73. rocznica upamiętnienia żołnierzy z oddziału „Bartka” w Starym Grodkowie

0

W sobotę (14.09) na Polanie Śmierci w Starym Grodkowie odbyła się uroczystość upamiętniająca ofiary mordu na Żołnierzach Niezłomnych z oddziału „Bartka” kpt. Henryka Flamego. Podobnie jak w poprzednich latach, uroczystość zgromadziła wielu pragnących upamiętnić śmierć pomordowanych tam bojowników o wolność.


Dokładnie 73 lata temu około 100 żołnierzy z Podbeskidzia wyjechało na zachodnie tereny. W Starym Grodkowie zatrzymała się jedna z grup, która noc spędziła w baraku. Podczas snu barak został wysadzony w powietrze i ostrzelany tak, aby nikt nie przeżył. W Starym Grodkowie udało się zidentyfikować szczątki około 30 osób. Wydarzenia minionych lat wciąż budzą wiele emocji wśród rodzin pomordowanych. Docelowym miejscem transportu żołnierzy była Czechosłowacja, skąd mieli udać się na zachód Europy.

Nie zacząłem tego śledztwa, przejąłem je kiedy było już praktycznie umorzone z powodu niemożliwości wytypowania miejsca zbrodni. Jan Zieliński mówił wówczas, że nie rozpoznał tego miejsca, znalazł się w krajobrazie dla niego nieznanym. Nic innego nie można było zrobić poza umorzeniem postępowania – opowiedział o początkach odnalezienia żołnierzy „Bartka” Wiesław Nawrocki, prokurator w stanie spoczynku Prokuratury Wojewódzkiej w Opolu.

Musiało minąć 70 lat, aby odnaleźć część żołnierzy z oddziału „Bartka” i ponad 15 na poszukiwania, które rozpoczęły się w latach 90. XX w. W 2016 roku udało się odnaleźć część z żołnierzy i dojść prawdy.

Wiele razy popełniono błąd przy typowaniu właściwego miejsca. Znając teren lotniska w Starym Grodkowie, uznałem, że to może być tutaj. Oględziny obiektu i przypadkowa rozmowa z mieszkańcem ze Starego Grodkowa, który był jego strażnikiem po wojnie, przekonało mnie, że moje typowanie jest prawidłowe. Ponownie przesłuchałem Zielińskiego. Był on nieufny, schorowany i zamknięty. Byłem już trzecim prokuratorem, który z nim na ten temat rozmawiał. Udało się i trafiliśmy w to miejsce, choć uważam, że jest jeszcze tutaj jedno, które nie zostało dokładnie przebadane – dodał Nawrocki.

Akcja poszukiwawcza trwała ponad dwadzieścia lat. Wszystko zaczynało się małymi krokami od przeszukiwania akt w archiwum, informacji od rodzin i od jednego z ubeków – Jana Frederyka Zielińskiego, który przyznał się w których miejscach i jak mordowano. W jednym ze wspomnień powiedział, że pamięta jak na jednym z dużych lotnisk na Opolszczyźnie wymordowano kolejny transport – opowiedział Marcin Kruszyński ze Stowarzyszenia Kryptonim T-IV. – Jako pasjonaci historii, wiedzieliśmy o które lotnisko może chodzić. Jedynym typem było to w Starym Grodkowie, które przed II WŚ zbudowało Luftwaffe. Nie tylko my, ale też wielu innych odkrywców było zainteresowanych tym tematem, w tym czasopismo „Odkrywca”. Pierwszym dowodem, że tutaj mogą znajdować się żołnierze „Bartka”, było odnalezienie klamry z Battle Dress’u (angielskie mundury). Wiadomo było, że oni takie nosili. Potem był pierwszy orzełek, ryngrafy i na końcu szczątki. Mając ryngraf z grawerunkiem NZS, wiedzieliśmy, że mamy tutaj tych chłopaków, których tak długo szukaliśmy – dodał Marcin Kruszyński z Stowarzyszenia Kryptonim T-IV.

Dla przypomnienia, w czerwcu tego roku odsłonięty został pomnik Żołnierzy Niezłomnych z oddziału „Bartka” kpt. Henryka Flamego. Pomnik – monument to wysoki na kilka metrów krzyż, wraz z metalowym szkieletem baraku i głazami.