Idzie kryzys, naucz się sprawdzać samochody!

0

Nadchodzący kryzys to już pewnik. Nie wiadomo, jak będzie głęboki i ile potrwa, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, żeby nauczyć się z kryzysem żyć, a to oznacza także zmianę przyzwyczajeń zakupowych. Czy to znaczy, że zakup używanego samochodu będzie wyglądał inaczej niż przed kryzysem? I tak, i nie. Na pewno trzeba będzie lepiej sprawdzać samochody.


Sprawdzanie to nic nowego
Trzeba z całą mocą podkreślić: nie będzie trzeba używać żadnych narzędzi, które by wcześniej nie były dostępne. Po prostu w kryzysowej sytuacji należy odwołać się choćby do carvertical.com/pl i lepiej weryfikować kupowane samochody. Już teraz naprawdę zaleca się każdemu, by przed oględzinami samochodu, sprawdzić jego historię. Wiele osób jednak tego nie robi. Co więcej, sporo jest też głosów, że to bez sensu, bo nieuczciwi sprzedawcy mają swoje sposoby na to, żeby i tak klienta wyprowadzić w pole. Z tym trudno się nie zgodzić, ale warto też posłuchać historii osób, które dzięki prostemu rozkodowaniu VIN-u uchroniły się przed pułapką. Ale dlaczego w kryzysie miałoby to być ważniejsze?

Szybka sprzedaż, więcej ryzykownych ofert
Prognozy są takie, że bezrobocie zwiększy się dwukrotnie, a wypłaty na pewno spadną. O ile? Tego jeszcze nie wiadomo, ale ile by to nie było, można założyć, że w portfelach wielu osób zostanie niewiele pieniędzy. Albo za mało, żeby w ogóle myśleć o utrzymaniu samochodu, albo jeszcze mniej: auto stanie się nie tylko zbędne, ale wręcz jego sprzedaż będzie jedynym rozsądnym krokiem pozwalającym na utrzymanie płynności. W pierwszej fazie jednak na rynku pojawi się na pewno sporo używanych ale zaniedbanych samochodów: tych najstarszych i tych, które nie przechodziły nawet podstawowej obsługi. Z perspektywy kupującego spowoduje to zdecydowany wzrost ryzyka zakupu złomu w cenie średniego auta. Warto więc będzie prześwietlić w miarę możliwości historię danego egzemplarza, żeby nie wpakować się na minę.

Kanty będą na pewno częste
Zbiednieją nie tylko ci, którzy zdecydują się sprzedać swoje samochody. Puste kieszenie będą mieli też ci, którzy auto chcieliby kupić. I to rodzi konkretny problem: rozpocznie się znowu poszukiwanie okazji. Poprzednim razem doprowadziło to do idiotycznych poszukiwań 20-letnich diesli z przebiegiem do 200 tysięcy kilometrów. Ledwie udało się kupujących nauczyć, że takie oferty to w większości kanty, a ryzyko wraca i jest jeszcze większe. Z całkowitą pewnością można stwierdzić, że teraz ożywią się oszuści prowadzący niezarejestrowane komisy. Powstaną też pewnie legalne, ale nieuczciwe punkty sprzedaży używanych samochodów. A już udało się ich sporej części pozbyć… Trzeba założyć, że na rynku pojawią się nie tylko zaniedbane auta od przypadkowych sprzedających. Sporo na pewno będzie „okazji” – a to po Niemcu, który nie przeżył epidemii, a to po jakimś, który zbiedniał i musiał sprzedać prawie nowe auto za parę Euro. Jeśli coś jest podejrzanie tanie, to na pewno szwindel, ale jeśli granica jest cienka? Wtedy sprawdzenie historii auta po VIN-ie jest pierwszym krokiem do ochrony własnego interesu.

Podsumowanie
Rynek samochodów używanych się zmieni. Niestety zmieni się na gorsze. Na szczęście już są pewne narzędzia, które pozwolą się na nim bezpiecznie poruszać. Teraz chodzi tylko o to, żeby korzystali z nich ci, którym powinno na tym najbardziej zależeć. Warto o tym przypominać: nie ma czegoś takiego jak pewne auto bez wkładu. Pytanie brzmi jaki ten wkład powinien być i kiedy trzeba go będzie wnieść, ale o tym można dowiedzieć się tylko z niezależnych baz danych.