Mieszkanka Brzegu czuje się oszukana przez władze miasta: „Mówili, że jak odrobię 12 tys. złotych, to resztę długu umorzą”

0
fot. archiwum

W ostatnim czasie do naszej redakcji zgłosiła się mieszkanka Brzegu. Pani Małgorzata od kilku lat stara się o częściowe umorzenie długu wobec Gminy Brzeg. Mieszkanka część zobowiązania odpracowała sprzątając klatki schodowe, piwnice i strychy. Niestety, pomimo podpisanych umów z Gminą i składanych przez władze miasta obietnic – do umorzenia nie doszło. Oficjalne pisma i dokumenty jakimi dysponujemy w tej sprawie, wskazują na modelowy przykład bezradności zwykłego człowieka w starciu z urzędniczą machiną, z kolei posiadane przez nas nagrania audio potwierdzają ułomność władzy.


Jest 7. grudnia 2015 r., Burmistrz Jerzy Wrębiak informuje ówczesną przewodniczącą Rady Miejskiej o dokonanej analizie dokumentów dotyczących zaległości czynszowych jednej z mieszkanek Brzegu. Pani Małgorzata starała się o zamianę lokalu, ale jej dług o jakim wtedy była mowa wynosił ponad 25 tys. złotych. Z pisma burmistrza wynika również, że jeśli mieszkanka Brzegu spłacałaby po 200 zł przez 60 miesięcy, to dałoby to sumę 12.000 zł, dzięki czemu pozostała kwota zadłużenia mogłaby zostać umorzona. Znamienne w tej sprawie jest zakończenie pisma, i tu cyt.: „Warunkiem przyznania lokalu dla Pani J. (anonimizacja nazwiska – red.) i jej dwóch wnuków jest złożenie wniosku o rozłożenie kwoty 12.000 zł na 60 równych rat spłacanych w gotówce bądź poprzez odrobienie czynszu, co umożliwi Burmistrzowi podjęcie decyzji o umorzeniu pozostałej kwoty i wskazanie innego lokalu”.

Niestety, mieszkanka Brzegu już dawno odrobiła 12 tys. złotych, wniosków o umorzenie składała kilka, ale władze miasta tak jakby zapomniały o złożonym przyrzeczeniu…

– Przez kilkanaście miesięcy spłacałam po 200 zł, ale finansowo było ciężko. Dlatego w marcu 2017 roku podpisałam umowę z Gminą Brzeg na odrabianie zadłużenia w formie sprzątania klatek schodowych. Uznałam całe zadłużenie za korzystanie z lokalu socjalnego i zgodnie z umową na dzień 6 marca 2017 r. wynosiło ono 12.000 zł. Po trzech miesiącach zostałam wezwana do Zarządu Nieruchomości Miejskich, aby podpisać jakiś aneks do umowy i nagle okazało się, że zadłużenie wynosi ponad 26 tys. złotych. Nie wiem jak im się to namnożyło, ale mówili, że muszę podpisać, bo inaczej po odrobieniu tych 12 tys. nie umorzą pozostałej kwoty – mówi nam mieszkanka Brzegu.

Pani Małgorzata podpisała aneks, bo wiedziała, że burmistrz obiecał umorzyć resztę długu. Wierzyła w dane słowo, a ponadto taka deklaracja wynikała z oficjalnego pisma z grudnia 2015 roku. Po kilkunastu miesiącach sprzątania klatek schodowych pani Małgorzata znów dostaje informację, że musi podpisać kolejną umowę na odpracowanie.

Z ponad 26 tys. złotych zadłużenia zrobiło się niespełna 15 tysięcy, a więc 11 tys. odpracowała, do pełni szczęścia brakował już tylko 1 tys. zł. 17 września 2018 r. mieszkanka Brzegu podpisała z Gminą Brzeg drugą umowę, z której jasno wynikało, że na dzień jej podpisania dług wraz odsetkami wynosił 14 957,46 zł.

– Podpisałam kolejną umowę, bo powiedziano mi, że odpracowywanie długu sprawnie mi idzie, wszyscy byli zadowoleni z mojej pracy, a ja miałam świadomość, że niewiele tego zostało. Jak już odpracowałam te 12.000 złotych to zwróciłam się o umorzenie, które mi obiecano – mówi pani Małgorzata.

I rzeczywiście, 19 listopada 2018 r. burmistrz Jerzy Wrębiak skierował do Zarządu Nieruchomości Miejskich pismo, cyt.: „W związku z przyrzeczeniem, że po odpracowaniu części zadłużenia pozostały dług zostanie pani J. umorzony, proszę o potwierdzenie faktu odpracowania zadłużenia i wdrożenia procedury związanej z udzieleniem ulgi”. Dyrektor ZNM potwierdził ten fakt pismem z dn. 29.11.2018 r., a z dokumentu wynika, że pani Małgorzata odpracowała łącznie 12.636,00 zł zadłużenia.

– Od tej pory zaczęło się mataczenie i oszukiwanie. Nie chcieli nawet przyjąć mojego wniosku o umorzenie, powiedzieli, że coś się pozmieniało. Jak wyjaśniłam, że wniosek polecił mi złożyć wiceburmistrz Kostrzewa, to przyjęli go, ale radca prawny ZNM stwierdziła, że i tak będzie negatywna opinia. Wszystko wskazywało na to, że oni chcieli nadal wykorzystywać mnie do pracy na klatkach schodowych za 648 zł miesięcznie. Burmistrz zapomniał o obietnicy i napisał mi, że odpracowałam już 13.932 zł i powinnam odrobić jeszcze 6.404 zł. Przecież oni jawnie mnie okłamali, najpierw mówili, że muszę odpracować 12 tys., aby umorzyć pozostały dług, później nagle niby dług się zwiększał, dawali do podpisania aneksy, a teraz chyba chcą abym odpracowała wszystko i nie będą mieli co umarzać. Wymyślają, że dług muszą solidarnie spłacać moi synowie, ale dopóki odpracowywałam na klatkach, to nie mówili, że synowie też muszą solidarnie sprzątać, bo wtedy to niby ja uznałam dług w całości na siebie. Co chwile to podają jakieś inne kwoty zadłużenia, obciążyli mnie jakimś spadkiem po mężu, tyle, że ten spadek to był dług i akurat ta sprawa toczy się w sądzie, bo przecież tak nie może być, że oni szukają pieniędzy u zmarłych, aby żywym przypisać zadłużenie – opowiada mieszkanka Brzegu.

Co ciekawe, dysponujemy dowodami, że podczas jednej z wizyt pani Małgorzaty u wiceburmistrza, Bartłomiej Kostrzewa kilkukrotnie powtórzył, że w ZNM jest bajzel. Udzielił również rady mieszkance Brzegu, że przy podpisywaniu drugiej ugody mogła zapytać skąd się wziął większy dług, bo on sam został wprowadzony w błąd co do faktycznej wysokości zadłużenia, a wszystko przez bajzel w ZNM. Kostrzewa stwierdził również, że mógł odsyłać panią Małgorzatę do ZNM, bo tam jest ten bajzel, tam źle policzyli, więc dlaczego on ma to teraz „brać na klatę”?

Pani Małgorzata kilka lat temu doznała udaru mózgu. Niedawno przeszła również zabieg medyczny, a specjalista chorób wewnętrznych zabronił jej pracować fizycznie i wydał w tym celu zaświadczenie lekarskie.

– W jednym z pism burmistrz poinformował mnie, że mam odrabiać do czasu zabiegu, a ja już wtedy nie mogłam wykonywać pracy fizycznej. To, jak oni mnie potraktowali przechodzi ludzkie pojęcie. Dyrektor Sidor, burmistrz Wrębiak i wiceburmistrz Kostrzewa. Tak mną zmanipulowano, że odechciewa się wszystkiego. Pan Sidor wiele razy zwracał się do mnie w ordynarny sposób, a burmistrz Wrębiak wprost okłamał radnych miejskich, że już wcześniej umarzał mi rzekomo zadłużenie za komórkę i działkę, a przecież nawet ZNM w jednym z pism stwierdził, że nie umarzano mi żadnych należności z tytułu użytkowania komórki, a działki nigdy nie posiadałam. Po co więc burmistrz Wrębiak kłamał na mój temat do radnych? – zastanawia się mieszkanka Brzegu.

Dodajmy, że przed publikacją tego artykułu udaliśmy się do ZNM, aby zapytać o sprawę umorzenia części długu pani Małgorzaty. Po dość krótkiej rozmowie okazało się, że dług może zostać umorzony, ale decyzję podejmuje burmistrz. Dyrektor i pracownik ZNM wyrazili chęć pomocy w przygotowaniu wniosku. Godzinę później otrzymaliśmy SMS z kwotami zadłużenia, które należy wpisać we wniosku oraz telefon od przedstawiciela ZNM, w którym poproszono nas, aby pomóc pani Małgorzacie w sformułowaniu uzasadnienia. Na końcu nagranej rozmowy słyszymy, że dokument otrzyma pozytywną opinię ZNM i trafi do burmistrza. Taki rozwój zdarzeń spowodował, że początkowo odstąpiliśmy od przygotowania tej publikacji, ponieważ problem mieszkanki Brzegu miał zostać rozwiązany. Niestety, dziś już wiadomo, że to było coś w rodzaju gry na czas, bo wniosek został zaopiniowany negatywnie, a burmistrz Brzegu wydał decyzję odmowną.

– Miałam nadzieję, że w końcu zrozumieli jak mnie krzywdzą, ale myliłam się. Wystarczy przeczytać opinię dyrektora ZNM do mojego wniosku. Pan Sidor napisał, że ja otrzymuję niemałe pieniądze na dzieci oraz dodatek mieszkaniowy od miasta, a solidarnie zobowiązani są zdrowi i mogą spłacać lub odpracowywać. A więc rozumiem, że ja mam zabrać wnukom pieniądze przeznaczone na ich utrzymanie i prosić dorosłych synów, którzy nawet nie mieszkają ze mną, żeby poszli zamiatać klatki za 648 zł, bo tak uważa pan Sidor, a pan burmistrz nie potrafi dotrzymać słowa – podsumowuje rozgoryczona pani Małgorzata.