Historia Kopciuszka, czyli Joanny Schaffgotsch, pani na Kopicach

1
Pałac w kopicach

Czy biedna dziewczyna może zostać jedną z najbogatszych kobiet świata i wyjść za mąż za hrabiego spokrewnionego z książętami? W bajkach – jak najbardziej. Jednak na Śląsku historia taka zdarzyła się naprawdę. ”Śląski Kopciuszek” posiadał pałace w Szombierkach i we Wrocławiu, ale ukochał głównie Kopice koło Grodkowa.

Tym „Kopciuszkiem” była Joanna Gryczik – bardzo biedna dziewczyna urodzona 29 kwietnia 1842 roku w Porębie koło Rudy Śląskiej, córka komornika i służącej. Jej ojciec pracował w jednej z fabryk Karola Godulli – górnośląskiego króla cynku i węgla. Kiedy zmarł na suchoty, matka postanowiła urządzić sobie życie na nowo.

Joasia miała wówczas trzy lata, jej siostra Karolina- sześć miesięcy. Dziewczynki trafiły do domu Godulli, gdzie ich matka była dochodzącą służącą. Legenda głosi, że to właśnie ona przyprowadziła je do Emilii Lucas – służącej Goduli, i że Panie zaprzyjaźniły się. To jednak tylko domysły, bo tak naprawdę nie wiadomo, jak było naprawdę, niewiele wiemy bowiem o Godulli, choć był jednym z najbogatszych ludzi Europy.

Tym „Kopciuszkiem” była Joanna Gryczik

Joanna Gryczik

Prości ludzie opowiadali, że to „człowiek, w którego powlozował diabeł”. Znalazł się nawet ktoś, kto widział, jak diabeł wsypuje mu talary przez komin, bo zawarł z nim pakt. Wielu nie mogło bowiem zrozumieć, jak człowiek z ludu mógł własnymi siłami dojść do tak gigantycznego majątku. Tymczasem „Diabeł z Rudy”, jak nazywano Godullę, wszystko zawdzięczał swej pracowitości i głowie do interesów.

Godulla urodził się w Makoszowach koło Zabrza w 1781 roku. Jego ojciec był nadleśniczym, matka – córką nauczyciela z Wieszowej. Był niezwykle zdolnym dzieckiem, dlatego rodzice oddali go do gimnazjum ojców cystersów w Rudach Wielkich koło Raciborza, słynącego z wysokiego poziomu nauczania (biblioteka składała się z 10 tys. woluminów).

Do gimnazjum uczęszczał w latach 1793-1801, potem uczył się w liceum w Opawie. Pracę znalazł bez trudu, w zakładach hrabiego Ballestrema – wielkiego śląskiego magnata przemysłowego.

Był u niego kolejno skarbnikiem, zarządcą, ekonomem i w końcu głównym ekonomem, z czym wiązało się m.in. sprawowanie władzy policyjnej i sądowniczej nad mieszkańcami wsi należących do hrabiego Ballestrema – twierdzi Władysław Ślęzak („Joanna i Hans Ulryk Schaffgotschowie”, Bytom 1996).

Godulla namówił Ballestrema do budowy w Rudach cynkowni i zarządzał nią tak fachowo, że w 1815 roku dostał za to od hrabiego 28 udziałów (kuksów). Kolejne 28 otrzymał w 1828 roku. To wystarczyło, żeby rozpocząć w tej branży działalność na własny rachunek. Szło mu tak dobrze, że kupował kopalnie za kopalnią, hutę za hutą, majątek ziemski za majątkiem. I nadal zarządzał sumiennie majątkami Ballestrema.

Godulla już jako magnat podejmował gości w pałacu w Szombierkach, choć na co dzień mieszkał w drewnianym domku w Rudzie Śląskiej. Skromnie – jak na bogacza. Ale nie jest prawdą że był sknerą i jadał tylko ziemniaki z kwaśnym mlekiem. Miał gustownie urządzony dom.

Bogacz pozbawiony męskości

Godulla został prawnym opiekunem Joasi w 1847 roku. Ludzie opowiadali, że malutka Joasia to jego nieślubna córka, ale opowieści te należy w bajki włożyć. Ze straszną blizną na twarzy, krótszą lewą nogą i brakiem lewego oka odstraszał. Zatrudniał siostrzeńców, choć ich nie lubił, bo przepijali pieniądze w karczmie i buntowali przeciw niemu ludzi.

Kopice pocztówka

On zaś walczył z pijaństwem wśród robotników. Karczmy pustoszały, gdy dochodził do nich stukot laski – był to znak, że Godulla jest w pobliżu. Bały się go wszystkie dzieci – uciekały przed nim z krzykiem. Oprócz małej Joasi, co pewnie chwyciło Godullę za serce. Samotny, potrzebował miłości, jak każdy człowiek.

Jak doszło do tego, że został okaleczony? Nie wiadomo. Opowiadano na ten temat różne zmyślone historie. Np. w polskim czasopiśmie „Głosy znad Odry” z września 1920 roku można było przeczytać, że młody Godulla pracował tak sumiennie jako leśnik w dobrach hrabiego Ballestrema, iż został pojmany przez kłusowników, którzy postanowili się zemścić. Ciężko go poranili, powiesili do góry nogami nad mrowiskiem i pozbawili męskości. Odratowano go, ale był kaleką do końca życia.

Godulla nigdy się nie ożenił

Godulla nigdy się nie ożenił. Kalectwo fizyczne okaleczyło go też psychicznie, dlatego nie prowadził życia towarzyskiego. Ówcześni potentaci zazdrościli mu fortuny i dawali mu to odczuć. W kontaktach ze zwykłymi ludźmi był bezpośredni. Można było do niego przyjść tak po prostu – i załatwić sprawę. Pomógł niezliczonej rzeszy ludzi.

Wspomógł wydatnie budowę szpitala w Bytomiu, jeszcze długo po jego śmierci wspominano go ciepło w jego dobrach mówiąc, że był dobrym panem. Tu trzeba zaznaczyć, że nie był filantropem, ciężko pracował i tego samego wymagał od innych. Ale czuł się odpowiedzialny za zatrudnionych przez siebie ludzi. W testamencie zapisał do rozdania wśród nich 50 tys. Talarów – od dyrektora do pastucha.

Zmarł 6 lipca 1848 roku we wrocławskim hotelu „Pod Złotą Gęsią”, gdzie zatrzymał się kilka dni wcześniej. Był chory na kamicę nerkową i przyjechał na konsultację do lekarzy. Towarzyszyły mu sześcioletnia Joasia i Emilia Lucas.

Złote dziecko

Gdy Godulla zmarł, Joasia została najbogatszym dzieckiem Śląska. Nie była tego świadoma. Kiedy jej opiekun umarł, bawiła się z kotkiem piętro wyżej. Majątek jej protektora oszacowano na dwa miliony talarów – twierdzi Krzysztof Karwat („Śladami Godulli. Ścieżki i rozdroża”, Śląsk, nr 4/30, rok IV, 98). To była olbrzymia suma.

Pałac w Kopicach współcześnie. Zdjęcie: Krzysztof Żołyński

Pomimo niepokojów w Europie, związanych z Wiosną Ludów, Godulla potrafił utrzymać produkcję, nie zwalniał masowo ludzi, pozostawił majątek w rozkwicie. Po jego śmierci przy inwentaryzacji majątku pracowało trzysta osób. Inwentaryzacja trwała dwa tygodnie.

Siostrzeńcy Godulli uchodzili za utracjuszy, ale wujek i o nich nie zapomniał – dostali legaty pieniężne w sumie na 200 tys. talarów. Zgodnie z zapisem testamentowym mieli przejąć majątek w przypadku bezpotomnej śmierci Joanny.

Po ogłoszeniu testamentu Emilii Lucas i Maksymilianowi Schefflerowi – wykonawcy testamentu, zgodnie z wolą Godulli, umieścili Joannę we wrocławskiej pensji urszulanek, do których Godulla miał zaufanie. Do sióstr trafiła 16 września 1848 roku. Ale Lucas zabrała Joannę od Urszulanek już po roku, chciała bowiem zaoszczędzić na wykształceniu Joasi, choć zgodnie z testamentem przez cztery lata należały do niej dochody z wszystkich dóbr Godulli.

Obie zamieszkały w pałacu w Szombierkach. Po kilku latach Joanna wróciła do wrocławskich urszulanek, bo jej życie było zagrożone – siostrzeńcy Godulli nie przebierali w środkach, żeby przejąć majątek. Scheffler uznał, że u zakonnic będzie bezpieczna.

Mariaż tytułu z majątkiem

Joanna była pilną i spokojną uczennicą. Uczyła się m.in. języka polskiego – zgodnie z wolą Godulli, który miał polskie korzenie. Polskie pochodzenie miała też Joanna, o czym może świadczyć fakt, że jej matka nie znała niemieckiego. Po ukończeniu nauki szesnastoletnia pannica zamieszkała we wrocławskiej willi Maksymiliana Schefflera, gdzie poznała hrabiego Hansa Ulricha Schaffgotscha.

Miał 25 lat, był porucznikiem, pochodził ze wspaniałego śląskiego rodu, jednak rozległe dobra dziedziczył brat jego ojca. Od razu spodobał się Joannie. Z wzajemnością. Ślub hrabiego z dziewczyną z ludu? Nawet najbogatszą – nie wchodził w rachubę. Schaffgotschowie należeli do najznakomitszych śląskich rodów.

Park otaczający pałac współcześnie. Zdjęcie: Krzysztof Żołyński

Posiadali rozległe dobra m.in. zamek Chojnik, górę Śnieżkę z okolicami (wystawili na jej szczycie kaplicę św. Wawrzyńca), a także pałac i muzeum rodowe w Cieplicach Śląskich. Mogli poszczycić się tym, że byli skoligaceni z Piastami. Jeden z przodków Hansa Ulricha Schagffotscha trzymał nawet indygenat polski, czyli był również polskim szlachcicem.

Scheffler wiedział, że dzięki ożenkowi jego podopieczna zyska spokój (cały czas trwały knowania, jak obalić testament Godulli), załatwił więc Joannie nobilitację. Tak córka komornika i służącej została Joanną Gryczik von Schomberg – Godulla ze szlachecką tarczą herbową, na której umieszczono skrzyżowane narzędzia górnicze: pyrlik (młot do rozbijania brył węgla) i żelazko (przecinak do rozbijania brył skalnych) wcięte w błękitną tarczę na złotym polu.

Posiadali rozległe dobra m.in. zamek Chojnik i górę Śnieżkę z okolicami

Ślub odbył się 15 listopada 1858 roku w pałacu w Szombierkach. Małżeństwo było bardzo udane, jednak i tak plotkowano, że hrabia Schaffgotsch ożenił się z Joanną dla jej hut i kopalń. Schaffgotschowie początkowo starali się tuszować jej pochodzenie społeczne. Doskonale wychowana, brylowała na przyjęciach, pokazując się w specjalnie dla niej wykonanej biżuterii.

Kiedy zaś odwiedzała swe dobra, ubierała się w górnośląski strój ludowy i mówiła gwarą. Słynęła z działalności charytatywnej i religijności. Szła w największy deszcz na czele pielgrzymki, wspierała ochronki, szkoły, szpitale. Wraz z mężem ufundowała w Bytomiu – Szombierkach neoromański kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa, który przetrwał do naszych czasów.

Pałac w Kopicach. Widok współczesny. Zdjęcie: Krzysztof Żołyński

W 1909 roku spoczęły w nim prochy Godulli, przeniesione z cmentarza przy kościele św. Wojciecha we Wrocławiu. Hr. Schaffgotsch przeznaczył na budowę tej świątyni 100 tysięcy marek, a jego żona, pozostająca już wówczas w sędziwym wieku, ufundowała ołtarz główny. Nie byłoby zapewne tego kościoła, gdyby nie ona. To Joanna grała pierwsze skrzypce w tym małżeństwie, które szczęśliwie przetrwało ponad pół wieku. Decydowała o sprzedaży, dobierała fachowców, rozpoczynała nowe inwestycje.

Mąż swojej żony

Majątek należał do niej, a jej mąż żył z jej posagu. Spółka „Hrabiowskie Zakłady Schaffgotschów”, w którą w 1905 roku zostały przekształcone ich dobra, dysponowała kapitałem 50 milionów marek, z czego 49,98 mln. należało do Joanny. Kiedy w 1900 roku w miejscowości Godulla zakładano bibliotekę, mąż Joanny wręcz zażądał, żeby były w niej też książki polskie.

W czasie plebiscytu ludność z terenów podległych Schaffgotschom głosowała w większości za Polską. Do 1945 roku nazwisko Schaffgotsch znaczyło na Górnym Śląsku bardzo wiele.

Joanna zmarła 26 kwietnia 1910 roku w Kopicach. Pięć lat później spoczął obok niej jej mąż. W testamencie, liczącym kilkadziesiąt stron, nie zapomniała o nikim. Spore sumy zapisała na rzecz służby pałacowej w Kopicach, zakładów dla głuchoniemych we Wrocławiu i w Raciborzu, sióstr szarytek we Wrocławiu.

Miała trzy córki i jednego syna Hansa Karola, który odziedziczył pałac kopicki. Dostał imię na cześć dobroczyńcy Joanny, Karola Godulli. Schaffgotschowie często podróżowali, posiadali m.in. pałac we Wrocławiu (to obecny słynny „Pałacyk” studencki przy ul. Kościuszki), ale najlepiej czuli się w Kopicach. Kupiono je dla Joanny w 1863 roku.

Joanna zmarła 26 kwietnia 1910 roku w Kopicach

Stał tutaj wówczas od stu lat klasycystyczny pałac zbudowany według projektu opolskiego architekta Jana Rudolpha. W 1783 roku jego budowę w tym stylu zainicjował Henryk Kasper ze znanej śląskiej rodziny szlacheckiej von Sierstorpff, właściciel Kopic od 1751 r.

Klasycystyczny pałac niezbyt odpowiadał młodziutkiej Joannie i jej utytułowanemu mężowi. Postanowili, więc zbudować rezydencję na miarę majątku. Zaprojektował ją słynny architekt Karol Ludecke. Do neogotyku i klasycyzmu pałac Sierstorpffów dodał francuski i niderlandzki renesans oraz angielski styl Tudorów.

Park otaczający pałac zimą. Widok współczesny. Zdjęcie: Krzysztof Żołyński

Rezydencje otoczono z trzech stron stawami, nazwano „Pałacem na wodzie”. Przylegał do niej park krajobrazowy liczący sto hektarów powierzchni, o który dbał królewski dyrektor ogrodów, Wilhelm Hempel. Został wierny Kopicom do końca swych dni, choć proponowano mu posadę w Sanssouci.

Zawodu przyjeżdżali uczyć się tutaj mistrzowie i adepci sztuki ogrodniczej z całej Europy. W parku podziwiano umiejętnie wkomponowane w zieleń fontanny i kamienne figury zwierząt, wykute przez wrocławskiego rzeźbiarza, Karola Kerna. Hrabia Schaffgotsch hodował w parku muflony, które były niejako specjalnością tego rodu. To Schaffgotschowie sprowadzili te zwierzęta z Pirenejów w Karkonosze, gdzie do dziś można spotkać je na wolności.