Tylko referendum może zatrzymać basenową propagandę. Mieszkańcy nie muszą za nie płacić ani złotówki [OPINIA]

0
fot. W trakcie kampanii wyborczej w 2018 r. burmistrz Jerzy Wrębiak przedstawił wizualizację trzech niecek basenowych przy ul. Korfantego i zapewnił, że do dawnego letniego kąpieliska, które przeszło rewaloryzację, będzie można wskakiwać już od sezonu letniego w 2019 r.

Siódmy rok uważnie śledzę poczynania burmistrza Brzegu w sprawie budowy letniego kąpieliska i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że tyle manipulacji i obłudy nie włożono do głów brzeżan przy żadnej innej inwestycji. A basenowa propaganda wciąż trwa i trwać będzie. Chyba, że radni wykażą więcej dobrej woli niż burmistrz Wrębiak i w bardzo prosty sposób uchwalą referendum.

Dlaczego nie wierzę w „basen na Korfantego”? Bo realizować ma go Jerzy Wrębiak. Ten sam, który w 2015 roku przywracał możliwość kąpieli w naturalnym zbiorniku na Korfantego za pomocą rezonatora. Ten sam, który w 2016 roku pokazywał wizualizacje i obiecywał na Korfantego budowę wodnego placu zabaw, skateparku, boisk, czy podczyszczalni wody. Ten sam, który w lipcu 2017 roku ogłaszał na Faacebooku, że otrzymał miliony dofinansowania na „basen przy ul. Korfantego”. Ten sam, który podczas kampanii wyborczej w 2018 roku deklarował, że do wody na Korfantego będziemy mogli wskakiwać już od przyszłego sezonu, czyli od 2019 roku.

No i co? Pomimo pracy nawet dwóch rezonatorów na Korfantego nie można się kąpać, pomimo zakończenia projektu z bioróżnorodności nie ma wodnego placu zabaw, skateparku i podczyszczalni wody. Pomimo facebookowych opowieści o rzekomych milionach „na basen przy ul. Korfantego”, okazało się, że nie były to pieniądze na żaden basen. Pomimo wyborczej obietnicy złożonej z drewnianego pomostu, ani w 2019, ani 2020 roku do wody na Korfantego nie mogliśmy wskakiwać. Jaką więc mam mieć gwarancję teraz, że kolejne opowieści nie są jedynie początkiem nowej kampanii wyborczej burmistrza?

Będąc wprowadzanym w błąd przez te wszystkie lata, a szczególnie widząc, jak nawet w trakcie prowadzonych już prac na Korfantego był zmieniany zakres robót, mam prawo nie ufać burmistrzowi. Oczywiście argumentów jest więcej. Burmistrz nie ma w budżecie żadnych pieniędzy na realizację tego zadania, a 3 mln zł niedawno otrzymanego dofinansowania mogą co najwyżej wystarczyć na remont „Wodnika”. Może nawet i starczyłoby na pół niecki, ale za co zrobi brakujące 2,5 niecki? W kolejnej kadencji, jako 10. etap?

I tu pojawia się kolejny argument – burmistrz Wrębiak musiałby zaciągnąć kredyt, ale zgodę na kredyt może dać tylko atakowana przez niego większość Rady Miejskiej. Zdroworozsądkowo jest to misja niewykonalna, bo zamiast wykazać odrobinę dyplomacji i chociaż spróbować zaprosić radnych do dialogu, Jerzy Wrębiak poszedł z nimi na wojnę. Zalewa Facebooka takim zlepkiem propagandy, że nawet nieuważny uczeń na lekcjach WOS-u uzna to za polityczne brednie. Pomijam już zwyczajną nieprawdę o przepadku dofinansowania, bowiem te 3 mln złotych Gmina Brzeg może przeznaczyć na zupełnie inne zadanie i pieniądze nie przepadną. Miasto może zmienić nie tylko zakres kosztu, ale także zakres przedmiotu wydatku majątkowego. Co więcej, nawet nie wymaga to zgody Prezesa Rady Ministrów.

Zapewne radni chcieliby przeznaczyć te pieniądze na rozbudowę basenu krytego przy ul. Wrocławskiej, jednak i w tym przypadku byłoby to jedynie kroplą w morzu. Miasto bez zaciągnięcia kredytu nie zrobi żadnego basenu, a ostatnie wyliczenia Jerzego Wrębiaka o jakimś zwrocie VAT-u i rzekomych oszczędnościach poprzetargowych, których nie ma, wyglądają bardziej obłudnie niż bardzo. Hitem jest serwowanie ceny netto (bez VAT) i możliwość odliczenia od tego – UWAGA – podatku VAT! Jak? Dwa razy? To wygląda jak nieudolna karuzela VAT-owska po brzesku, albo zdolności matematyczne wyrzeźbione na „kole zamachowym gospodarki” po wybudowaniu drugiego zakładu karnego.

Niestety, taka dezinformacja będzie trwać przez kolejne miesiące, a może nawet lata, dopóki miasto nie zaciągnie wielomilionowego kredytu i nie rozpocznie budowy basenu. A skoro mamy zadłużać miejską kasę, to niech mieszkańcy sami zdecydują, gdzie ma powstać ta inwestycja i jak ma wyglądać.

Koszt referendum to około 40 – 50 tys. złotych. Co ciekawe jest sposób, aby mieszkańcy nie zapłacili za nie ani złotówki. Wystarczy, że Rada Miejska stosowną uchwałą zmniejszy tymczasowo wysokość swoich diet oraz wynagrodzenie dla burmistrza. A dodatkowo burmistrz zmniejszy tymczasowo wynagrodzenie dla swoich dwóch zastępców. W budżecie miasta powstaną oszczędności na pokrycie kosztów referendum, a portfele władzy naprawdę tego nie odczują. Mieszkańcy chętnie pójdą zagłosować w swojej sprawie i zamkną temat basenu w Brzegu. Raz na zawsze.

Artur Płonka