Wolontariusz to pomoc i dobro w jednym. Rozmowa z Anną Głogowską o tym, co dzieje się w Brzegu i jak czują się zwykli mieszkańcy

0

Pani sprzątająca w aptece pcha się na radną – tak mówią niektórzy urzędnicy.
Anna Głogowska: Mogłabym się zrewanżować, że znam takich urzędników, którzy zdawali maturę np. w wojsku, ponieważ nie byli w stanie przejść przez ten egzamin w liceum, ponieważ w tym czasie – jako nastolatkowie – dorobili się już dzieci, a potem kończyli kilkuletnie studia w ciągu dekady.

Teraz jest Pani złośliwa.
Anna Głogowska: Bynajmniej. Po prostu przykro słuchać kogoś, kto jest tak zadufany w sobie. Zwłaszcza, że ci ludzie, którzy poświęcają mojej osobie tak dużo czasu, być może pracują w urzędach i wykonują funkcje usługowe dla nas, brzeżan. Dlatego jestem zdania, że warto spojrzeć najpierw na siebie, a potem ewentualnie silić się na przypinanie łatki innym. Owszem, pracuję jako pomoc apteczna, ale po wykonywaniu obowiązków zawodowych poświęcam się mojej pasji, czyli pracy społecznej na rzecz mieszkańców, bez względu na ich status społeczny i wykształcenie. To jest dla mnie najważniejsze…

Czyli taka „kocia mama” i przyjaciółka bezdomnych?
Anna Głogowska: Owszem, ale nie tylko. A co w tym złego? Proszę spojrzeć na hasła wyborcze kandydatów do rady: zbudują nam mieszkania, ulice, drogi, place i różnorakie pałace. Las Vegas będziemy mieli w Brzegu. Przecież to bzdury! Ilu z tych ludzi widzieliście na ulicy, jako np. radnych pomagających ludziom. Po wyborach ubierają się w krawaty, czapkują władzy i zapominają o mieszkańcach. A problemy zostają: brak żłobków, poważnych inwestycji i inwestorów, ponieważ jeden pan ma ideę fix skupowania zrujnowanych pałaców w mieście, czy budowy szaletu za setki tysięcy złotych, nie mówiąc już o wydawaniu przyjęć dla zacnych państwa radnych i innych VIP-ów za grube tysiące złotych. 10 czy 15 tysięcy na „uroczystą kolację” – co to jest za publiczne pieniądze? A kiedy są święta, dają po sto czy dwieście złotych np. na „Szlachetną paczkę” i żądają w zamian zdjęć i fanfar, jacy to są szlachetni. Lepiej zastanowić się, jak rozwiązać problem bezdomnych koczujących w browarze, pomóc np. człowiekowi, który potrzebuje pieniędzy, bo zmaga się z chorobą nowotworową, zapewnić dziecku żłobek, czy bez fajerwerków dla władzy zorganizować jakąś akcję charytatywną bez honorowych patronatów i innych bzdetów. Inna sprawa: cztery lata mijają, a ludzie nadal kąpią się w Odrze, bo władza nie poradziła sobie z załatwieniem odwiecznego problemu miasta – kąpieliska. Nie wspominając już o mieszkaniach socjalnych lub komunalnych dla naprawdę potrzebujących. Ale po co? Lepiej przecież bawić się za publiczne pieniądze na przyjęciu z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości i to już w październiku, bo przed wyborami. Wstyd! O ile mi wiadomo, w październiku świętowali zawsze bolszewicy i to rocznicę swojej rewolucji.

Pani będzie inna?
Anna Głogowska: Jestem inna! Nie jestem przebierańcem, który musi wbić się w garnitur, aby zostać zauważonym. Mnie sprawia radość pomoc innym. I tym zamierzam się zajmować jako radna. Nie ma dla mnie spraw zamiatanych pod dywan, ponieważ coś się nie podoba państwu władzy. Jak mawiał Jezus Chrystus: – „Kiedy urządzasz obiad albo kolację, nie zapraszaj swoich przyjaciół albo braci ani krewnych ani bogatych ani sąsiadów, bo wtedy oni zaproszą ciebie, by ci się odwdzięczyć. Ale gdy urządzasz przyjęcie zaproś ubogich, ułomnych, kulawych czy niewidomych, a będziesz szczęśliwy, bo oni nie mają się czym tobie odwdzięczyć Będzie ci to wynagrodzone przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”. Proszę się zastanowić, czy ci państwo władza, co chodzą do kościoła i komunii stosują tą zasadę.

Może będzie Pani taką samarytanką do pierwszej lub drugiej sesji?
Anna Głogowska: Proszę pana, jestem niemal na każdej sesji od kilku lat. Nie jako radna, lecz właśnie jako mieszkanka miasta. Głośno od początku protestuję przeciwko budowie drugiego zakładu karnego w Brzegu. Byłam w tej sprawie u obecnego burmistrza, prosząc, aby zrobił referendum. Nie mam problemów z powiedzeniem komuś prawdy, obawiając się utraty pracy urzędowej lub innej funkcji. Mam ten przywilej, że mogę być osobą niezależną. Taką, jaką powinien być każdy radny! Jako ta sama mieszkanka miasta jestem obecna niemal w każdej inicjatywie społecznej. Oczywiście, nie sama, lecz z grupą kilkudziesięciu wolontariuszy, których w mieście nie brakuje. Są to osoby w różnym wieku, od kilkunastu do kilkudziesięciu lat. Nigdy nie czapkowałam władzy i nie zamierzam tego robić. Uważam, że trzeba skończyć ze swojego rodzaju uprawianiem poddaństwa względem władzy w imię jakiś dziwnych zależności, jak to miało miejsce w upływającej kadencji. Jeśli trzeba – idziemy i próbujemy rozwiązać problem, działamy dla tego miasta!

Już za jedną taką „akcję” trafiła Pani przed sąd. Sprawa jest w toku z oskarżenia prywatnego?
Anna Głogowska: Istotnie mam sprawę karną z jedną panią urzędnik, która obrażała mieszkańców miasta, publicznie prezentowała swoje roznegliżowane zdjęcia itp. Wszyscy o tym mówią, proszę podjechać do Grodkowa, Lewina Brzeskiego czy np. Lubszy. Brzeg słynie z pani urzędniczki i prezentowanych jej wdzięków. Ponieważ zwróciłam tej osobie publicznie uwagę na portalu społecznościowym, a ona nie przestała poniżać niektórych brzeżan, wspólnie z mieszkańcami przygotowaliśmy apel do Rady Miejskiej Brzegu z prośbą o zajęcie się sprawą. Efekt: zostałam oskarżona o znieważenie i zniesławienie. Innymi słowy: urzędniczka pracująca na rzecz mieszkańców uważa, że pokazując swoje wątpliwej jakości moralnie fotki i lżąc mieszkańców – ma większe prawa od zwykłych brzeżan. Parafrazując jedną z reklam: takie rzeczy to tylko w Brzegu i to za przyzwoleniem władzy. Niestety problem został na jakiś czas wyciszony, ponieważ żaden z radnych wspierających burmistrza nie zareagował. To ta sama grupa, która popierała budowę więzienia i głosowała przeciw referendum. To te same osoby, które teraz proszą o nasz głos, fundując nam budynek z kratami zamiast rozwoju gospodarczego, społecznego czy przede wszystkim turystycznego miasta.

Wróćmy do sprawy karnej.
Anna Głogowska: W przeciwieństwie do tej osoby, która ujawniła ostatnio część przebiegu postępowania, nie mogę mówić publicznie o procesie. Poza oczywiście informacjami, które wynikają z rozpoznawania sprawy przed sądem i są publiczne. Sprawa jest w trybie prywatnoskargowym, a nie publicznoskargowym i to jest delikatna różnica. Uznanie winy, w co nie wierzę, nie oznacza konieczności rezygnacji z mandatu radnego. Owszem, jest mi przykro, że jako mieszkanka muszę siedzieć na ławie oskarżonych za zwrócenie uwagi urzędnikowi, który moim zdaniem prowadzi się w sposób urągający godności tego zawodu.

Należy Pani do krytyków obecnego burmistrza i sprzyjających mu radnych.
Anna Głogowska: To oni tak to odbierają. Ale to nie jest krytyka.

A co?
Anna Głogowska: Złość i zdenerwowanie połączone ze sprzeciwem dla braku szacunku wobec mieszkańców. Fundowanie nam więzienia, wyjazdy burmistrza za tysiące złotych na kilkudniowe szczyty ekonomiczne do Krynicy, czy spanie w ekstra pensjonatach i hotelach. Ja pytam publicznie: kto za to płaci? Czy miasto stać na wyjazdy tego pana na debaty ekonomiczne poświęcone rozwojowi gospodarczemu mikro i makroregionów. Cóż takiego przynosi to mieszkańcom czy miastu. Ile razy Brzeg w ciągu czterech lat był obecny na jakichś targach przemysłowych czy turystycznych. Mówię o imprezach, które stworzyłyby promocję wokół naszego miasta. On nie jest od tego, aby jeździć. Od tego są urzędnicy, zajmujący się danymi sprawami. Oni pracują świetnie, tylko trzeba ich uwolnić od promowania jednej osoby. Oto cała recepta. Wolałabym, aby gospodarz miasta lub radni przyjmowali ludzi w każdy poniedziałek lub inny dzień, zamiast – i tu mówię o władzy – wyjeżdżać na delegacyjki, konferencje czy w inne podróże za nasze pieniądze.

Za te same nasze pieniądze chce być Pani radną?
Anna Głogowska: Pan wybaczy, ale te trzysta złotych przeznaczę na bezdomnych i koty.

Tysiąc – tyle wynosi dieta podstawowa.
Anna Głogowska: Co?! Nie wiedziałam. To będzie więcej na rzeczy, o których wspomniałam.