KACZYŃSKI DAJE – WRĘBIAK ZABIERA – felieton Marka Popowskiego

0
Wolna amerykanka
Zasugerowano mi, aby w tytule dzisiejszego felietonu – zamiast słów: Kaczyński „daje” – użyć zwrotu: r-o-z-d-a-j-e. Nie dam się jednak namówić na sprofanowanie programu 500+, gdyż, jako były pedagog, zbyt często spotykałem się z biedą wśród polskich dzieci. Pragnę też rozwiać niepokój czytelników, że mogą mi grozić jakieś nieokreślone sankcje ze strony magistratu. Owszem, odkąd Pan Jerzy Wrębiak został burmistrzem, częściej miewam kłopoty. Mam jednak nadzieję, że w tym roku wyczerpał On już wszystkie możliwości w tym względzie. Przykładowo: 1. właśnie miasto podniosło mi opłaty za śmieci; 2. także za wodę; 3. nieźle dowalono mi w podatku od nieruchomości; 4. kilku moim znajomym – chyba za czytanie Panoramy – wywindowano czynsze w górę. Czy po takim zestawie podwyżek można komukolwiek wyrządzić jeszcze większą krzywdę?! Za panowania cara Mikołaja i cesarza Franciszka z podatkami w Polsce było niezmiernie ciężko, ale byli to obcy zaborcy. A tu mamy rodzimego dobroczyńcę, zdolnego wizjonera i ekonomistę (po awułefie!). 
 
Cyferki nie kłamią
Ostatnio zaczynam czuć się tak, jakbym tylko za samo oddychanie został obłożony jakimś haraczem. Żyję w Brzegu i słono za to płacę! Przed okresem dynastii Wrębiaka za wywóz śmieci buliłem 108 zł rocznie, a teraz… 234 zł. Jest to drakońska podwyżka i prawie jedna para nowych butów. Podatek od nieruchomości (za mizerny domek i małą działeczkę) wcześniej wynosił 665 zł. Dzisiaj żąda się ode mnie aż 1087 zł rocznie. To jest ponad 60% więcej, tylko przez okres rządów Nieomylnego Ojca Brzeskiego Narodu i Wielkiego Miłośnika Usuwania Drzew, nawet tych najzdrowszych. Łatwo jest za cudze pieniądze – wyciśnięte z kieszeni mieszkańców – budować to i owo. Ale Brzeg konsekwentnie się zadłuża. Jak tak dalej pójdzie, to już niedługo przy Korfantego powstanie np. delfinarium, a przy Robotniczej kolej linowa. Czekam na podpowiedzi czytelników, co nasz Maharadża mógłby jeszcze wybudować na kredyt, który przecież nie on będzie spłacać.  
 
Totalnie bezradny  
Kiedyś jeden z radnych narzekał, że poprzedni burmistrz wydał na zakup Zielonki astronomiczną kwotę 2,3mln zł. Chodzi o tę działkę, którą obecny burmistrz właśnie opylił za 8,5 bańki. Chłopina płakał, że miasto pozbyło się wpływów z tytułu podatku od nieruchomości i wzięło sobie na głowę strupa z tuzinem bunkrów. Ten ekonomiczny ciemniak nie ma zielonego pojęcia o biznesie. Teren i budynki – na których prowadzona jest działalność gospodarcza – w każdym przypadku przynosi dużo więcej kasy, niż samo kiszenie gruntów. Dzisiaj nawet dziecko wie, że gdy na terenie miasta działają firmy, to lokalny budżet ma dodatkowe korzyści z podatków PIT i CIT, że o powstawaniu nowych miejsc pracy nie wspomnę. Natomiast owe bunkry, to 12 niewielkich ziemianek. Każda wielkości kiosku ruchu, które w ciągu kwadransa można rozebrać na pojedyncze cegły za pomocą kilofa lub większego młotka. Radni, a nie wiedzą czym ich miasto dysponuje. Skandal!
 
Brzeg bez rodowych sreber    
Pochwalę się dzisiaj, że pomysł zakupu Zielonki przez miasto (54 ha od wojska) zrodził się niegdyś w mojej głowie. Plan początkowo się powiódł. Zakładałem wówczas, że wkrótce za moim oknem powstanie eldorado, a dziesiątki przedsiębiorców z powodzeniem będą zakładać tu swoje interesy. Niestety, ale zmieniła się władza i nastały czteroletnie, kuriozalne i nieudaczne próby przyciągnięcia na Zielonkę choćby pół inwestora. Przed wyborami (w 2014 roku) kandydat na burmistrza – wtedy jeszcze zwyczajny Pan Wrębiak – obiecywał ściągnięcie na Zielonkę inwestorów i, tu cytuję: „utworzenie mieszkańcom perspektyw znalezienia pracy”. No cóż, w minionej kadencji nową i dobrą pracę znalazł syn Pana burmistrza, ale z pewnością – nikt na Zielonce! W tamtym, przedwyborczym okresie, nasz brzeski Trump kpił sobie z poprzednika, że samo kupno tej wielkiej nieruchomości – to pestka lub jak kto woli Pikuś (czytaj: trzeba jeszcze umieć ten wielki potencjał zagospodarować, i ja, Wrębiak, pokażę wam jak to się robi). Niestety, ale balon pękł. Król jest nagi. Zielonka poszła pod nóż, zaś na jej kupnie dobry interes zrobiła tylko WSSE z Wałbrzycha. A w Skarbimierzu – u tego wójta Pulita – interes się kręci. Ależ wstyd! I gdzie tu jest wiocha?!
 
Gospodarowanie inaczej
Oprócz 54 ha ziemi, które od miasta nabyła WSSE, tuż za moim oknem leży odłogiem jeszcze  18 ha należących do Agencji Mienia Wojskowego. Od 2005 roku stoją tam dziesiątki pustych budynków, których łączna powierzchnia wynosi ok. 5000 m2. Gdyby prowadzono tam działalność gospodarczą, to mnożąc przez wyśrubowaną stawkę Wrębiaka (23,90 zł/m2 powierzchni), daje nam to rocznie ok. 100 tys. złotych + PIT i CIT + wpływy z podatku za grunty. Tak na oko, w jednym roku, nasze miasto mogłoby wyciągnąć z tego interesu pół miliona złociszy. Wieloletnie zaniechania oraz niedbalstwo decydentów bezpowrotnie pozbawiło lokalną społeczność dziesiątków milionów złotych. Niestety, ale nie ma komu rozliczyć tę ewidentną niegospodarność i stratę. Nie zarobiła też sama Agencja, ponieważ budynki (będące niegdyś w doskonałym stanie) można było sprzedać za ponad 20 mln zł. Dzisiaj są to zrujnowane i zdewastowane biura, pomieszczenia socjalne, magazyny, warsztaty i garaże, o powierzchni: 76, 140, 234, 370, 445, 747, 866, 1007, 1201, 1844 m2 oraz wiele innych pomieszczeń. Ale pojawiło się w tunelu światełko. AMW we Wrocławiu – tu na Zielonce w Brzegu – prowadzi eksperymentalne uprawy, tj. wielką plantację jemioły. Jak przyjdą kolejne święta – na sprzedaży stroików – będą zbijać kokosy.  
 
Marek Popowski