Pokoleniu jesteśmy winni – dzieląc się matczynym chlebem

0
Reklama
Reklama

Cywilizacyjna pogoń, „kolorowe” bodźce współczesnego świata, status i wygląd człowieka jakby zacierają to, co jest najważniejszą wartością człowieka. Stwierdzenie „Nie zapominaj o swoich korzeniach, bo staniesz się marionetką w rękach innych” w dzisiejszym świecie zagubionych wartości, to cel jaki przyświeca mojemu rozważaniu i refleksji. Ta dyspozycyjna emocjonalność i osobisty potencjał, któremu chcę poświęcić czas, a będzie nim patriotyczne wydarzenie z okazji obchodów 77. rocznicy przymusowych wysiedleń z Kresów Południowo Wschodnich na ziemie zachodnie, zaplanowana jest w kościele filialnym p.w. Matki Boskiej Szkaplerznej z Góry Karmel w Gierszowicach w dniu 12 czerwca bieżącego roku pn. „Pokoleniu jesteśmy winni dzieląc się matczynym chlebem”.

Zamiłowanie do kresów, do pieśni patriotycznych i głoszenie prawdziwej historii zaszczepili mi moi rodzice jak i oczywiście nauczyciele. Czuję się w obowiązku, jako Polka, przypominania o wydarzeniach historycznych nie tylko sprzed 77 laty, dostrzegania też pozytywnych wartości spotkania z ludźmi przy zachowaniu tożsamości. Młode pokolenie powinno znać i pamiętać o prawdzie, by mogło z honorem i dumą żyć i służyć swojej Ojczyźnie Niepodległej Polsce, idąc za słowami Świętego Jana Pawła II: „Naród który traci pamięć traci swą tożsamość”. Wydarzenie koncertowe będzie symbolem jedności i pamięci międzypokoleniowej, a już niestety wielu odeszło na swoje łąki kresowe, choćby i w tym roku. W tym uroczystym dniu upamiętniającym wydarzenia historyczne przymusowych wysiedleń z kresów południowo wschodnich, wspaniale wkomponuje się pieśń patriotyczna, kresowa, w której treścią jest pamięć o miłości i tęsknocie do ojczyzny, pamięć o walczących żołnierzach za ojczyznę, w której patriotyzm i rodzinne wartości królowały i były wianem ich przyszłości. Woli moich wspomnień i refleksji zawsze będę pamiętać i dziękuję mojej nauczycielce kresowej Szanownej Pani Alicji Zbyryt, która już niestety ze względów zdrowotnych nie sprawuje funkcji wieloletniego (18 lat) prezesa Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Brzegu. Dzięki niej miałam możliwość i sposobność poznania Kresowiaków i Sybiraków, w wyniku czego, z przeprowadzonych wywiadów z szanowanymi seniorami, powstała moja praca magisterska nawiązująca do wysiedlenia i adaptacji w innej dla nich już ojczyźnie, którą pokochali, bo tutaj urodziły się ich dzieci i wnuki. Bo jak mówili: „My nigdy swojej ojczyzny nie opuściliśmy, można nas nazwać wysiedleńcami, słowo repatriacja jest niewłaściwe, rozmywa właściwy sens tego co się wtedy działo”, „Siłą zostaliśmy wyrzuceni z miejsc naszego urodzenia”.
Sięgając do źródeł Wikipedii, że Kresy Wschodnie lub po prostu Kresy, to dawne wschodnie pogranicze Polski, funkcjonujące w okresie międzywojennym i dawniej jako część polskiego terytorium państwowego, a obecnie stanowiące fragmenty obszarów państwowych Ukrainy, to też przede wszystkim ludzie, poeci. Aby ocalić od zapomnienia, Pani Alicja była organizatorem wielu przedsięwzięć kresowych nadmienić tu należy m.in. Konkurs Poezji Kresowej im. Mariana Hemara, w którym to też był mój i taty skromny udział – w uświetnieniu muzycznym z jednej edycji tego konkursu – wspaniały czas. Należy dodać iż utwory poety Mariana Hemara trafiają do naszej pamięci i do serc, które nie tylko śpiewa, ale i recytuje do dziś cała Polska!!. Cytując jeden z fragmentów wierszy poety Mariana Hemara: „A potem nie ma już takiego sądu, Ani władz takich, potęg ani ocen, Ani instancji takiej, ani rządu, Ani synodu, który byłby mocem Wymazać z czoła, jak w paszporcie kreską Rubrykę Polak – Jej łaskę niebieską. Kto raz ochrzczony niewidzialnym znakiem, Błogosławiony potem, czy przeklęty, Będzie Polakiem…”, wiem że takie działania bardziej pogłębiły mój sentyment, ciekawość, jak i miłość do przeszłości moich przodków, jak i dalsza wiara, że to co robię ma właściwy kierunek, sens i wartość, którą pragnę i staram się zaszczepić w najmłodszym pokoleniu, by dziedzictwo Kresów nigdy nie zginęło. To też miejsca zaszczytne jak i udział w konkursach festiwalach piosenek kresowych, patriotycznych, gdzie tam przewija się szeroka gama treści pięknych pieśni. A było to m.in. w Łosiowie, Głuchołazach, w Olszance jak i w Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach III Festiwalu Folklorystycznego pod hasłem „sąsiedzkie spotkania”, gdzie ze ś.p. tatą (akompaniatorem moim w Bierkowicach do piosenki kresowej) pojechałam i osobiście przekonując wtedy Panią dyrektor, że piosenkę kresową warto zaprezentować szerszej widowni, np. w Bierkowicach, nawet w tak wąskim naszym gronie, kultywując tradycje rodzinne. Nie było łatwo, ponieważ rynek artystów nieznanych sięgał niskiego pułapu i brak jakiegokolwiek zewnętrznego wsparcia, jednak się udało się. Tak się zdarza i dziś, nie wszędzie oczywiście, gdzie propaguje się ilość osób na scenie, a nie jakość, „bo ładnie wygląda” – tak też usłyszałam jakiś czas temu od innego organizatora imprezy, nazwałabym to drobnymi zakulisowymi doświadczeniami, o których można mówić wiele, chociażby o przypisywaniu sobie autorstwa tekstów i przyzwolenia na ich wykonanie, choć to nie czas ani gomułkowski ani stalinowski.
A wracając do historii losów wielu ludzi, zbieżności wydarzeń, można je ułożyć w jedne kresowe puzzle. Te opowiadania bliskich i znajomych to bogactwo wiedzy o naszych korzeniach rodzinnych i przyjacielskich. Sięgam pamięcią dziecka, w późniejszym czasie jako dorosłej kobiety, przy okazji różnych spotkań, nie tylko rodzinnych, prowadzono rozmowy, w których głównym tematem były wspomnienia –„Jak to było u nas na Wchodzie, jak to było kiedy przyjechaliśmy tutaj, jak ludzie spostrzegali siebie jako jedność, jak ludzie rozmawiali ze sobą, jak zwyczajnie się spotykali i czuli zapachy każdej pory roku, a przede wszystkim wzajemnie sobie pomagali”. Jednym z wielu tematów była osoba Ks. Kazimierza Makarskiego, znanego kapłana urodzonego w Kołomyi.
Ksiądz Kazimierz Makarski przedwojenny Kamionecki wikariusz od 1938 do 1945 roku, przyjeżdża na ziemie zachodnie razem ze swoimi parafianami jako repatriant, unikając śmierci, choć oddzieleni na jakiś czas spotykają się, bo ksiądz w 1956 r. rozpoczyna swoja posługę kapłańską w Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzegu. Z zapałem przystępuje do pracy duszpasterskiej i odbudowy kościołów, m.in. w Gierszowicach, po przeprowadzonym remoncie przywołując pamięć kościoła Budek Nieznanowskich (16 lipca 1927 roku w niedzielę odbyło się poświęcenie kościoła), skąd pochodziła i część ludności mieszkańców Gierszowic, bowiem od momentu alokacji kościoła po remoncie, dzień 17 lipca jest świętem Matki Bożej z Góry Karmel, to po dziś dzień parafialny odpust kościoła w Gierszowicach. Nie bez przyczyny ksiądz Kazimierz Makarski objął opieką duszpasterską ludzi z terenów mu bardzo bliskich. Bowiem prowadząc Msze Św. w Kamionce Strumiłowej nie przypuszczał, że po wojnie i wysiedleniu z ojczyzny spotka się z tutejszymi, a było ich wielu np. z Jazienicy, Budek Nieznanowskich, między innymi z Panią Teresa Semenowicz. To ś.p. mieszkanka Gierszowic, która wiodła prym śpiewaczy w tutejszym kościele do późnych lat swojego życia. To matka, córki Stanisławy, której mąż Piotr Wasylik pochodzący z Budek Nieznanowskich pełnił w tutejszym kościele przez długie lata funkcję kościelnego, a przed nim, dziadek mojego męża, Karol Żółtaniecki, który ożenił się z wdową Katarzyną Kulińską mającą syna Tadeusza z pierwszego małżeństwa, a w późniejszym czasie jej synową zostaje Emilia Kulińska (z d. Demska), której wspomnienia jak i innych kresowiaków opisuje w książce „Moje Kresy” Eugeniusz Szewczuk, znany pasjonata kresowej kultury w powiecie brzeskim.
Wracając do wspomnień, jako mała dziewczynka, bardzo dobrze pamiętam dziadka mojego męża, to człowiek oddany, poczciwy, u którego musiało być wszystko w jak najlepszym porządku, postawny, zdecydowany w działaniu. Z opowiadań starszych, już będąc tutaj (na obczyźnie jak mówili) pojechał z innymi do biskupa, by Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego objęła opieką duszpasterską mieszkańców Gierszowic, ponieważ najbliższy ksiądz był w Pogorzeli, do której nie było odpowiedniej drogi, trzeba było jechać przez Łosiów, a to dalej i trudniej niż do Brzegu. Czy tak było faktycznie, myślę że trzeba sięgnąć do pamięci ludzkiej, bo i takie wspomnienia przywołują nutę ciepłych relacji międzypokoleniowych. Ale są też i wspomnienia uwiecznione na fotografii rodzinnej mojej teściowej Emilii, np. wyjazdu furmanką do kościoła w Brzegu. Fotografia ta znajduje się na tablicy Stowarzyszenia Rozwoju Lokalnego „Teraz Gierszowice” zbudowanej w ramach realizacji Lokalnej strategii Rozwoju obszaru Brzeskiej Wsi Historycznej na lata 2007-2013r.
Lekcje religii we wcześniejszym czasie prowadzone były przez księży Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego z Brzegu, w domu Państwa Żółtanieckich znajdującym się niedaleko kościoła w Gierszowicach, na które uczęszczały dzieci, między innymi i ja. Dobroć i szlachetność z ich strony to cnota jakiej w dzisiejszych czasach trudno się doszukać. Córka babci Katarzyny Kulińskiej z pierwszego małżeństwa miała na imię Emilia, która po śmierci Pani Teresy Semenowicz, równie pięknie śpiewała, fenomenalna pamięć do pieśni, które „przyjechały” razem z nią, pięknie brzmiący głos, żałuję do dziś, że nie zapisałam takiej skarbnicy ogromu pieśni jakie posiadały obie Panie.
To historia ludzi zapisana w pamięci ludzkiej pokazuje naszą kulturę, dziedzictwo. Z okazji wydarzenia koncertu „Pokoleniu jesteśmy winni – dzieląc się matczynym chlebem w dniu 12.VI.2022 r. to miejsce i czas oddania czci i pamięci przybyłym na ziemie zachodnie przy pomniku „Ta piękna Ziemia to przodków spuścizna, to nasza droga najmilsza Ojczyzna” przez najmłodsze i starsze pokolenie, oraz wysłuchanie pieśni patriotycznych tradycyjnych, jak i współczesnych – w wykonaniu również praprawnuków – gdzie ich prapradziadkowie pochodzili z Jazienicy, Budek Nieznanowskich, Kamionki Strumiłowej, Maziarni, Kurowic, przywołując pamięć Państwa Machowskich, Litwinów, Nowaków, Demskich, Kulińskich, Smolińskich, Wasylików, Brzezickich i innych. Ciekawostką będzie wykonanie pięknej, bardzo wzruszającej pieśni patriotycznej „Orlątko”, którą ku pamięci swojej praprababci Teresy Semenowicz zaśpiewa praprawnuczka Oliwia Zeman. Będzie to zapewne dla wszystkich wspaniała lekcja patriotyzmu, przywołanie ducha pamięci walczących żołnierzy, jak i pokoleniowe budowanie mostu kresowego wielu rodzin.
Tekst: Małgorzata Kulińska

Reklama - ciąg dalszy wpisu poniżej
Reklama
Reklama