Wicewójt Skarbimierza przeprasza wójta Skarbimnierza. Chodzi o wydanie decyzji na wycinkę dębu w Lipkach

0

W ubiegłym tygodniu informowaliśmy, że w Lipkach wycięto ponad 100-letniego dęba. Wniosek o wydanie decyzji złożył miejscowy proboszcz, a samą decyzję zezwalającą parafował wójt Andrzej Pulit. Niedługo po publikacji do naszej redakcji zgłosił się zastępca wójta. Leszek Dyba przekazał nam pismo, w którym przeprasza wójta Andrzeja Pulita i jednocześnie próbuje wyjaśnić całą sprawę. Sęk w tym, że treść pisma komplikuje ją jeszcze bardziej, ponieważ można wywnioskować, że decyzja na wycięcie historycznego drzewa została wydana ze wsteczną datą, czyli już po jego wycięciu.


Uporządkujmy. Dąb został ścięty 24. kwietnia. Dwa dni później naszą redakcję zawiadomił mieszkaniec Lipek, a 27. kwietnia wysłaliśmy do Urzędu Gminy Skarbimierz wniosek o dostęp do informacji publicznej, w którym zapytaliśmy o przyczynę wycinki oraz poprosiliśmy o kopię wydanego pozwolenia.

Dopiero 13 dni później, czyli 10. maja, wicewójt Leszek Dyba przesłał nam w tej sprawie odpowiedź oraz kopię wydanej decyzji, datowaną z dniem 16 kwietnia 2021 r. I do tego momentu wydawało się, że terminy podejmowanych działań są spójne, czyli decyzja została wydana 16. kwietnia, a drzewo zostało ścięte 24. kwietnia.

Urzędniczą harmonię zburzyła treść przeprosin wicewójta. Leszek Dyba tłumaczy, że zwrócił się do Andrzeja Pulita o podpisanie decyzji „nie informując go, że taką odpowiedź udzieli dziennikarzowi”, a to z kolei oznaczałoby, że decyzja została wydana już po naszych pytaniach z dnia 27. kwietnia, a więc po wycince, która miała miejsce 24. kwietnia! Oznacza również to, że wójt nieświadomie podpisuje decyzje administracyjne lub ich wydanie warunkuje tym, czy media dowiedzą się o danej sprawie, czy też nie.

To nie jedyna wzmianka, która może wskazywać na wydanie decyzji ze wsteczną datą. Leszek Dyba w treści pisma tłumaczy, że wydał decyzję, aby – uwaga – „ukrócić zarzuty wobec proboszcza”. Tyle tylko, że decyzję wydaje się przed wycinką w celu formalnego zezwolenia, a nie w celu „ukrócenia zarzutów”, a raczej krytyki mieszkańców, która w naturalny sposób pojawia się po każdej wycince.

Skontaktowaliśmy się telefonicznie z wicewójtem Skarbimierza. Leszek Dyba utrzymywał, że decyzja została wydana z datą 16. kwietnia, jednak nie potrafił wytłumaczyć dlaczego o podpisanie tej decyzji zwrócił się do wójta dopiero przed udzieleniem nam odpowiedzi, czyli po 27. kwietnia. Wicewójt nie wie także, co się stało ze ściętym drzewem i gdzie ono trafiło, ale – uwaga – wie, że jest ono w kawałkach, a na dowód choroby przesłał wybrane zdjęcia spróchniałych gałęzi. Szkoda jednak, że wybrane fotografie przedstawiają tylko niewielkie fragmenty drzewa.

Poniżej, na prośbę wicewójta Gminy Skarbimierz, zamieszczamy pełną treść jego pisma, w którym na wstępie przeprasza wójta Andrzeja Pulita (za to, że w odpowiedzi na nasze pytanie postąpił nieprofesjonalnie i niezgodnie z faktami), opisuje kulisy wydania decyzji oraz odnosi się do osób nieprzychylnych gminie. Zamieszczamy również zdjęcia spróchniałych kawałków drewna, które mają potwierdzić chorowanie dębu i uzasadnić wycięcie całego drzewa.


„W nawiązaniu do artykułu ukazanego na portalu brzeg.24.pl ukazanego w dniu 11 maja b.r. pn. „Był dąb, nie ma dębu. W Lipkach wycięto ponad 100-letnie drzewo” wyjaśniam:

Udzielając odpowiedzi na pytanie dziennikarza postąpiłem nieprofesjonalnie, nie zgodnie z faktami, za co Wójta Gminy przepraszam. Według obecnie obowiązujących przepisów właściciele drzew składają wniosek do urzędu gminy, a pracownik gminy odpowiedzialny za ochronę środowiska sporządza protokół na podstawie oględzin na miejscu, czy dane złożone w zgłoszeniu są zgodne z rzeczywistością oraz nakłada obowiązek wykonania nowych nasadzeń. Protokół został sporządzony przez referenta podległego mi referatu zgodnie z prawem co w istocie oznaczało zgodę na wycinkę drzewa. Aby ukrócić zarzuty wobec proboszcza uznałem, że dodatkowo należy wydać decyzję. Pomimo udzielonych mi jako kierownikowi referatu upoważnień i pełnomocnictw do podpisywania decyzji nie zadziałałem zgodnie z upoważnieniami. Zwróciłem się do Wójta o podpisanie tej decyzji nie informując że taką odpowiedź udzielę dziennikarzowi. Działając w dobrej wierze sądziłem że informacje zawarte w udzielonej przeze mnie Panoramie Powiatu informacji publicznej będą dla Niej wyczerpująco wyjaśniały stan sprawy i nie będzie tworzyła dalszych wątpliwości związanych z wycinką dębu. Do wypowiedzi osób nieprzychylnych gminie przekazuję informację, że proboszcz w zgłoszeniu do gminy podał prawdziwą informację, a drzewo rzeczywiście chorowało, powodując upadek spróchniałych gałęzi. Jako dowód zamieszczam fotografie

Leszek Dyba Zastępca Wójta Gminy Skarbimierz


KOMENTARZ REDAKCJI:

Szanowy Panie Wicewójcie,

Udzielając odpowiedzi na nasz wniosek o dostęp do informacji publicznej postąpił Pan zgodnie z prawem, zachował Pan 14-dniowy termin i przekazał Pan kopię jawnej decyzji administracyjnej, a więc postąpił Pan profesjonalnie, dlatego też w naszej ocenie nie ma żadnych powodów, aby w tym zakresie przepraszał Pan wójta.

Niestety, myli się Pan, że sporządzenie protokołu z oględzin drzewa oznacza w istocie zgodę na jego wycinkę, ponieważ taką zgodę oznacza wydanie decyzji zezwalającej. Ponadto, niezrozumiałe pozostają wyjaśnienia, że decyzję do podpisania dał Pan wójtowi nie informując go o tym, że taką informację udzieli Pan dziennikarzowi. Takie działanie może świadczyć nie tylko o tym, że decyzja została wydana już po wycięciu drzewa, ale także o tym, że wójt Skarbimierza wydaje decyzje warunkując tym, czy o danej sprawie dowiedzą się media, czy też nie. Taka nieprawidłowość wskazywałaby z kolei, że wójt nie wie pod czym się podpisuje, a w tym przypadku zrobiłby to pod decyzją ze wsteczną datą. Wręcz kuriozalne pozostają Pana tłumaczenia, że decyzję należało wydać w celu „ukrócenia zarzutów wobec proboszcza”, bowiem oznacza to przede wszystkim niezrozumienie kodeksu postępowania administracyjnego oraz ustawy o ochronie przyrody.

Reasumując, za powstały bałagan formalnoprawny na Waszych biurkach przeprosiny należą się jedynie mieszkańcom gminy i przyrodzie.