Podsumowanie Dożynek Gminnych w Grodkowie

0
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Tradycyjne święto plonów odbyło się w Grodkowie w niedzielę (29.08). Podsumowanie i przebieg dożynek zawarł w swojej relacji, którą publikujemy poniżej, Ryszard Wojnowicz.

Żniwniok w Grodkowie

„Pierwszy dzień jesieni to Święto Plonów, do którego przygotowania rozpoczynano już w sierpniu. Po zakończeniu żniw zostawiano na polu kilka nieskoszonych kłosów, zwanych „brodą” (to określenie regionalne i bywały też, zamiast brody: „koza”, „przepiórka”, czy „pępek”) aby ziemia nie była całkowicie pozbawiona ziarna. Część chowano do świątyni. Na kilka dni przed głównymi uroczystościami, przed posągiem Świętowita, boga wojny i urodzaju, stawiano kielich z miodem pitnym – świętym napojem Słowian, który poddawano fermentacji (jak wino). Jeśli go ubyło, traktowano to jak złą wróżbę. Natomiast wypełnione po brzegi naczynie, zapowiadało kolejne, obfite zbiory. Podczas święta dziękowano bogom za plony i proszono o lepsze w następnym roku. Pleciono wieńce i wypiekano kołacze. Zwyczajowo kapłan stawiał dorodne pieczywo między sobą a ludem, pytając, czy jest spoza niego widoczny. Jeśli mógł się za nim schować, odczytywano to za przejaw dostatku. W przeciwnym razie można było spodziewać się biedy”- tyle encyklopedie.

Reklama - ciąg dalszy wpisu poniżej
Reklama
Reklama

Dwudziesty dziewiąty dzień sierpnia, u nas w Grodkowie, uznano za właściwy czas na świętowanie. Od samego rano wyglądaliśmy, jakiej to pogody udzielić nam raczy Święty Pan. Doświadczenie ostatnich lat uczy, że często po południu, kiedy dożynkowicze nabierali rozpędu do zabawy, z nieba puszczała się ulewa i mieszała szyki w świątecznych harcach. Ale szczęściem nie trwało to nigdy zbyt długo i wszyscy ochotnie, kiedy tylko umilkła symfonia burzy z rozchlapanym chórem odniebnych kropli, a przestraszające chmury ledwie się odchmurzyły, wynurzali się spod parasoli. Tym razem pani Aura okazała się być łaskawą i mimo momentów rozbieganych po niebie chmurzysk, nakazała słońcu mieć baczenie nad ich niesubordynacją.

Jak tradycja każe, wszystko zaczęło się Mszą w Grodkowskim Kościele pw. Świętego Michała Archanioła, na którą zaprosił sam proboszcz. Po niej, w podniosłym nastroju zaczął formować się barwny i świątecznie kolorowy korowód. Tu także zgodnie z tradycją, czoło dożynkowego pochodu zajęła Orkiestra Dęta z Żelaznej. Towarzyszyła nam do miejsca imprezy, przy Grodkowskim Domu Kultury. Składnie i czysto brzmiąca, z punktualnym ostinato bębna stanowiła wspaniałą oprawę przemarszu. To zacna i zasłużona „instytucja”, mająca duży bagaż doświadczeń w oprawie różnorodnych uroczystości miejscowych i nie tylko. Oni również otworzyli część artystyczną. „Chapeau bas chłopaki” za ten Wasz mini koncert. Ciekawy repertuar, znane i cenione cover’y w ciekawej instrumentacji. Z ogromną radością słuchało się jej brzmienia. Potężne tutti, słodko brzmiące tria i zabawne glissanda puzonisty, to artystyczne atrybuty tej orkiestry.

Oczywiście tę część artystyczną poprzedziły zgrabne, bardzo okolicznościowe, merytoryczne wystąpienia gości zaproszonych i władz miejscowych z Burmistrzem, panem Markiem Antoniewiczem na czele, który powiedział między innymi:

– „ (…) Po rocznej przerwie udało się nam zorganizować gminne dożynki. Planowaliśmy skromne obchody święta plonów, ale ilość zaangażowanych sołectw przeszła nasze oczekiwania. Mamy osiem wieńców, co prawda w szczytowych okresach było ich ponad 20, ale to nie jest najważniejsze. Istotne jest to, że sołectwa się zorganizowały i frekwencja jest wysoka. To pokazuje, że wszyscy już czekaliśmy na tę imprezę, bo jest ona dla nas bardzo ważna (…)”

Nie są to słowa bez pokrycia. Cała społeczność Gminy, na swój sposób żyła tym wydarzeniem. Niech o tym zaświadczą słowa starosty dożynek, sołtysa wsi Gnojna Jana Pierza, który z entuzjazmem tak mówił:

– „(…) Dożynki są bardzo ważnym wydarzeniem dla rolników i naszej społeczności lokalnej. Niestety w ubiegłym roku przez epidemię nie mogliśmy się spotkać, ale w roku bieżącym udało się tego uniknąć dzięki zluzowanym obostrzeniom. Jak widać, ludzie są zadowoleni, uśmiechnięci i wspólnie świętują (…)”

Że tak było, mogliśmy się wszyscy przekonać, patrząc na żywo i spontanicznie reagującą publiczność zgromadzoną pod ogromnym „namiotem”. Brawa Organizatorzy! To także wyraz troski Organizatorów o zapewnienie dobrej zabawy. Oczywiście były również liczne podziękowania, pochwały i w ciepłych słowach wyrażana wdzięczność dla nie zawsze lekkiej, pracy na roli. Każdy kęs chleba rodzi się w trudzie i znoju i wszyscy mówcy z empatią do tego się odnieśli. No i najważniejsze! Mieliśmy okazję smakować chlebuś z tegorocznych zbiorów. Wyśmienity! A później? A później zebrani raz jeszcze mogli podziwiać, misternie wykonane, korony żniwne. To majstersztyk pracowitych rąk żniwiarzy i żniwiarek. Ponieważ też tradycyjnie odbywa się konkurs na najpiękniejszą koronę, niejako na potrzeby komisji konkursowej, wykonawcy w oryginalny sposób „zachwalali” swoje dzieła. Jedni czynili to piosenką, inni wierszem, a jeszcze inni dowcipną opowiastką.

Czekając na efekty prac komisji, mieliśmy okazję podziwiać część artystyczną. Śpiewem zabawiały nas żeńskie zespoły śpiewacze: Jeszkotlanki, Kopiczanki, Kokorycz i Westalki. Pewnie panowie czytają to z oburzeniem?! Przywołuję się do porządku. Panowie też byli i choć niewielu, ale za to głosy jak dzwon! Brawo. Tu zatrzymać się chwilkę godzi. Z absolutną satysfakcją stwierdzić należy progres wykonawczy. Zespoły dysponują świetnymi podkładami i co najważniejsze, w śpiewie nie rozmijają się z nimi (co zdarza się czasami w trakcie śpiewu). Częściej sięgają po dwugłos, czy więcej. Pochwalić trzeba również przyjemną intonację i dobrą dykcję. Brawo Panie! Słuchać Was to czysta przyjemność.

Nasze dożynki to nie tylko uczta dla duszy. Organizatorzy zadbali również o nasze kubki smakowe i żołądki. Kochani! Grochówka, palce lizać. Niejedna wojskowa kuchnia polowa, tej grodkowskiej by nie sprostała. A jak do tego dołożyć pyszne ciasta domowego wypieku i smakowitą kawę – pełnia szczęścia! Ręczę, że nie sposób by było znaleźć smakowego malkontenta. W międzyczasie była okazja na ogłoszenie rezultatów prac komisji konkursowej. Na mocy jej decyzji, rolą Laureatów cieszyć się mogły następujące sołectwa: Jędrzejów, Jaszów i Kolnica! Wielkie brawa dla zwycięzców i nie mniejsze dla wszystkich sołectw, biorących udział w konkursie. Wszystkie korony były na swój sposób arcydziełami, ale formuła konkursu wymusza klasyfikację i stąd musi być jakaś kolejność. Dla mnie wszystkie są perełkami sztuki!

Dożynki to piękne święto ludowe. A jak ludowe, to muszą być i tańce. I były. W pięknym tańcu „pokoleniowym” zaprezentował się zespół taneczny „Grodkowiacy”. I chociaż nie mają jeszcze większych laurów, z wielką przyjemnością oglądało się i podziwiało ich umiejętności. Jak bardzo cieszy zdolna i chętna młodzież! Wielkim aplauzem (co należy odnotować) i gromkimi oklaskami, zebrana publiczność nagrodziła Biesiadę Śląską Andrzeja Potempy.

Na koniec zostawiłem „wisienkę na torcie”. W ramach współpracy Towarzystwa Miłośników Ziemi Grodkowskiej z Miejscowym Kołem Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Skrzeczoniu, w Republice Czeskiej, przyjechał do nas zespół taneczny SUSZANIE z Suchej Górnej. Ich popis zasługuje na szczególne wyróżnienie. Przyjechała do nas młodzież czeska, ale z polskich domów. Jest to fenomen w skali światowej, by żyjąc w innym kraju, wśród innych obyczajów, przyzwyczajeń, innej mentalności i wśród autentycznie czeskich rówieśników, zachować tyle empatii dla kraju ich ojców. Polskość ta młodzież wynosi z domu. Jakże znamienne są słowa, które cytowała nasza wspaniała znajoma, która urodziła i wychowała się w Polsce, ale wyszła za mąż za Polaka, który mieszka w Czechach i ona siłą faktu też tam zamieszkała. Na odchodne jej mama, żegnając córkę ze łzą żałości w oku, ale i szczęścia w sercu rzekła: „masz pamiętać, by twoje dzieci potrafiły z babcią po polsku porozmawiać”. Komentarz zbędny. Te matczyne przykazania kultywują Polacy w Czechach. To credo polskich rodzin.

Dusza się raduje, podziwiając talent tańczącej młodzieży, ich pasję, zaangażowanie i autentyczną radość. Kochają folklor i żyją folklorem. Są wspaniali. Udało się im stworzyć fantastyczny team, dla którego taniec jest najzacniejszą formą wypowiedzi. Nostalgiczne kujawiaki, zadziorne mazurki, rozbiegane oberki, czy skoczne krakowiaki zasiedziały się w ich duszach. Bezsporna to też zasługa dobrego ducha zespołu i świetnej kierownik i choreograf Barbary Mračnovej. Ponadto zadziwiają stroje, ich bogactwo i utrzymanie. Nawet łowickie pasiaki nie są im obce. Każdy taniec to istna tańcząca feeria barw. Dynamizm tańca i wrodzoną muzykalność uwypukla autentyczna muzyka, świetny aranż i profesjonalne wykonawstwo. Tu ukłon w stronę szefa kapeli Richarda Mračny. Dziękujemy i do kolejnego spotkania… może za rok?!

Tekst: Ryszard Wojnowicz

Zdjęcia: Ryszard Wojnowicz

Dożynki Gminne Grodków 2021 – fotogaleria Ryszarda Wojnowicza

Reklama
Reklama
Reklama