A mówili, że na Zielonce nie ruszy

0

Strefę ekonomiczną przy Małujowickiej odwiedzają liczni „inwestorzy” – felieton Marka Popowskiego


Stara się – jak może

Poprzednik Jerzego Wrębiaka w 2014 roku zakupił od Skarbu Państwa tereny przy ul. Małujowickiej. Za 55 hektarów gruntu (ok. 2/3 powierzchni byłej Jednostki Wojskowej) miasto dało 2 mln złotych z kawałkiem, czyli 1/10 ich rynkowej ceny. Ten potężny kawał ziemi, wraz z budynkami, służyć miał przedsiębiorcom, chcącym prowadzić swój biznes w Brzegu. Na Zielonce powstać miały dziesiątki firm oraz setki nowych miejsc pracy. Stary burmistrz odszedł już 5 lat temu, a na Zielonce, jak na razie, szału nie ma. Transakcja kupna była (i nadal jest!) korzystna, ponieważ ceny nieruchomości w Polsce stale idą w górę. Gdyby cały ten grunt poćwiartować np. na działki budowlane, to sprzedając je dzisiaj nawet za połowę ceny, budżet miasta zarobiłby na tym – na czysto – jakieś 5-6 milionów zł. Jednak obecny burmistrz nie wyzbywa się majątku i – wzorem swojego poprzednika – próbuje kontynuować szacowne dzieło. Na początek, bezmyślnie, kazał wyharatać z ziemi kilka tysięcy drzew i ogołocił „swój” teren z zieleni. Wygonił lisy, sarny, borsuki, zające oraz wypłoszył wiele gatunków ptaków. Po co, skoro kolejny z rzędu rok tylko wiatr tam hula?! Przerażające jest to, że z Zielonki znikły nie tylko topole i owocowe sady. Szlak trafił także zdrowe dęby, graby i jesiony oraz kilkanaście dorodnych lip, stojących rzędem w jednej z cudownych alejek. Teraz, każdy z nas, na własne oczy sam może zobaczyć, jak „prężnie” się rozwija brzeska ekonomiczna strefa. Wcale nie dużo lepiej dzieje się z sąsiednim terenem, należącym do Agencji Mienia Wojskowego, ale o tym już było i jeszcze będzie.

A to ci inwestycja!

Te zdjęcia – które zobaczyć można poniżej tekstu – nie kłamią. Można zapoznać się z „efektami” działalności pierwszych inwestorów. Nie łatwo jest ich dostrzec w gęstych szuwarach. Śmieci i gruz, to pestka, ale bardzo groźne są niebieskie worki z watą szklaną. Za obecnego burmistrza zaliczyliśmy już w Brzegu „aferę beczkową”, później jakiś bandyta (nocą) podrzucił mu na Zielonkę 16 ton poprodukcyjnych odpadów, a teraz mamy świeżą inwestycję, pod nazwą: dzikie wysypisko. Problem w tym, że brama wjazdowa od strony obwodnicy Brzegu (od Zielęcic) stale otwarta jest na oścież i szerokim gestem zaprasza każdego nieproszonego łotra, czy złodzieja. Jak to możliwe, że ponad pół setki hektarów społecznego majątku nie jest nadzorowane?! Na fragmentach ogrodzenia brak jest informacji, np. do kogo należy teren, i brak jest choćby znaku zakazu wjazdu. Raz w tygodniu – społecznie – sam patroluję ten obszar (po sąsiedzku). Ale najbardziej boli mnie to, że na Zielonce nie ma choćby jednej tablicy z reklamą o planowanej Strefie Ekonomicznej, i że mile widziani są tu… prawdziwi inwestorzy. No cóż! Tak bywa, gdy za wielkie sprawy biorą się ludzie bez należytej wyobraźni, bez jakiegokolwiek doświadczenia w prawdziwym biznesie. To uparciuchy nie słuchające rad, nawet dobrych rad swoich podwładnych. Brzeg nie ma szczęścia do porządku i czystości. Kilka dni temu płonęło dzikie wysypisko śmieci w pobliżu dawnej cegielni, pomiędzy ulicami Włościańską i Kusocińskiego. Redakcja Panoramy – już wkrótce – spróbuje pokazać naszym czytelnikom, co ze swoimi śmieciami i odpadami zrobiła (znana!) firma budowlana, która remontowała ulicę Małujowicką w Brzegu.
Marek Popowski