Chemikalia wyciekają ze zbiorników, pojemniki znikają w tajemniczy sposób, a wójt prowadzi „zimną wojnę” ze starostą

0
fot. zdjęcie wykonane w marcu 2021 r., podczas oględzin nielegalnego składowiska w Skarbimierzu-Osiedle

Za niespełna miesiąc minie rok od czasu ujawnienia w Skarbimierzu-Osiedle największego w regionie nielegalnego składowiska odpadów. Od tamtej pory niewiele zostało wyjaśnione, a dodatkowo pojawiają się nowe okoliczności, które mogą wskazywać na nieudolność władz samorządowych oraz instytucji zajmujących się tą sprawą. Nasza redakcja dotarła do kolejnych dokumentów, po przeczytaniu których należy postawić pytanie otwarte – kto odpowie za dotychczasowe zaniedbania i znikające w tajemniczy sposób chemikalia?


W czasie, kiedy w naszym kraju przeznacza się miliardy euro na ochronę środowiska, jego degradacja trwa niemal pod oknami urzędników, na nielegalnym składowisku w Skarbimierzu-Osiedle. Zbiorniki z chemikaliami są uszkadzane mechanicznie, oleje i rozpuszczalniki wyciekają do gleby, ale właściciel nieruchomości nie pamięta nawet, czy wymienił kłódki od bramy wjazdowej. Teren nie jest monitorowany, bo kamery to atrapy – pozostałości po byłym dzierżawcy. To nie koniec tego kuriozum, ponieważ z nielegalnego składowiska w nielegalny sposób znikają zbiorniki z odpadami, a przynajmniej tak można wnioskować po przeprowadzonych niedawno oględzinach.

Kto odpowie za znikające w tajemniczy sposób chemikalia?
Przypomnijmy, 15 maja 2020 roku na prywatną działkę w Skarbimierzu-Osiedle, należącą do Artura Z., weszli m.in. strażacy, policjanci i pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Opolu (WIOŚ). To właśnie tego dnia służby ujawniły największe w regionie nielegalne składowisko odpadów. W protokole straży pożarnej szczegółowo opisano ilość pojemników znajdujących się na tym terenie, miedzy innymi doliczono się 2470 sztuk zbiorników DPPL o poj. 1000 litrów każdy.

Prokuratura pobrała próbki substancji potrzebne do prowadzonego śledztwa, teren przez kilka tygodni był pilnowany przez policję, a później prywatną agencję ochrony. W pewnym momencie obiekt przestał być monitorowany, a swobodny dostęp do niego ponownie uzyskał właściciel nieruchomości. Mieszkańcy zaczęli zwracać uwagę, że z nielegalnego składowiska wyjeżdżają jakieś samochody, co wzbudzało ich podejrzenia. U części radnych gminy zapaliła się „czerwona lampka”, że ktoś pozbywa się odpadów w nielegalny sposób, aby legalna utylizacja kosztowała mniej.

9 marca br. przedstawiciele Gminy Skarbimierz przy udziale inspektorów WIOŚ i właściciela działki dokonali oględzin nielegalnego składowiska, podczas których stwierdzono ok. 1434 pojemniki potocznie nazywane mauzerami, czyli DPPL o poj. 1000 litrów każdy. Rachunek jest prosty. 15 maja 2020 r. strażacy doliczyli się 2470 mauzerów, a 9 marca 2021 r. władze Gminy Skarbimierz i WIOŚ zastali na placu już tylko 1434 pojemniki tego typu. Gdzie podziały się setki ton chemikaliów? Nikt nie wie, właściciel działki Artur Z. podczas oględzin stwierdził, że nie posiada informacji, aby były wywożone i nie pamięta też, czy po wypowiedzeniu umowy dzierżawcy wymienił kłódki do bramy wjazdowej.

Martwi również fakt, że podczas ostatnich oględzin stwierdzono wycieki chemikaliów z niektórych zbiorników. Wójt Andrzej Pulit w odpowiedzi na interpelację radnego Dariusza Nawrockiego stwierdził bez ogródek, że „rozszczelnienia wystąpiły najprawdopodobniej w skutek mechanicznych uszkodzeń spowodowanych przez posiadaczy odpadów”. Najprawdopodobniej, bo nikt nikogo za rękę nie złapał – kamery na tym obiekcie, to atrapy po byłym dzierżawcy.

Trudno pojąć fakt, że postępowanie prokuratorskie jeszcze trwa, a tysiące ton odpadów pozostaje bez bieżącego nadzoru ze strony Gminy Skarbimierz oraz instytucji zajmujących się tą sprawą. Po 11 miesiącach od ujawnienia nielegalnego składowiska nie ma winnych i wciąż nie wiadomo, kto usunie to zagrożenie. Wójt Pulit nie śpieszy się do wykonania tzw. utylizacji zastępczej, WIOŚ rozkłada ręce, a organy ścigania raczej nawet nie wiedzą, co wyprawia się na prywatnej działce w Skarbimierzu-Osiedle.

Wójt Pulit prowadzi „zimną wojnę” ze starostą Monkiewiczem
Starosta powiatu Jacek Monkiewicz, to były zastępca wójta Skarbimierza Andrzeja Pulita. Można powiedzieć, że panowie z niejednego samorządowego pieca chleb jedli, ale sprawa nielegalnego składowiska ich poróżniła. Wójt twierdzi, że odpadami powinien zająć się starosta, a starosta uważa, że wójt nie ma racji.

Już w czerwcu ubiegłego roku, a więc niespełna miesiąc po ujawnieniu „śmieciowego procederu”, pisaliśmy, że Andrzej Pulit prowadzi przeciwko Jackowi Monkiewiczowi rozgrywkę na nielegalnych odpadach, wskazując publicznie, że za sprawą chemikaliów stoi rzekomo firma MD Prestige, której to Starostwo Powiatowe wydawało pozwolenie na gospodarowanie odpadami. Sęk w tym, że to nie MD Prestige zwiozło tysiące zbiorników z chemikaliami, a sama spółka ogłosiła upadłość już trzy lata wcześniej.

Kiedy już wydawało się, że wójt Skarbimierza zrozumiał kulisy tej sprawy i zaczął prowadzić rozmowy z właścicielem działki oraz przedstawicielem firmy Mosak Invest, a następnie decyzją administracyjną zobowiązał ich do wywiezienia odpadów, Artur Z. (właściciel działki) skutecznie odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. 30 listopada 2020 r. SKO uchyliło decyzję Andrzeja Pulita w całości, uznając, że została wydana z rażącym naruszeniem prawa. Wójt po prostu nie przeprowadził żadnego postępowania dowodowego przed wydaniem decyzji.

Kilka miesięcy później, a dokładnie 9 lutego 2021 r., wójt Skarbimierza przypomniał sobie o staroście Monkiewiczu i firmie MD Prestige. Zawnioskował do SKO o rozpatrzenie sporu o właściwości pomiędzy nim a starostą, jednak Samorządowe Kolegium Odwoławcze odmówiło rozstrzygnięcia, uznając, że spór o właściwości nie powstał, a postępowanie administracyjne prowadzi Gmina Skarbimierz. Taka decyzja z pewnością jest niekorzystna dla wójta, bo wciąż pozostaje organem, który powinien doprowadzić do usunięcia nielegalnego składowiska odpadów.

Nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa samorządowa gra na czas i przerzucanie się odpowiedzialnością, ale być może w końcu ktoś potraktuje tę sprawę na poważnie. Tak po ludzku. W myśl prawa. Dla zasady. Zanim pozostałe oleje i rozpuszczalniki trafią do gleby.