Mimo wszystko… Zanim utopisz pilarkę w konarze – cz. 2

0
Zjęcie ilustracyjne. Fotografia pochodzi z fanpage Greenpeace Polska

Właśnie przed chwilą wróciliśmy ze spaceru po dukcie leśnym w Głębocku. Zaiste urokliwe to miejsce, jeszcze?! Zobaczymy, jak będzie wyglądać po 31. sierpnia. To dobry moment na skreślenie słów kilku, kończących zawiązany dziwny, prasowy dialog. Z uwagą i należną atencją przestudiowałem tekst, jak się okazuje mego interlokutora, z „Panoramy” 21/505, w sprawach losów lasu pod Głębockiem.

Pozwolę sobie zauważyć, co następuje:

  • W moim tekście, w poruszanej kwestii, nie odnosiłem się ad personam, lecz ogólnie do zjawiska „szyszkologii”, które trapi nasz cudny kraj. A nie jest to zjawisko marginalne; przykładem są tysiące zdjęć i wpisów internetowych. Wystarczy rozejrzeć się wokół i wzorem wspomnianego wyżej interlokutora, który zachęcał nas do „nauki patrzenia” – gołym okiem dojrzymy pnie-kikuty, po jeszcze do niedawna rosnących tam, okazałych, wiekowych drzewach. Ma to miejsce dosłownie wszędzie: przy drogach, w miastach, parkach, cmentarzach, a w szczególności w skupiskach leśnych. I to jest prawdziwa pandemia w naturze! A ja, tylko dla przykładu, podparłem się podgłębockim grądem i na zasadzie „koszula bliższa ciału”, starałem się wykazać, z jakim rozmachem odbywa się owa „rzeź”!
  • Z szacunkiem i atencją do leśnej wiedzy pana, nie będę używał personaliów. Ograniczę się do zwrotu „Pan”. Zatem, wdzięczny jestem Panu za zaszeregowanie mnie do grona artystów (to szalenie zacni ludzie), czego ja nie odwzajemnię. Ba! Mój skromny felietonik nazwał Pan pompatycznie „poetyckim dziełem”. Tego też o pańskiej ripoście nie powiem choćby z tego względu, że usiłowany miejscami pański sarkazm trąci infantylizmem, nieudaną złośliwością i nie jest adekwatny do wagi tematu. A usiłowania znalezienia uzasadnienia dla leśnych rzezi są niczym innym, jak ideologiczną otoczką, frazeologią na czasie i powielaniem krążących w przestrzeni medialnej argumentów i wzorców. Że jest fatalnie w polskich lasach, niech świadczy ostatni apel Greenpeace Polska o zwiększenie powierzchni lasów chronionych. Nie będę podpierał się mnogimi statystykami, bo często ich opinie rządzą się zasadą: „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Mną kieruje jedynie racjonalizm. Jedynie co warto podkreślić za GP – tylko 3% lasów jest chroniona! Nie mniej, chylę czoła dla Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, że poza wiedzą merytoryczną rozwinął w swoich absolwentach wrażliwość na „patologie społeczne”, które szanowny Pan raczył nazwać „histerią”. Stąd też w swoim gazetowym ad vocem postanowił zająć się prostowaniem „festiwali histerii” – cokolwiek by pod tym rozumieć!

A teraz kilka podziękowań.

Co bym ja – biedak zrobił, gdybym na papierowej niwie nie spotkał Pana. To Pan otworzył mi na całą szerokość oczy na kilka spraw. Dzięki Panu już wiem, że miejscem spotkań ze zwierzyną jest… zoo! Otworzył Pan przede mną nowy świat. Dzięki, ale z jedną uwagą: prawdopodobnie, kiedy ja oglądałem sarenki w lesie i poza nim, czy wiosenne parkoty zajęcy, czy zwariowane nadłąkowe fikołki czajek, Pan dopiero, co najwyżej, mógł się uczyć alfabetu. I dlatego ta pańska „suflerka” stoi troszkę w sprzeczności z ogładą, wyczuciem i taktem.
Dzięki również za nauki z zakresu budownictwa. I znów wyznam, że budowniczym również nie jestem. Ale jestem posiadaczem doświadczenia życiowego i posiadaczem niezgorszej wiedzy ogólnej. W odpowiedzi Tułowickiego Nadleśnictwa na pierwszy list pana Marka stwierdzono, że w podgłębockim grądzie wycinane są lipy, klony i dęby, które osiągnęły wiek „rębny”. A mój szanowny interlokutor uświadamia mnie o korzyściach płynących z pozyskiwanego drewna. Dalibóg, gdyby nie Pan, nie wiedziałbym, dlaczego lipa jest lipą i do tego, że kwitnie w lipcu! Tylko nie wie Pan o tym, że ja urodziłem się i wychowałem wśród lip. Ba! Jako podrostek zrywałem kwiaty, które Mama suszyła, by parzyć herbatę. Ja się na niej wychowałem, nie na żadnych Ulungach, Madrasach czy innych wynalazkach pseudo cywilizacyjnych napitków. Więc pouczanie mnie o wartościach lip jest co najmniej nie na miejscu i niekoniecznie grzeczne. Dalej ciągnąc wywód na temat korzyści płynących z lasu, miły Pan przypomina mi, co ja mogę mieć z drewna, cytuję: „więźbę dachową, taras, meble, podłogi, łyżkę do jajecznicy i wałek do ciasta”. Z przyjemnością informuję szanownego Pana (najpewniej to fakt znany Panu); więźby dachowe prawie w 100% wykonuje się z drewna iglastego, przede wszystkim z sosny. Wartość budowlana np. lipy jest żadna. A dlaczego
– Pan dobrze wie. Nie życzę też spożywania zupki jarzynowej lipową łyżką, dlaczego? Z pewnością Pan sobie wyimaginujesz sam! No! Wałek ze względu na „bezpieczeństwo” – akceptuję!? Drewno lipowe zaś całkiem bezpiecznie, można używać do wycinania różnego kalibru świątków. Z lipy powstawały całe ołtarze. Dobrze Pan wie, że właśnie dlatego w przeszłości lipa nosiła miano „linum sacrum” (drewno święte). Nie znamy się, to szkoda!? Może w Panu drzemie nieodkryty talent rzeźbiarza? A gdyby tak się zdarzyło (czego Panu życzę), byłaby to dla mnie (dla nas) szalenie ważna i miła wiadomość, ponieważ mielibyśmy ze sobą choć jeden, ale jakże ważny punkt styczny: miano artystów. I na koniec ustępu o lipach: z uprzednio wyłuskanych powodów, zdecydowanie nie polecam i nie życzę Panu, by w pańskim domu pojawił się dach lipowy!
Nie sposób pominąć słodkiego aspektu spraw, a mianowicie: w sercu omawianego lasu ulokował Pan jedną ze swoich pasiek. Rozumiem, że z myślą o wykorzystaniu kwiecia lipowego, z którego pozyskany miód ma w sobie największą z możliwych „zawartości lipy w lipie”, ten lipowy drzewostan trzeba hołubić koniecznie. A pozyskany zeń miód z pewnością jest rewelacją. Uwielbiam miody – może i mnie będzie dane kiedyś zaznać tego szczęścia, by móc rozkoszować się jego smakiem, bo Pan powodowany biznesem i sympatią – sprzeda mi kilka słoiczków? A tymczasem: z drugiej strony, jest Pan entuzjastą i popiera Pan wycinanie tychże drzew!? Coś tu jest nie „halo”. Wybaczy Pan, ale dostrzegam tu ewidentny deficyt logiki. Zaiste w skomplikowanym komponowaniu argumentacji dla mordu na tamtejszym drzewostanie, można się pogubić. A raz jeszcze wracając do tych nieszczęsnych lip lasów głębockich: nigdy nie twierdziłem, że tam ich nie ma. Mam na myśli najbliższe sąsiedztwo tego, znanego wszystkim leśnego duktu, wzdłuż którego poukładali leśni te drewniane zwłoki, a który zawsze przemierzamy od strony Głębocka, aż do „siedziby łabędziej rodziny”. A tu nie ma ich zatrzęsienia.

A za co zdecydowanie nie dziękuję? Chwali się Pan statusem myśliwego. Ten fakt oddala nas od siebie najbardziej. Wiem, że stać Pana na wykład o korzyściach strzelania do zwierzyny i o opowieściach o szeroko pojmowanej gospodarce zwierzostanem. Ale te teksty znamy wszyscy. A co ja mam do powiedzenia Panu i wszystkim polującym? Życzę, by kiedy Pan złoży się do strzału, zanim zgra szczerbinkę z muszką i celem, zanim pociągnie za spust, w momencie, na ogromnym ekranie błyskawicznej wyobraźni pojawił się ogromny, wrzeszczący napis: „STOP!!! ZA CHWILĘ PRZESTANIE BIĆ JAKIEŚ SERCE!!!”

Populista – pewnie Pan skonstatuje! Nie do końca – odpowiem. Bowiem na sercu leży mi dobro szeroko pojętego środowiska, na pożytek mieszkańców lasu, Pana, mój, nasz i naszych dzieci i wnuków. Na pożytek pokoleń – by las zdążyły poznać z autopsji, a nie jedynie z lektury!


Ryszard Wojnowicz