Grzegorz Chrzanowski: „Nadszedł moment, by sprawdzić, czy burmistrz realizuje obietnice wyborcze” (cz. 1)

0

W poprzednich wyborach samorządowych Grzegorz Chrzanowski, w wyścigu o urząd burmistrza Brzegu, przegrał o kilkaset głosów z urzędującym Jerzym Wrębiakiem. Opowiada m.in. o tym, czy i dlaczego ostatnio nieco zniknął z mediów. Mówi także o tym, dlaczego Brzeg nie rozwija się, jak np. Nysa i Oława. Zapowiada również, że nadchodzi czas weryfikacji realizacji obietnic wyborczych urzędującego burmistrza. Poniżej pierwsza część rozmowy. Kolejna opublikowana zostanie w następnym wydaniu „Panoramy Powiatu”.


Minął ponad rok od ostatnich wyborów samorządowych, w których brał pan udział jako kandydat na burmistrza Brzegu. Kandydował pan z bezpartyjnego komitetu wyborczego „NIE dla więzienia TAK dla połączenia”. Wszedł pan z dużym poparciem do drugiej tury, w której zmierzył się pan z Jerzym Wrębiakiem – urzędującym burmistrzem, startującym z mocnej listy wyborczej – partii Prawo i Sprawiedliwość. Przegrał pan o włos – o kilkaset głosów. Został pan radnym. Nagle medialnie pan zniknął. Jakby słuch po panu zaginął. Dlaczego?
Grzegorz Chrzanowski: Skoro twierdzi Pan, że nie było mnie tak długo w mediach lokalnych, to na początek chciałbym podziękować… Przede wszystkim kolejny raz powinienem złożyć podziękowania wszystkim mieszkańcom Brzegu za tak liczny udział w wyborach samorządowych 2018 roku. To ważne, byśmy brali udział w święcie demokracji. Zdaję sobie sprawę, że od wyborów minęło dużo czasu, bo aż 15 miesięcy, ale trzeba wszystkim przypominać, że im więcej osób idzie do wyborów, tym bardziej wiarygodny jest wynik wyborczy, odzwierciedlający preferencje mieszkańców naszego miasta. Cóż, wyborów nie wygrałem, ale też nie rezygnuję z działalności samorządowej w naszym mieście czy powiecie. W Brzegu jest bardzo wiele do zrobienia. Uważam, że jeśli ma się pomysł, mocne doświadczenie zawodowe, w tym przede wszystkim przedsiębiorcze, można, a właściwie możemy wspólnie naprawdę wiele zdziałać.
A czy to nie jest takie czcze gadanie? Co możemy według pana tak na prawdę zrobić?
Grzegorz Chrzanowski: Nadrobić utracony czas w stosunku do innych miejscowości, które znamy, które sąsiadują z nami, leżą nieopodal nas i którym się udało. Weźmy choćby Nysę, która w ostatnich latach potrafiła pozyskać dofinansowanie zewnętrzne na budowę kompleksu basenowego, czy uzbrojenie terenów inwestycyjnych, a w Brzegu wciska się nam, że nie można, że się nie da. Otóż da się, tylko trzeba iść w kierunku prawdziwych inwestycji, a nie kwiatków i wizualizacji. Popatrzmy na Oławę. Wystarczy kilkanaście kilometrów, żeby zobaczyć tę różnicę. Zwykły mieszkaniec naszego miasta, kiedy się z nim spotykam, pyta wprost: dlaczego w innych miejscowościach funkcjonują bez problemu np. galerie handlowe? I nie chodzi o duże miasta, jak Wrocław czy Opole. W równie małych miastach galerie rozwijają się, a nie zwijają się i nie zamykają tak, jak u nas. Dlaczego w jednym mieście upadają, a w drugim oddalonym o kilkanaście kilometrów kwitną? Dlaczego tam – w Oławie – funkcjonują dwa kina, jest McDonald’s i KFC – a w Brzegu zamyka się lokale gastronomiczne, jak chociażby Ratuszową? Dlaczego brzescy przedsiębiorcy przenoszą swoje siedziby do innych gmin, gdzie mają bardziej preferencyjne warunki np. opłaty transportowej? To są pytania zwykłych mieszkańców, a odpowiedź wydaje się prosta. To wynik jakości – albo raczej jej braku – i niskiego standardu zarządzania miastem. To moim zdaniem, także wynik marnej wizji włodarza i efekt jego byle jakich pomysłów na miasto.
Wracając jednak do pierwszego pytania – zniknął pan z tzw. przestrzeni medialnej. Mało się pan wypowiada, niewiele można o panu przeczytać…
Grzegorz Chrzanowski: To efekt mojej świadomej decyzji o braku funkcjonowania w mediach. Wybory wygrał mój oponent, więc stwierdziłem, że nowo wybrany burmistrz powinien mieć czas na realizację swoich wyborczych obietnic, na pokazanie mieszkańcom efektów swojej pracy. W duchu kultury politycznej, której moim zdaniem, należy przestrzegać, należało, pomimo nieczystych zagrań burmistrza w kampanii wyborczej z 2018r., dać wygranemu czas. W efekcie minął ponad rok. Czekaliśmy, by burmistrz pokazał, jak idzie mu realizacja wyborczych obietnic. Nadchodzi moment, by zacząć zadawać pytania i oceniać. Czy wszystko, co zostało mieszkańcom powiedziane polegało na prawdzie? Czy realizowane są zapowiedzi wyborcze? Moim zdaniem, niestety nie.
Powiedział pan: nieczyste zagrania burmistrza Wrębiaka. Co ma pan na myśli?
Grzegorz Chrzanowski: Każdy, kto obserwował wybory, a szczególnie drugą turę, powinien pamiętać, jakie sytuacje miały miejsce. Uważam, że urzędujący burmistrz powinien przez szacunek dla mieszkańców nie korzystać z publicznych pieniędzy do zawoalowanego promowania swojej osoby oraz – pośrednio – do przedstawiania swoich kontrkandydatów w negatywnym świetle. Jako przykład podać można wypowiedzi jego zastępcy Bartłomieja Kostrzewy w Gazecie Brzeskiej, z którą urząd miasta ma podpisane umowy na publikowanie ogłoszeń. Dodam tylko, że w tej kadencji na te ogłoszenia wydawane są horrendalne kwoty. Zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami mąż stanu, na jakiego kreuje się Wrębiak, nie atakuje poprzez swoich podwładnych, konkurentów, co miało miejsce u nas za publiczne pieniądze, czyli poprzez opłacane przez siebie wydawnictwa. Nie wracajmy jednak do tego. Lepiej porozmawiajmy o naszym mieście, o naszym regionie. Porozmawiajmy o szansach i zagrożeniach. Działajmy, by Brzeg nie przespał kolejnych kilkudziesięciu lat z rządzącymi miastem ludźmi, którzy nie są w stanie tchnąć w miasto życia, powalczyć o jego rozwój i przyszłość w kolorowych barwach.
Porozmawiajmy zatem o szansach i zagrożeniach oraz o niezrealizowanych – pana zdaniem – obietnicach wyborczych. Proszę o jakieś konkretne przykłady, każdy może krytykować, a przecież burmistrz Wrębiak twierdzi, że Brzeg się rozwija, że pięknieje.
Grzegorz Chrzanowski: Pierwsza zasadnicza sprawa, dzięki której – moim zdaniem – burmistrz Wrębiak wygrał swoje pierwsze i drugie wybory samorządowe, czyli kwestia basenu w Brzegu. Burmistrz obiecywał kąpielisko w naszym mieście zarówno w 2014 i 2018 roku. W trakcie ostatniej kampanii hucznie otwierał obiekt na Korfantego. Zaprosił gazetę, radio, telewizję i wmawiał, że ten obiekt wygląda jak za czasów jego młodości. Co więcej, to był październik, i wprost powiedział, że od przyszłego sezonu mieszkańcy wskoczą do tego basenu, aby stworzyć pozory, że w końcu wybudował letnie kąpielisko. A jak wskoczyliśmy, to chyba wszyscy wiemy… postawiono tabliczki „zakaz kąpieli”.  Burmistrz szósty rok rządzi miastem i szósty rok nie mamy kąpieliska. W tym roku pewnie dalej go nie będzie. Jeśli nawet powstanie za 2 czy 3 lata, to raczej na potrzeby nowej kampanii wyborczej pana Wrębiaka, a nie na potrzeby mieszkańców, bo burmistrz upiera się  na lokalizację w mało odpowiednim miejscu. A przecież ta lokalizacja i funkcjonalność będą miały kluczowe znaczenie dla powodzenia tej inwestycji w przyszłości. Do tego, czy będzie się cieszyć dużą czy tylko umiarkowaną popularnością. Wśród szerszego grona odwiedzających, w tym przyjezdnych z ościennych miast, czy tylko wśród mieszkańców Brzegu? Przecież to będzie miało wpływ na finanse tej jednostki, a co za tym idzie na jej przyszłość i możliwości rozwoju. Według mnie, przy dzisiejszej wiedzy i dostępnych technologiach, jesteśmy w stanie wybudować basen odkryty (letni) połączony z basenem krytym przy ul. Wrocławskiej. Takie dwa w jednym. Taki obiekt mógłby działać i funkcjonować praktycznie przez cały rok, a nie tylko przez dwa letnie miesiące wakacji. Burmistrz Wrębiak upiera się jednak na wybudowaniu kilku „wanien”, bo tak trzeba określić jego pomysł, przy ulicy Korfantego. Ja rozumiem, że to efekt jego wcześniejszych obietnic, ale czy kosztem mieszkańców mamy budować niefunkcjonalne kąpielisko zamiast czegoś, na co czekają mieszkańcy? Przecież nasza propozycja – rozwinięcie obecnego krytego kąpieliska o basen otwarty – ma potencjalnie większy sens ekonomiczny, niż propozycja burmistrza Wrębiaka.
Druga część wywiadu z Grzegorzem Chrzanowskim za tydzień