem krzewów, z betonem i asfaltem, tworząc coś zupełnie niebywałego. Panowie zasuwali dzielnie, śmiejąc się (po cichu), że pierwszy raz w życiu wykonują aż tak głupią robotę. Po trzecie, już wkrótce poinformuję czytelników Panoramy o tym, że Agencja przystąpiła właśnie do… rozbiórki części swojego dzieła. Okazało się bowiem, że jacyś agenci z Agencji, nie przewidzieli w tym ogrodzeniu ani jednej bramy, ani nawet furtki. Obecnie nie można dojść ani dojechać do żadnego z kilkunastu obiektów, które podlegają aż tak pieczołowitej ochronie. Już kilka razy miałem okazję zobaczyć jak na Zielonkę wpada z animuszem (uzbrojony po zęby!) patrol, aby po chwili sterczeć bezradnie przed niewzruszonym płotem. Chłopaki nie mogli dostać się do budynków, ponieważ te – od strony dojazdu z ulicy – odseparowane zostały nowiuśką siatką. Tak oto, w naszym kraju, działa instytucja podległa wojsku. Ale żeby było dowcipniej, płot został tak usytuowany, że okoliczni sąsiedzi (jeśli tylko zechcą) mogą ze swoich posesji – bez przeszkód – dostać się na teren wojska. Natomiast właściciel terenu, tj. Agencja oraz ochrona, mogą sobie – na razie – tylko o tym pomarzyć. Mamy do czynienia z komedią, jednak bardzo kosztowną (płot: minimum 10 tyś. zł). Dlatego też, z powodu niemałych i comiesięcznych kosztów ochrony, apeluję do Pana dyr. Rozpędowskiego: przestań pan tu wydziwiać i kombinować, jak koń pod górę! Nie wkurzaj pan mieszkańców Brzegu, którzy tej bezmyślnej degrengoladzie muszą się przyglądać! Nie kompromituj pan także wojska, bo to wstyd na całą Polskę! Weź pan choćby przykład z naszego burmistrza. Ten, nie dał sobie rady z zagospodarowaniem (miejskiej części) Zielonki i honorowo się jej pozbył. Panu radzę zrobić to samo, i to jak najszybciej! I tu… zdradzę czytelnikom pewną tajemnicę. Na wojskową Zielonkę (psyt!) można dzisiaj swobodnie wejść, wjechać rowerem, samochodem, a nawet czołgiem, i to nie zawsze tylko przez dziurę w płocie. Przez półtora dekady wojsko nie dostrzegło, że od strony ogródków, pól i obwodnicy znajdują się liczne ubytki w starym ogrodzeniu. Jak to możliwe, że przez tyle czasu żaden z zielonych ludków nie zauważył, że w głębi ich terenu tkwi zdewastowana brama wjazdowa, stale otwarta na oścież i zapraszająca nieproszonych gości do wejścia?! (patrz zdjęcie). No cóż. Ja nadal robię swoje. Tuż za oknem – pod nieszczęsną wiatą i za nowym płotem – suszę na sznurku swoje mokre gacie. Kierownictwo Agencji, Żandarmeria Wojskowa, CBA i CBŚ oraz inne służby, mogą sobie na to moje pranie tylko popatrzeć, oczywiście… zza siatki. Aby było śmieszniej – dla przykładu – moim srebrnym opelkiem wjadę sobie za ten nowiuśki płot (od tyłu lub z boku) i walnę mu przez druty pamiątkową fotkę. Czasami mam wrażenie, że ta nowa zabawka Agencji, w praktyce ochroni Zielonkę, ale tylko przed sąsiedzkim wścibstwem.
Marek Popowski
PS.
Wiadomość z ostatniej chwili! W zeszłym tygodniu (poniedziałek) jakiś nieborak, zapewne przypadkiem, wjechał na Zielonkę przez przypadkowo niedomkniętą bramę. Sygnał alarmowy poszedł w kosmos i po chwili chłopina ściągnął na siebie grupę interwencyjną, złożoną w całości z emerytów i rencistów, uzbrojonych w hełmy oraz kuloodporne kamizelki. Wiarusom z ochrony, być może dokuczał reumatyzm, bo po chwili wezwali na odsiecz brzeską policję. Czwórka funkcjonariuszy zaopatrzonych w maseczki wystraszyła jakiegoś biedaka, który – na swojej drodze oraz na głównej bramie wjazdowej – nie uświadczył: 1) ani zakazu wjazdu; 2) ani najmniejszej informacji, że działka należy do wojska, a teren nie jest publiczny. Takimi oto super-pierdołami osoby związane z Agencją zawracają głowę policji, jakby ta nie miała dzisiaj nic pilniejszego do roboty. Skandal!