„O utrzymanie będzie piekielnie trudno”. Noworoczna rozmowa z trenerem Victorii Dobrzyń

0
Paweł Jankowski - trener Victorii Dobrzyń

Sześć lub nawet siedem drużyn spadnie tej wiosny z klasy okręgowej gr. I do klasy A. Jedną z ekip, która powalczy o utrzymanie, będzie Victoria Dobrzyń. Na początku nowego roku rozmawiamy z Pawłem Jankowskim, trenerem drużyny, która rozpoczyna okres przygotowawczy, a za dwa miesiące rozegra pierwszy mecz nowej rundy.

W jakim stanie był zespół, gdy objął go Pan we wrześniu?
Trener Artur Adasik bardzo dobrze go przygotował. Przede wszystkim przyzwoicie wyglądał pod względem fizycznym, a to było podstawą, aby móc myśleć o jakichkolwiek punktach. Jednak zmiana trenera w trakcie rundy to zawsze trudny moment. Na poziomie amatorskim, przy dwóch treningach w tygodniu, czasu na działanie było bardzo mało. Przede wszystkim chciałem jak najszybciej wygrać i podnieść morale zespołu. Krótko nakreśliłem priorytety, przekonałem piłkarzy, że warto je realizować i przy drugim podejściu zwyciężyliśmy [3-2 przeciwko Startowi Dobrodzień – przyp. red.].

Victoria rundę jesienną zakończyła na 16. miejscu. To dobra pozycja czy oczekiwania były większe?
Prowadziłem zespół przez dwa miesiące i mogę ocenić tylko ten okres. Jesteśmy w strefie spadkowej, ale nie na straconej pozycji. Wciąż mamy tak niewielką stratę do reszty, że możemy walczyć o utrzymanie. Żałuję jednak, że mecze w Ligocie Turawskiej [1-2 – przyp. red.] i Kuniowie [3-6 – przyp. red.] nie zakończyły się inaczej. Nie wdając się w szczegóły powiem, że nie mieliśmy prawa przegrać tych spotkań, a jednak polegliśmy.

Co dobrzynianie szczególnie zapamiętali po minionej rundzie?
Zwrócę uwagę na trzy wydarzenia. Pierwszym była nieszczęśliwa, fatalna kontuzja naszego bramkarza Adama Przybyły, który mecz w Łubnianach skończył ze złamaną ręką i szwami na rozciętej głowie. Ponieśliśmy tam również kompromitującą porażkę, podobnie jak w Mechnicach. Oczywiście takie mecze nie mogą się przytrafiać, a te dwa stanowiły konsekwencję braków kadrowych. To był sygnał, nie wolno tak funkcjonować na szczeblu klasy okręgowej. Trzecią sytuację wspominamy pozytywnie. Było to zwycięstwo ze Startem Dobrodzień w ostatniej akcji meczu [3-2 – przyp. red.]. Piękną bramkę zdobył wtedy Przemek Kowalski. To była nagroda za walkę i konsekwencję z naszej strony.

Jaki jest cel na piłkarską wiosnę?
O utrzymanie będzie piekielnie trudno, ale właśnie tego chcemy dokonać. Żeby móc o to skutecznie walczyć, musimy zachować treningową dyscyplinę, systematyczność i odpowiedzialność. Musimy też skupiać się na każdym kolejnym treningu i żmudnie pracować. Chcemy patrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat tej wiosny. Zespół musi mieć swój fundament i styl na dłuższy okres niż kilkanaście najbliższych spotkań. Musi funkcjonować na odpowiednim poziomie, będąc gotowym do wyzwań również w kolejnym sezonie. Jeśli chodzi o elementy czysto piłkarskie, musimy doskonalić otwieranie i budowanie gry. Mam nadzieje, że okres przygotowawczy przyniesie wymierne postępy.

Skoro do klasy A spadnie sześć ostatnich drużyn, a siódma od końca w grupie I powalczy w barażach z siódmą od końca w grupie II, to o utrzymanie faktycznie może być „piekielnie trudno”.
To wyjątkowy sezon, na którego kształt wpłynęła sytuacja epidemiologiczna. Z jej powodu zwiększyła się liczba uczestników rozgrywek klasy okręgowej w bieżącym sezonie, przez co wzrosła również liczba spadkowiczów. Musimy się do tego dostosować. Na utrzymanie mamy szanse, ale nie tak duże, jak ekipy, które jesienią zgromadziły większy kapitał. Już od pierwszej wiosennej kolejki będziemy musieli gonić resztę, bo mamy pięć punktów straty do pierwszego bezpiecznego miejsca, a przy tak niewielkiej ilości meczów, które przed nami, margines błędu jest niemalże zerowy. Sytuację może skomplikować ewentualny spadek jakiegoś opolskiego trzecioligowca, którzy zwiększy liczbę spadkowiczów w 4. lidze i jednocześnie w „okręgówce”. A przecież Polonia Nysa zajmuje teraz przedostatnie miejsce.
Czy wyjątkowa formuła rundy wiosennej, czyli podział na grupę mistrzowską i spadkową, urozmaici rywalizację czy może ją utrudni? A może gra z dolną częścią tabeli będzie łatwiejsza?
Uważam, że ten podział nie ma większego znaczenia, a decyzja o braku spadków w zeszłym sezonie była słuszna. Teraz nie jest ważne, z kim zagramy, bo najważniejsza jest liczba drużyn, które nie spadną lub spadną do klasy A. Z jedenastu rywalizujących utrzymają się tylko cztery lub pięć. Właśnie dlatego musimy mocno walczyć już od samego początku rundy.

Jak wyglądają przygotowania Victorii do sezonu?
Ze względu na trwającą „narodową kwarantannę”, nasz okres przygotowawczy jest nieco zakłócony. Sytuacja ma potrwać do 17 stycznia, ale poradzimy sobie. Zawsze mamy plan B i właśnie go wdrażamy, aby jak najlepiej wkroczyć w piłkarską wiosnę.

Sparingi ustalone były już pod koniec listopada. Przypomnijmy teraz rywali.
W pierwszym z nich zmierzymy się z najlepszym obecnie beniaminkiem 4. ligi – Victorią Chróścice. To spotkanie zaplanowaliśmy na 30 stycznia. Natomiast 14 lutego powalczymy z liderem opolskiej klasy A gr. II – KS-em Skarbimierz. Dokładnie tydzień później zagramy przeciwko Świtezi Wiązów z wrocławskiej klasy A, natomiast po kolejnych siedmiu dniach stawimy czoła Czarnym Sobocisko, również z wrocławskiej klasy A. Na tym zakończymy sparingi, a zmagania ligowe rozpoczniemy w pierwszy weekend marca.

Czego w nowym roku można życzyć jedynej drużynie z powiatu brzeskiego, która występuje w klasie okręgowej?
Chyba nie będę zbyt oryginalny, jeśli powiem, że zdrowia i braku kontuzji! (śmiech)

Zatem tego życzę i dziękuję za rozmowę!