Droga na wielką scenę

0

Diana John pochodzi z Żelaznej pod Grodkowem. Jest muzycznym samoukiem. Brała udział w programach „Mam Talent” oraz „X-Factor”, gdzie przeszła przez wszystkie castingowe zasieki – mimo początkowych problemów z chorym gardłem – jednak odpadła na etapie domu jurora. 6 czerwca wystąpi podczas 51. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w konkursie „Super Debiuty".

Mam Talent, X Factor, wkrótce opolski amfiteatr – wszystko idzie chyba w dobrym kierunku. Zdaje się, że mamy kolejną osobę, która ma szanse zaistnieć na rynku muzycznym. Jak to wszystko się zaczęło? Opowiedz o samych początkach, bo o tych na razie wiemy niewiele.
Zaczęło się od tego, że mój tato podrzucał mi różne płyty – Pink Floyd, AC/DC, Michael Jackson. Od małego interesowałam się muzyką i ona chyba od zawsze we mnie była. Przez długi czas jednak nie myślałam o tym żeby zająć się nią na poważnie. Dopiero mając kilkanaście lat po raz pierwszy zaczęłam dostrzegać, że śpiewanie wychodzi mi chyba zupełnie nieźle. Nie brałam do tego czasu udziału w żadnych konkursach, a w domu nikt nie zajmował się śpiewem, więc to odkrycie było dla mnie dużym zaskoczeniem. W 2004 roku zobaczyłam na żywo koncert Beyonce i to był zwrotny moment. Coś we mnie pękło i pomyślałam sobie – tak, to jest to, co chciałabym robić w życiu.
Całe dzieciństwo spędziłam w Niemczech, gdzie się urodziłam. Po przeprowadzce do Polski zaczęłam uczęszczać do gimnazjum i z racji tego, że chciałam już dowiedzieć się czegoś więcej o śpiewie, zapisałam się do szkolnego chóru. W pierwszy dzień zostałam od razu główną solistką. To właśnie tam poznałam podstawy śpiewania i tak minęły mi trzy lata. Później angażowałam się w różne lokalne projekty. Niekiedy śpiewałam refreny w utworach mojego kolegi hip-hopowca. Wszystko toczyło się spokojnie i nawet troszkę ta muzyczna pasja wygasła, aż do startu w „X Factor”.

A jak się zaczęła przygoda z „X Factor”? Wiem, że różnie bywa z tą chęcią sprawdzenia się w talent show. Kamil Bednarek mówił mi kiedyś, że na pierwszy casting w „Mam Talent” koledzy zaprowadzili go właściwie na siłę.
U mnie było dokładnie tak samo (śmiech). Znajomi od dawna już namawiali mnie do udziału, w którymś z tego typu programów. Zawsze mówiłam sobie jednak, że to jeszcze nie jest odpowiednia chwila i nie jest to jeszcze mój moment. Pewnego dnia moja przyjaciółka nie wytrzymała i wyciągnęła mnie, mimo mojego oporu, na precasting do „X Factor”. Pamiętam, że jak przyjechałyśmy na miejsce i zobaczyłam te tłumy ludzi, to dosłownie chciałam stamtąd uciekać. Błagałam moją przyjaciółkę żebyśmy wróciły za rok, bo ja nie jestem jeszcze na to gotowa. Ona jednak stanowczo odpowiedziała, że zostajemy.
Przed występem miałam ogromną tremę. Wreszcie wyszłam na scenę i zaśpiewałam. Niezbyt wierzyłam w sukces, ale mimo to czekałam z niecierpliwością na smsa z wynikami. Gdy wreszcie przyszedł nie mogłam uwierzyć, że mi się udało. Tam było przecież dobrych kilka tysięcy ludzi, a dostawało się około czterystu. W następnych etapach odpadali kolejni wokaliści, a ja wciąż przechodziłam dalej – to był dla mnie niesamowity szok.

W „X Factorze” trafiłaś pod skrzydła Kuby Wojewódzkiego. To dość kontrowersyjna postać – jak ci się z nim współpracowało?
Bardzo dobrze. Kuba jest w rzeczywistości miłą i ciepłą osobą. Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie i będę go zawsze dobrze wspominała.

A czego nauczyłaś się podczas udziału w programie?
Wokalnie chyba nie nauczyłam się zbyt wiele. Odebrałam za to ogromną lekcję wytrzymałości i wytrwałości. Poczułam na własnej skórze, że świat muzyki wiąże się z bardzo ciężką pracą. Pamiętam, że gdy przyjechałam do Warszawy na etap „bootcampu”, to przez cztery dni nie spałam. Nocami uczyliśmy się piosenek, nagrania trwały od rana do bardzo późnych godzin. A przecież trzeba było jeszcze jakoś wyglądać przed kamerami, dobrze zaśpiewać. Byłam wtedy naprawdę wykończona.
Idąc do „X Factor” nie wiedziałam czy się do tego wszystkiego nadaję. Czy odnajdę się przed kamerami, czy uda mi się przezwyciężyć tremę – a to jest dla mnie zawsze duży problem, bo po dziś dzień wstydzę się występować nawet przed własną rodziną. Ten program był dla mnie dużym sprawdzianem. Wyszłam z niego bogatsza o wiele doświadczeń.

No właśnie, jak wyglądał powrót do normalnego życia po tych wszystkich atrakcjach i tygodniach spędzonych w miejscu, w którym wszystko kręciło się wokół muzyki?
Po powrocie do domu bardzo szybko zaczęłam się nudzić, no bo przecież tyle się działo w „X Factor”, a tu nagle spokój. To, że odpadłam z programu nie wpłynęło na mnie negatywnie. Doszłam bardzo daleko, a przecież na początku nie sądziłam, że w ogóle przebrnę przez precasting.
Wiedziałam, że chcę dalej robić muzykę. Śpiewałam, pisałam swoje utwory. Mniej więcej po pół roku przyszedł moment zwątpienia. Zaczęłam się zastanawiać, czy to wszystko w ogóle ma sens, na szczęście szybko wyszłam z tego „dołka”.

I wyszłaś na tyle dobrze, że dostałaś się na opolski festiwal…
Tak, na szczęście zdecydowałam się wysłać moją piosenkę „Chcę więcej” na Opolskie Debiuty. Napisałam ten utwór może dwa tygodnie przed upływem terminu zgłaszania się. Oczywiście, jak to ja, zastanawiałam się czy ta piosenka w ogóle pasuje na taki konkurs, ale w końcu zdecydowałam się pojechać do studia kolegi i nagrać utwór. Dzień później zawiozłam nagranie do Opola, a po jakimś czasie dostałam telefon, że zostałam zaproszona na eliminacje. Sądziłam, że zakwalifikowało się przynajmniej trzydzieści osób. Okazało się, że tylko siedem. Pomyślałam sobie wtedy – w takim wypadku, to już jest duży sukces.
W jury zasiadali Elżbieta Zapendowska, Krzysztof Zalewski i Anna Panas. Pierwsze spojrzenie na moich konkurentów i szok… bo tylko ja nie mam zespołu i przyjechałam z podkładem. Oczywiście, znowu wielka trema i znowu powiedziałam do przyjaciółki (tej samej, która mnie zaciągnęła na precastingi do „X Factor”), że nie dam rady, zapomnę tekstu albo zwyczajnie nie zaśpiewam. Wszystko puściło mnie jakieś dwadzieścia minut przed występem. Pomyślałam sobie wtedy „niech się dzieje wola nieba”.
Wyszłam na scenę jako ostatnia. Zaśpiewałam i w sumie byłam nawet zadowolona z tego jak mi poszło. Po kwadransie wyszli jurorzy i odczytali wyniki. Nie wiem dlaczego, ale ubzdurało mi się, że najpierw wyczytają wyróżnione osoby, a dopiero później laureatów. Usłyszałam swoje nazwisko, wyszłam na środek, odebrałam statuetkę, patrzę na dyplom i kompletnie nie wiem co się dzieje. Zupełnie wtedy zgłupiałam i nie wiedziałam czy ja zostałam nagrodzona, czy tylko wyróżniona. Podziękowałam więc nieśmiało i zeszłam ze sceny. Dopiero wtedy ktoś zawołał za mną – dziewczyno, czy ty wiesz, że będziesz śpiewała na festiwalu? Troszkę z siebie wariatkę zrobiłam na tej scenie (śmiech), ale to wszystko przez stres.

Nie boisz się występu w opolskim amfiteatrze? Duża scena, ogromna publiczność. Poza tym Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu zna każdy i artyści, którzy występują podczas tej imprezy są później na ustach wszystkich.
Boję się, ale prawdę powiedziawszy, to im większa jest publiczność, tym mniejszą mam tremę, Może to dlatego, że przy ogromnej publiczności nie ma się takiego bezpośredniego kontaktu wzrokowego, widzi się tłum, a nie pojedyncze osoby. Przeraża mnie też trochę to, że występ będzie emitowany na żywo w telewizji, ale na szczęście mam już za sobą takie doświadczenie dzięki udziałowi w programie „Mam talent”. Najbardziej martwię się jednak o dobór piosenki. Mam nadzieję, że ją będę czuła, że będzie mi ona pasowała i zaśpiewam ją najlepiej jak potrafię.

Odejdźmy może troszkę od zbliżającego się festiwalu. Jak w ogóle oceniasz kondycję polskiej piosenki? Sporo osób niezbyt pozytywnie ocenia współczesne trendy.
Po pierwsze nie uważam się za jakąś wielką artystkę, żeby to oceniać. Mogę jednak wyrazić swoją opinię. Wydaje mi się, że rynek muzyczny generalnie nie jest w dobrej kondycji i mówię tu nie tylko o Polsce, ale też o innych krajach. Kiedyś liczył się talent i serce, a teraz wszystko coraz częściej sprowadza się do stworzenia produktu, który jest łatwy, prosty i wpada w ucho. Przez to wiele piosenek po prostu nie ma duszy. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich muzyków. Na polskiej scenie jest też wielu świetnych artystów, którzy dalej wkładają całe serce w to co robią. Mówię tu o takich osobach jak Kaja, Krzysiek Zalewski, czy Kasia Nosowska, z którą miałam okazję pracować w „X Factor”, będąc w grupie Kuby Wojewódzkiego.

Czego można ci teraz życzyć?
Szczęścia, wytrwałości i wiary w siebie.

Zatem tego ci właśnie życzę i dziękuję serdecznie za rozmowę.
Ja również bardzo dziękuję