Czy to już czas na zmiany? – Felieton posła Pawła Grabowskiego z cyklu „Widziane z Wiejskiej”

0

Architekt, który zaprojektował budynek Sejmu musiał być człowiekiem z wielkim poczuciem humoru. Dziś trudno nam ocenić, czy cyrkowy namiot faktycznie był inspiracją dla projektu budynku, w którym obraduje Sejm, jednak ostatnie „dokonania” polityków tam pracujących bardziej przypominają cyrkowe akrobacje, aniżeli poważną pracę.


Prezes Prawa i Sprawiedliwości zauważył ostatnio, że coraz mniej Polaków widzi różnicę między PiS-em a PO. Wobec tego, zadajmy sobie pytanie – czym się różni PiS od PO? Oczywiście na czele obu partii stoją różne osoby. Różne są też znaczki obu partii i różne są też ich barwy. Różny też jest przekaz obu partii – czyli to, co się ludziom mówi. Dla obu partii kluczem do sukcesu jest mówić to, co ludzie chcą usłyszeć – a najlepiej im to obiecać. Stare powiedzenie mówi, że „papier przyjmie wszystko”. Faktycznie, powiedzieć – czy nawet obiecać – można wszystko. Nie będę tu jednak rozliczał z wyborczych obietnic, lecz ze sposobu działania obu, pozornie różnych partii.

Zacznijmy od pieniędzy. Zarówno PO jak i PiS dochodziły do władzy na hasłach niskich podatków, lub nawet ich obniżenia. Czasy rządów PO wielu już nie pamięta, ale trudno zapomnieć o tym, że to właśnie za czasów rządów PO podwyższono VAT do 23%. Tymczasowo… i to „tymczasowo” trwa do dziś, bowiem PiS konsekwentnie – wzorując się na PO – podwyższa co roku VAT do 23%, tymczasowo. Widzicie Państwo różnicę? Bo ja niezbyt.

Pójdźmy dalej – pomówmy o sposobie sprawowania władzy. Za czasów rządów PO publikowano tzw. listy wstydu, czyli listy nazwisk ludzi, którzy dzięki przynależności partyjnej objęli intratne stanowiska i zarabiali takie sumy, o jakich zwykli „zjadacze chleba” mogli jedynie pomarzyć. Za czasów rządów PiS tych ludzi nazwano „Misiewiczami”, zmienił się też skład osób, tworzących tzw. listy wstydu, ale sposób działania obu partii pozostał taki sam.

Sięgnijmy do fundamentów – porozmawiajmy o demokracji. Istotą demokracji jest sprawowanie władzy przez obywateli, którzy – przynajmniej teoretycznie – mogą sprawować władzę bezpośrednio, w drodze referendum. Zarówno PiS jak i PO dochodziły do władzy na hasłach „słuchać ludzi”, natomiast po dojściu do władzy, zarówno PiS jak i PO mieliło setki tysięcy podpisów obywateli, którzy żądali rozpisania referendum w ważnych dla nich sprawach. Czy dostrzegacie zatem Państwo różnicę między PiS a PO? Bo ja nie.
Przykłady podobieństw można mnożyć, wspominając o aferach, o wypłacanych sobie nagrodach itd., ale nie chcę Państwa denerwować. Chcę jedynie, abyście sami odpowiedzieli sobie na pytanie – czy rację ma prezes Kaczyński, zauważając, że coraz mniej Polaków dostrzega różnicę między PiS-em a PO?

Na poprawę humoru – sejmowe roszady
Domyślam się, że miny niektórych czytelników mogą być w tym momencie nieco zasępione, dlatego – w ramach rozluźnienia – kilka słów z tzw. kroniki sejmowej. Nie wiem czy zauważyliście Państwo, ale w tak zwanym „między czasie” z Sejmu zniknął „Klub Poselski .Nowoczesna”. Tu od razu wyjaśniam, że klub poselski tworzy minimum 15 posłów, natomiast poniżej tej liczby możemy mieć do czynienia jedynie z kołem poselskim, któremu nie przysługuje np. sejmowy samochód z kierowcą, funkcja Wicemarszałka Sejmu lub dodatkowy pokój, w którym posłowie mogą odpocząć po trudach sejmowej pracy…

Zniknięcie klubu poselskiego Nowoczesnej można określić mianem zdrady w dwóch aktach. W akcie pierwszym, grupa kilku posłów postanowiła ewakuować się z tonącego okrętu i dołączyć do Platformy Obywatelskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Nowoczesna dostała się do Sejmu głównie dzięki krytykowaniu Platformy Obywatelskiej, a dziś – proszę bardzo – jest koalicja. Ciekaw jestem jak dziś czują się ci, którzy głosując na Nowoczesną chcieli zmian…

W akcie drugim, poseł Jacek Protasiewicz – nomen omen brzeżanin – postanowił ratować posłów Nowoczesnej przed utratą sejmowego auta z kierowcą i dołączył do nich, dając im tym samym wymarzoną liczbę 15 osób, które mogą znów tworzyć klub poselski. Co ciekawe, Jacek Protasiewicz uzyskał mandat poselski startując z listy PO. Następnie odszedł z klubu poselskiego PO i dołączył do klubu poselskiego PSL, w między czasie zaliczając epizod w tzw. Unii Europejskich Demokratów. A teraz został „wypożyczony” z klubu poselskiego PSL do klubu poselskiego Nowoczesnej. Czy ktoś to jeszcze rozumie? Nie będę złośliwy i daruję sobie pytanie o ideały, o program, o odpowiedzialność przed wyborcami. Liczy się sejmowe auto, jakieś funkcje, stanowiska. I tyle. Taką mamy „demokrację”.

Przed nami ważny rok
Moi drodzy, jak widzicie – sytuacja jest i śmieszna i straszna. Politycy robią co mogą, aby do cna skompromitować system, w którym wszyscy funkcjonujemy, dlatego w ostatnim w tym roku felietonie, życzę Wam, abyście w przyszłym roku zachowali czujność i nie dali się uwieść złotoustym podczas kampanii wyborczych. Teraz jednak świętujmy – przed nami czas świąt Bożego Narodzenia, który – mam nadzieję, i czego Wam życzę – upłynie Wam w rodzinnej, radosnej atmosferze. Wesołych Świąt!


Paweł Grabowski – radca prawny, poseł Kukiz’15. W wyborach parlamentarnych uzyskał mandat od ponad 4,5 tysiąca mieszkańców Opolszczyzny, mimo iż były to pierwsze wybory, w których kandydował i nigdy nie należał do partii politycznej. W Sejmie jest członkiem Komisji Finansów Publicznych, Komisji Gospodarki i Rozwoju oraz wiceprzewodniczącym Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Prowadzi również prace Podkomisji ds. mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. W naszym regionie najłatwiej umówić się z nim telefonicznie, pod numerem tel. 690 226 236.