… żeby sąsiadowi krowa zdechła!

0

Z igły – widły

„Wszechwiedzący, miejscowy bonza, zaoczny burmistrz, tragi-farsa, wytęskniony gospodarz z ulicy Robotniczej, filozof z ulicy Robotniczej, brzeska wyrocznia mądrości”, itp., itd. 

Tak oto o Burmistrzu Brzegu publicznie wypowiada się jeden z radnych, pan Jacek Niesłuchowski (PO). Od wielu miesięcy, zamiast skutecznie działać na rzecz miasta i jego mieszkańców, radny, w ohydny sposób, pastwi się w mediach nad wszelką partyjną konkurencją. Czyni to w formie, jaka żadnemu radnemu nie przystoi. Uważam, że z powodu sprawowania zaszczytnej funkcji (radnego), nikt nie powinien się tak zachowywać. Podczas wyborów część mieszkańców zawsze głosuje na swoich kandydatów, ale nie po to, aby obrażali innych, lecz po to, aby działali na rzecz swoich wyborców. Ostatnio radny Niesłuchowski przyczepił się tematu tzw. „Zielonki”, czyli ponad 70.-hektarowego terenu, który niegdyś należał do wojska. Na terenie tym mieściły się kiedyś biura, magazyny części zamiennych, warsztaty naprawcze, pomieszczenia socjalne, kuchnia, stołówka oraz dziesięć niewielkich składzików amunicji. Te ostatnie, ani to schrony, ani bunkry. Są to niewielkie pomieszczenia, niewiele większe od psiej budy, których podłoga umieszczona jest półtora metra poniżej gruntu, a góra wystaje z ziemi na ok. 2-3 metry. Obiekciki wykonane są ze zwykłej cegły, pokrytej tynkiem, zaś od góry przysypane niewielką warstwą ziemi. Większość z nich jest w tak lichym stanie, że za chwilę sama się rozleci. Tymczasem, nie tylko radny bezpodstawnie straszy mieszkańców, że usunięcie tego rodzaju „budowli” może być bardzo kosztowne dla miasta. Dla małej koparki jest to zajęcie na 2-3 godziny, kupka gruzu i po kłopocie. Ale jak ktoś chce utrudniać rozwój miasta, to każda perfidna metoda jest dobra.

Za – a nawet przeciw
Podczas gdy zmurszałe mury, owych niesamowitych „bunkrów”, samoistnie chylą się ku upadkowi – radny Niesłuchowski informuje społeczność miasta, że owe „schrony” (czytaj: ruiny) – mają łącznie ponad „1.700 metrów kw”. Radny bierze się za pisanie, ale sam jeszcze nie nauczył się dobrze czytać. Na stronie internetowej Agencji Mienia Wojskowego, która to jest obecnie właścicielem części „Zielonki” – czytamy, że metrów owego bunkra faktycznie jest: tysiąc siedemset, ale nie kwadratowych, tylko… m3!!! Radny próbuje przekonać czytelników, że tereny „Zielonki” nie są aż tak atrakcyjnym kąskiem, bo gdyby tak było, to już dawno byłby na nie kupiec. Radny ukrywa informację, że wcześniej odbyło się kilka przetargów, a cena sprzedaży gruntu była kilkukrotnie wyższa. Gdyby miasto dzisiaj kupiło tylko 55ha (za 3 miliony zł!) i podzieliło je na budowlane działki, to każda z nich (ok. 10 arów) byłaby w cenie niewiele wyższej, niż 5 tyś. złotych. W tym rejonie tereny pod zabudowę sprzedawane są przez osoby prywatne aż 20-krotnie drożej! Ale radny nadal uważa, że chodzi o kupowanie „kota w worku”. Swoją niechęć w stosunku do zakupu „Zielonki” oparł o kołtuńskie zasady. Podobnie – jak jeszcze kilku innych nieodpowiedzialnych radnych – zadecydował tak z powodu obrażenia się na burmistrza. Można zrozumieć, że radny czuje niesmak z tego powodu, że sam nie wpadł na tak genialny pomysł. Czy jest to jednak uzasadniona przyczyna, żeby wyżywać się na burmistrzu miasta kosztem pomyślności mieszkańców? Świetny reportaż z „Zielonki” zrobiła niedawno TVP Ople. Pokazała oferowany przez AMW teren, przedstawiła stanowiska stron i podsumowała, że z opuszczonych i porosłych krzakami nieużytków – nikomu miejsc pracy nie przybędzie!

Rodakom na złość

Obszar „Zielonki” ma swoją wielką przyszłość. W okolicach Wrocławia, Oławy i Opola brakuje już dużych terenów pod inwestycje. Pan radny Jacek Niesłuchowski twierdzi, że gdyby „Zielonka” była perełką, to już dawno poszłaby pod młotek. Radny zapomina, że nikt, nawet za symboliczną złotówkę, nie weźmie działki, dla której brak jest… planu zagospodarowania przestrzennego. A kto, jeśli nie radny miasta, może taki wniosek złożyć i uzasadnić go lepiej od innych?! Nikt inny, niż tacy Niesłuchowscy, nie może zagłosować za przyjęciem takiego planu. Wytykanie burmistrzowi miasta, że jest (cytuję!) „zatroskany o losy miasta”, to zwyczajna kompromitacja. Radny Niesłuchowski twierdzi, że zamiast kupować tereny od wojska, powinno się przejąć za darmo. A co radny zrobił w tym kierunku? Tak, kiedyś mogło się to zdarzyć, ale od czasu jak w Polsce zaczęła rządzić Platforma, to poszedł sygnał od góry, żeby nic nikomu nie dawać, bo rządowi potrzebna jest kasa. Radny w mediach zarzucał urzędnikom, że niewiele wiedzą o „Zielonce”, ale sam zobaczył ją pierwszy raz na oczy kilka dni temu, po tym, jak publiczna telewizja nagłośniła sprawę bojkotu głosowania przez część brzeskich radnych. To właśnie radni powinni pójść i dokładnie zapoznać się z przedmiotem kupna, bo to oni (a nie urzędnicy!) w naszym imieniu podejmują takie decyzje. Radny chwali się w gazecie, że „zjeździł Zielonkę rowerem wzdłuż i wszerz”. Zapomniał dodać, że zrobił to jako ostatni, gdy się dowiedział, że wszyscy radni już tam przed nim byli. Jedna z radnych (SLD) twierdziła, że teren „Zielonki” jest zaminowany. Potwierdzał to jej mąż – były saper. Jeszcze większe bzdury opowiada pan radny Niesłuchowski, twierdząc, że pod ziemią mogą znajdować się jeszcze inne bunkry. Radny pewnie sądzi, że wszyscy wojskowi to głupole i sami nie wiedzą, co mają. Czy można wymyślić coś jeszcze bardziej głupiego, by storpedować inicjatywę burmistrza miasta i kilku rozsądnych radnych?! Okazuje się, że tak. Ale o tym – przy innej okazji.
Marek Popowski
Autor artykułu, podobnie jak kilkunastu innych użytkowników nieruchomości, sąsiaduje z terenem przyległym do tzw. „Zielonki” i liczy, że jeszcze za jego żywota obszar nieużytków zostanie zagospodarowany, dając setkom ludzi pracę, a Gminie Brzeg pokaźne wpływy z podatków. Podobnych terenów jest w naszym kraju ponad 1.000 (jeden tysiąc), ale wielu decydentów polskiej polityki uważa, że lepiej będzie, aby po 20 latach marnotrawstwa wszystko dalej gniło niż mieliby to zagospodarować sami Polacy. Idą wybory. Nie głosuj na… !