Polsko-czeskie spacery po Grodkowie

0

„Projekt jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz budżetu państwa. Przekraczamy Granice” – uff! Jakie to długie, wyszukane i z najwyższym trudem spamiętane! Ale podobno tak być musi, by ludkowie wiedzieli, kto wysupłał kasę i jakich to hojnych mężów w Państwie mamy. A panowie to mocarni i zacni, i nie szczędzą maluczkim kasy. Choć i sobie nie żałują, to i ludkowi z pańskiego stołu cosik skapnie – to rzecz sprawdzona, oczywista i powszechnie znajoma.

A jak to przekuć na czyn? Wystarczy usiąść do komputera, zapocić nie lada wysiłkiem intelektualnym główkę, stworzyć „mapę drogową” własnych inwencji i powstaje dzieło wiekopomne, modnie dziś nazywane projektem. Projekty tworzą wszyscy, góra i dół, doświadczeni i nowicjusze, starzy i młodzi; nawet maluchy w ławach szkolnych też już projektują. Projektomania kwitnie i ma się coraz lepiej. Nie, nie!? Tu nie ma cienia ironii, jeno sam mój najwyższy podziw i admiracja. I choć los tych intelektualnych zmagań leży w rękach możnych tego świata, boć to oni je aprobują, wybierają lub odrzucają, ogólnonarodowe projektowanie ma się dobrze. A przy okazji wkrada się element hazardu: „komu kurka jajko zniesie”?! Zatwierdzą czy też nie?! Frasunek tu zbędny. Wybór zawsze jest jedynie słuszny, trafiony, sprawiedliwy, optymalnie najlepszy i broń Boże bez protekcji! Takich to szczęśliwych i klarownych czasów doczekaliśmy się. Życie nasze stało się jednym wielkim „projektem”.

Ad rem. Żeby nie być gołosłownym, niechaj przykładem posłuży następujące rzeczy opisanie: … kiedy budził się sobotni ranek 18. dnia września, drżeliśmy o stan pogody. Ostatni czas uraczył nas upałami niemal, zaś wszelkie prognozy zwiastowały nadejście chłodów, dobarwianych sowicie opadami deszczowymi – co było nam bardzo nie na rękę. Dlaczego, spytasz drogi czytelniku – wyjawię za moment. I tu w sukurs (a niechaj stracę, wyjawię) przyszły moje prawdziwie nepotyczne układy z „Górą”, bowiem tej opisywanej soboty, do późnych godzin popołudniowych towarzyszyła nam pogoda umiarkowana, rzekłbym nawet stosunkowo ciepła, a podniebny „berek” promieni słonecznych ze stadem chmur, wcale nie przeszkadzał, ba! dodał jeno uroków naszej zabawie. A było to wydarzenie nietuzinkowe i ze wszech miar godne odnotowania. Bohaterem stała się Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna w Grodkowie, która minioną sobotę obrała sobie za dzień realizacji kolejnego zadania, w ramach tak troskliwie i z atencją opisanego w moim wstępie, projektu. To kontynuacja cyklu spotkań pod hasłem: „Polsko-Czeskie spacery. Zwiedzanie Grodkowa i Bohumina”.

Podwaliną dla tego zadania był lipcowy wyjazd naszych grodkowskich artystów fotografików, którzy niebywale pracowicie spędzili dzień wśród naszych przyjaciół we wspomnianym, pięknym czeskim mieście. Przywieźli z sobą łupy bogate w postaci wielu setek fotografii i całą furę ogromną wrażeń wspaniałych, jakimi uraczyli ich członkowie Miejscowego Koła Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Bohuminie-Skrzeczoniu. Pamiętnego, skwarnego dnia, parafrazując termin rosyjskich klasyków „potężna gromadka”, nasi młodzi artyści parający się sztuką fotografii, pod wodzą służbowego dyrygenta, pani Anny Wołk-Łaniewskiej, dyrektora Miejskiej i Gminnej Biblioteki Publicznej, udała się w plener na „bezkrwawe” łowy obiektów zdjęcia godnych, pochowanych pośród bohumińskich uliczek. W tym przypadku mistrzami w operowaniu obiektywami byli: Ewa Kałuzińska, Marta Stopikowska, Wiesław Dubaniowski, Janusz Pasieczny, Łukasz Serafin i Damian Wolak. A jaki efekt przyniósł wspomniany wyjazd do Bohumina, mieliśmy okazję się przekonać w grodkowskim Ratuszu. Miał tam miejsce wernisaż dzieł wymienionych artystów pod wspólnym tytułem: „Bohumin oczami Grodkowian”. Można śmiało powiedzieć: to swoiste uartystycznione Finis Coronat Opus. Wystawa zrobiła ogromne wrażenie na oglądających. Na fotografiach pokazano wiele miejsc dobrze mi znanych: pensjonat we wieży, most na węźle komunikacyjnym obwodnicy Bohumina, czy architekturę Starego Miasta. Ale wszystko to misternie ubogacono talentem, pomysłem twórczym i staranną techniką. Zadbano o dobranie wspaniałych proporcji światła i cieni, co uczyniło zdecydowaną liczbę prac prawdziwymi dziełami sztuki. Powszechny zachwyt budziły zdjęcia wykonane nocą, a także te, które stanowią urokliwy mariaż fotografii z grafiką. Prace urzekają wyjątkową umiejętnością ekspozycji i konsekwentnie wykorzystywaniem szerokiego spektrum detali. Starannie dokonana kompozycja wszystkich fotografii i z największym kunsztem ich wykonanie, czyni wystawę niebywale atrakcyjną! Chapeau bas!!!

Zanim jednak zaznaliśmy wyżej opisanej uczty duchowej na wernisażu, organizatorzy zadbali również o naszą tężyznę fizyczną. Tu kolejny ukłon dla szefostwa Biblioteki (tej zacnej, kulturalno-oświatowej placówki) i jej pracowników. Dla mieszkańców Grodkowa i gości z Republiki Czeskiej zorganizowano Grę Miejską i zwiedzanie miasta ze specjalnie na tę okoliczność przygotowaną mapką „Zagadkowy Grodków”. Dzięki zakupionym tabletom każda z sześciu drużyn uczestniczyła multimedialnie w grze terenowej. Polegała ona na tym, by w wybranych miejscach rozwiązać zagadki związane z naszym miastem. By ułatwić sprostaniu w rozwiązywaniu stawianym zadaniom, przed zabawą, uczestnicy mogli wysłuchać krótkiego wykładu z prezentacją, traktującego o zabytkach Grodkowa. Wartością dodaną tej gry terenowej było to, że wśród startujących były całe rodziny. To wychowawczy sukces i piękny przykład więzi z historią i tradycjami naszego miasta. Dlatego tak radośnie poszczególne drużyny, trzymając się za ręce, wbiegały na scenę po odbiór dyplomów i nagród. A wiedzą popisały się dużą. To piękny gest w sztafecie przekazywania patriotycznych wartości własnym dzieciom i całemu młodemu pokoleniu. Wszystkim zaangażowanym w przygotowanie i przeprowadzenie tej historycznej zabawy, należy się ogromne uznanie!

W tym samym czasie goście z Czech, w towarzystwie przedstawicieli Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Grodkowskiej, trudzili się w pokonywaniu trasy, wyznaczonej mapką „Zagadkowy Grodków”. W trakcie spaceru należało odnaleźć określone obiekty i po wysłuchaniu odpowiedniego komentarza i wskazówek, wypełnić wszystkie pola krzyżówki znajdującej się w mapce. Dla wygody naszych gości komentarze i opisy w wymienionej wyżej mapce, wykonano w dwóch językach. To dopiero dawało pełną możliwość odczytania hasła ostatecznego, a brzmiało ono: BRAMA NYSKA, co oprócz odwiedzenia najatrakcyjniejszych miejsc Grodkowa, było celem wspólnego wędrowania. Nieocenioną pomocą w tej historyczno-geograficznej zabawie było przewodnictwo pani Ewy Eliasz-Kożuch. Zaimponowała starannym przygotowaniem merytorycznym i serdecznym stosunkiem dla „trudzących się”. Była ostoją dla powstałych wszelkich „niewygód intelektualnych”. Brawo! Podziękowanie również należy się pani mgr Wandzie Cebulce, która jako „naczelny historyk” naszego miasta i pasjonat w odkrywaniu jego najmroczniejszych i najodleglejszych tajemnic, służyła radą i dodatkowym komentarzem.

Jeszcze słowo o naszych gościach. W ich dziesięcioosobowej delegacji byli przedstawiciele zarządu PZKO na czele z przewodniczącym Czesławem Gałuszką i zastępcą Beatą Grzebień z rodzinami. Zasilało ich jeszcze dwóch innych członków zarządu. To także ciekawa sztafeta pokoleń, w której Polskość, w szerokim tego słowa znaczeniu, pielęgnowana jest z pietyzmem i z należną atencją przekazywana kolejnym pokoleniom. Dziękujemy im za przybycie i tak czynny udział w Grze Miejskiej. Za wspólną, niezwykle sympatyczną zabawę, ponieważ każdy taki przyjazd, każdy kontakt służy zacieśnianiu więzów przyjaźni i tworzy sympatyczny klimat rodzinny.

Kodą niniejszego felietonu niechaj będzie stwierdzanie: cieszy ogromnie, że nasza popularna Biblioteka widoczna jest na mapie przedsięwzięć kulturalnych i oświatowych naszego miasta i gminy. Zorganizowana impreza należała do kolejnych udanych, a pamięć o interesującej wystawie i historycznej zabawie, jaką nam zafundowała dyrekcja i załoga tej placówki, staje się naszą własnością i ją zabieramy ze sobą!

Tekst i zdjęcia: Ryszard Wojnowicz