Maskarada trwa w najlepsze. Minister od maskowania i burmistrz od reklamowania [felieton]

0
fot. Urząd Miasta w Brzegu

Nie! Nie wiem, czy maseczka chroni ludzi przed wirusem. Nie wiem też, czy jej noszenie szkodzi zdrowiu. Nie znam się i rozstrzygnięcia w tych kwestiach pozostawiam internetowym dzbanom. Tfu! Przepraszam – ekspertom z zakresu wirusologii, których obecnie w Polsce jest blisko 38 milionów. Wiem za to coś innego – cały ten bal przebierańców nie trzyma się kupy, a logika i wiarygodność wodzirejów maskarady odleciały Antonowem w rejsie powrotnym.


Minister od maskowania
Jak w czasie epidemii pozostać człowiekiem racjonalnym? Nie da się. No bo jak, skoro jednego dnia minister zdrowia zapewnia, że maseczki nie zabezpieczają przed wirusem i nie wie po co ludzie je noszą, a ledwo miesiąc później objawia, że zasłanianie ust i nosa pozwala chronić przed wirusem i nakazuje noszenie maseczek? OK, może przy pierwszym podejściu się pomylił. Niech będzie, że się nawrócił albo przyswoił w międzyczasie tajemną wiedzę. Nie wiem, zostawmy wątek słuszności bo to dopiero początek.

16 kwietnia, kiedy w Polsce było 8 tys. potwierdzonych zachorowań i w ciągu doby przybyło 147 nowych przypadków, pan minister na konferencji prasowej powiedział, że musimy nauczyć się żyć z epidemią i maseczki będziemy obowiązkowo nosić przez rok, albo nawet dwa, do czasu wynalezienia szczepionki lub lekarstwa. Zmartwiłem się trochę, i pomyślałem – panie złoty, przez rok, albo dwa, mam wyglądać jak Tata Muminka? No miesiąc mogę się przemęczyć, ale serio? Dwa lata???

Ostatecznie zacząłem przygotowywać się na długoterminową utratę twarzy, bo minister od maskowania chyba wie co mówi, aż tu nagle bum! 25 maja, kiedy w Polsce było 21 tys. potwierdzonych zachorowań i w ciągu doby przybyło 148 nowych przypadków, ten sam pan minister zapowiedział w mediach zniesienie obowiązku noszenia maseczek! Początkowo spojrzałem w kalendarz, który mamy rok i czy minęły dwa lata, ale nie, wciąż był maj 2020. Zacząłem szukać informacji w internecie, czy może znaleziono już ten lek na koronawirusa, ale też nic z tego. Po prostu zbawiciel. Pan Łukasz zmienił zdanie w temacie maseczek! Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci – sprzedane!

Burmistrz od reklamowania
Tak na serio, to cały czas się zastanawiam, co jest prawdziwym powodem tych zmian, bo przecież nikt bez konkretnej przyczyny nie będzie robił z siebie wodolejcy. Albo maseczki chronią, albo nie chronią? Albo mamy epidemię i musimy je nosić, albo nie mamy epidemii i nie trzeba nosić? Wpadłem na pomysł, że być może przed obowiązkiem dalszego maskowania uchroniły nas dwie osoby: instruktor narciarstwa i burmistrz miasta. Ten pierwszy wrócił po prostu do fachu i nie będzie już zajmował się importem z Chin, a drugiemu pan minister zrobił na złość za propagandę z maseczkomatem przy stadionie.

Pan Jerzy ustawił się do zdjęcia z prywatną maszyną do zarabiania pieniędzy i zaczął zachęcać ludzi do korzystania z „korona-przyborów” w cenie dwukrotnie wyższej od rynkowej. Telezakupy to pikuś w porównaniu z taką reklamą. Niektórzy uwierzyli, że pasterz Brzegu dba o swoje owieczki i załatwił im ochronne maseczki. A jak już ktoś zasłoni policzki, to może dostać nitrylowe rękawiczki. Jeśli ktoś boi się wirusa i nie jest twardzielem, niech wcześniej wysmaruje się żelem. Tym antybakteryjnym.

Pan burmistrz także potrafi zmieniać zdanie na temat noszenia maseczek. Graficznie, w formie wizualizacji pokazuje czy maseczkę nosić czy nie. Nie żartuję. Wystarczy zobaczyć najnowszą sesję pana Jurka w plenerze, której udzielił nad Odrą i opublikował na urzędowym Facebooku. Ten sam burmistrz, ten sam czas i to samo miejsce – raz pozuje w maseczce, bo jest zagrożenie, a za chwilę bez maseczki, bo ryzyka nie ma. Trzeba być naprawdę odważnym człowiekiem, aby bawić się z wirusem w ciuciubabkę. Szacun!

Pstryk

fot. Urząd Miasta w Brzegu