Muzyka w Polsce znowu na cenzurowanym. Czy to koniec legendarnej Trójki?

0
cenzura w radiu twój ból

Władze komunistycznej Polski doskonale zdawały sobie sprawę, że młodym oraz wszystkim zbuntowanym trzeba zwyczajnie dać się wykrzyczeć i „spuścić parę”, a więc pozwalali na rozmaite festiwale i zaangażowane piosenki. Ogrywali temat raczej po cichu i zdecydowanie delikatniej niż kilka dni temu, zrobili to urzędnicy PiS, demolując radiową Trójkę.

Afera z piosenką Kazika została rozpętana przez idiotyczną i ordynarną decyzję nadgorliwego i pewnie wystraszonego urzędnika, bojącego się, że brak reakcji w tym wypadku będzie złem. Nie przewidział, że ruszy się po tym cała Polska.

Nieudolność urzędników PiS doprowadziła do Efektu Streisand

Prześmiewcy twierdzą, że Jarosław Kaczyński usłyszał piosenkę Kazika, i tak się wściekł, że rzucił kapciem w radioodbiornik. Myślę, że to całkowicie mylne stwierdzenie, ponieważ Prezes z pewnością nie wiedział o jej istnieniu, a tym bardziej nie odsłuchiwał listy. Zadziałała tutaj nadgorliwość urzędnika. Szefom Trójki udało się wywołać „efekt Streisand”, czyli internetowe zjawisko, w którym w wyniku prób cenzurowania lub usuwania jakichś informacji, rozpowszechniają się one wśród bardzo szerokiej grupy odbiorców. Temu chyba nikt nie zaprzeczy. Później dorzucili się do tego wysoko postawieni urzędnicy z rządu.

Cenzura SB i komunistycznych władz była powszechna, ale robiona dużo bardziej subtelnie

Za komuny najmniejsza aluzja czyniła piosenkę buntowniczą. Tak było w wypadku wielu przebojów takich grup, jak Republika, Maanam, Perfect czy Lady Pank.

Muzyka w Polsce znowu na cenzurowanym

Kiedy Republika Grzegorza Ciechowskiego śpiewała o tym, że kombinat pracuje, a podmiot liryczny to miażdżona przez kombinat komórka, gdy Maanam snuł opowieść o nocnym patrolu czy granicach, a Lady Pank o fabryce małp, to wszyscy wiedzieli, że to opis baraku więziennego, w którym żyjemy. Piosenki te grano w radiu na okrągło.

Najgłośniejszy przypadek cenzury dotknął zespół Maanam, który podpadł, odmawiając grania w Sali Kongresowej dla młodzieżówek socjalistycznych ZSRR i PRL. Muzycy dostali szlaban, zabroniono odtwarzania ich nagrań w radiu. Marek Niedźwiecki się nie bał i grał, piosenki Maanamu trafiały na listę. W końcu zakaz dotarł też i tam, na co prowadzący znalazł sposób, bo na tym polegała wtedy gra z cenzurą – na znajdowaniu inteligentnych sposobów.

Gdy w kolejnym zestawieniu padała nazwa Maanam i tytuł piosenki, wchodziły same werble z nagrania „To tylko tango”, z tym ich nieco złowróżbnym pogłosem. I cała Polska siedząca przed radioodbiornikami wiedziała, o co chodzi.

Wchodziły same werble z nagrania „To tylko tango”

Te same werble rozpoczęły pierwsze wydanie piątkowej Listy, tuż po niedawnym odejściu Niedźwiedzkiego. Nie znaleziono na jego miejsce zastępcy, a więc nie było prowadzącego.

Na antenę nie miały tez szans Dezerter czy Brygady Kryzys. Mówiło się, że ich estetyka jest niestosowna. Jednak, żeby było śmieszniej, utwór „Spytaj milicjanta” grupy Dezerter wydał na singlu państwowy Tonpress.

Inaczej było w przypadku „Piosenki góralskiej” Big Cyca, która trafiła w okres przewrotu przełomu lat 80/90-tych, kiedy cenzura miała ważniejsze sprawy na głowie. Dlatego ich rockowa naśmiewanka z zomo była emitowana w radiu bez problemu i doszła w Trójce do drugiego miejsca na liście.

Późniejsze lata to „ZChN zbliża się” grupy Piersi, „45/89” Kultu czy „Nie wierzcie elektrykom” Big Cyca. A w 1992 r. na festiwalu w Sopocie doszło do czegoś absolutnie niebywałego. Kazik Staszewski zaśpiewał piosenkę „100 000 000”, ze słynnym refrenem: „Wałęsa, oddaj moje sto milionów!”. Lech Wałęsa siedział wówczas na widowni. Później telewizja wycinała ten występ, ale na żywo poszedł w eter i pojawiał się w stacjach radiowych.

Im bliżej czasów współczesnych tym więcej przypadków cenzurowania muzyków. Władzom podpadali różni muzycy i ich dokonania. Teledysku „Dawna dziewczyno”, w którym Maleńczuk jest przebrany za biskupa, nie wyemitowała żadna duża stacja telewizyjna. Wydana w 2004 r. „Płyta piracka” Piersi, zawierająca ostre piosenki wymierzone w SLD i Samoobronę, nie trafiła do ani jednej stacji radiowej.

Także piosenka „Moherowe berety” Big Cyca, uderzająca w elektorat PiS, odbijała się od wszystkich stacji radiowych.

Nie wspominam już nawet o takich hardkorowych popisach, jak wtargnięcie grupy Butelka z Torunia na teren Radia Maryja, w czasie którego nagrywano teledysk do jednej z ich piosenek.

Peleton kończy oczywiście Kazik Staszewski i jego piosenka „Twój ból jest lepszy niż mój”