Nic się nie stało – Felieton Posła RP Pawła Grabowskiego z cyklu „Widziane z Wiejskiej”

0
fot. archiwum

Reprezentacja Polski w piłce nożnej wraca z mistrzostw świata w Rosji tak szybko, jak to tylko możliwe. Można rzec – jak zwykle. Wielu z nas nuci – tak jak przywykliśmy w przeszłości – „nic się nie stało”…Czy jednak smętne nucenie to wszystko, na co nas stać?


Zapraszam w niecodzienną podróż
Jak większość z nas, wspieram drużynę narodową. Raduję się, gdy wygrywa lub chociaż ładne gra i smucę się w chwilach takich jak ta, kiedy po ponurym spektaklu „nasi” wracają „na tarczy”. Nie będę się rozpisywał o grze polskich piłkarzy, ponieważ – po pierwsze – nie jestem specjalistą od piłki nożnej, a po drugie – nie chcę pogarszać i tak już nienajlepszych nastrojów. Chcę jednak zaprosić Państwa w pewnego rodzaju podróż, w której spróbuję połączyć sferę piłki nożnej ze sferą polityki, w nieco niecodziennym ujęciu, a przez to zachęcić Was do pewnej refleksji.

Polski sen
Stało się już normą, że po wygranych meczach odczuwamy dumę, a po przegranych – często w poczuciu niemocy – nucimy sobie „nic się nie stało”. Lata mijają, zmieniają się piłkarze, zmieniają się ich fryzury, zmieniają się trenerzy, a nam nieustannie towarzyszy to smętne „nic się nie stało”. Oczywiście miewamy też chwile chwały, jak choćby niedawne zwycięstwo nad reprezentacją Niemiec, czy legendarne występy drużyny trenera Górskiego.

Po przegranym meczu z Senegalem, zamiast puścić wodzę fantazji w krytyce naszej drużyny i domagać się poprawy poziomu gry – poczułem, że warto wspierać naszych jeszcze mocniej i być optymistą, wierząc i ufając piłkarzom oraz trenerowi. Po meczu z Kolumbią okazało się, że popełniłem błąd i już po pierwszym sygnale, że coś jest nie tak, należało podnieść alarm i domagać się istotnych zmian.

Jako kibic, powierzyłem swój los w ręce piłkarzy, oraz prowadzącego ich selekcjonera i… srodze się zawiodłem. Cały ten zawód biorę jednak na siebie, bo skoro wierzyłem, ufałem, to teraz ponoszę tego konsekwencje. I tu zapytam zaczepnie – czy sytuacja polskiej reprezentacji po mistrzostwach świata w piłce nożnej w Rosji nie kojarzy się Wam z tym, co w Polskiej polityce przeżywamy w kółko od lat?

Zamieńmy jedno słowo
Proponowałem Wam podróż, więc ruszamy. Zamieńcie teraz proszę słowo „piłkarze” na „politycy”. To zdumiewające, jak bardzo sytuacje pasują do siebie, prawda?

Wokół naszych piłkarzy stworzono doskonałą atmosferę, że aż trudno było nie wierzyć w sukces. Kreowany wizerunek piłkarzy miał nas przekonać, że dysponują oni nadprzyrodzonymi mocami, dzięki którym radość ze zwycięstwa mamy gwarantowaną. Ta doskonała atmosfera i kreowany wizerunek sprawiły, że nasi piłkarze sowicie się wzbogacili, a my obudziliśmy się z ręką w nocniku, nucąc sobie smętnie „nic się nie stało”.

Jeśli wytężymy nieco wyobraźnię, łatwo dostrzeżemy analogie pomiędzy piłkarzami a politykami. Wielkie obietnice, szumne zapowiedzi – to właśnie ta doskonała atmosfera, której często ulegamy, wierząc, że coś się zmieni, że będzie lepiej. Całe sztaby, redakcje przychylnych mediów, krótko mówiąc – rzesza ludzi i rzeka pieniędzy, pracujących nad wykreowaniem wspaniałych propozycji, projektów, które mają olśnić obywateli. Następnie przychodzą wybory i prędzej czy później budzimy się znów z ręką w nocniku… w myśl zasady „nic się nie stało”.

A może właśnie się stało?
Trzeba sobie powiedzieć jasno – „nic się nie stało” to hasło, będące wyrazem bierności, albo – mówiąc wprost – hasło będące symbolem kapitulacji. Skoro bowiem wierzymy w naszych piłkarzy, skoro angażujemy nasze serca, to chyba mamy prawo wymagać, aby reprezentacja grała na odpowiednim poziomie? Tym bardziej, że wedle teorii, jest to jedna z najlepszych reprezentacji na świecie.

W teorii również, mamy w Polsce demokrację, a władza – zgodnie z tym, co zapisano w naszej konstytucji –należy do narodu, który może ją sprawować bezpośrednio (w drodze referendum) lub za pośrednictwem swoich przedstawicieli (w ramach tzw. trójpodziału władzy).Pomijając aspekt władzy wykonywanej pośrednio – bo o reformie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej można napisać trzy osobne felietony – dziś chcę się skupić na władzy wykonywanej przez obywateli bezpośrednio – czyli w drodze referendum.

Stało się! Dzieje się! Ile jeszcze?
Jak już wspomniałem, teoretycznie mamy prawo decydować bezpośrednio, a władza powinna nas szanować i liczyć się z naszym głosem. Tylko… ile to już razy upadały różne inicjatywy referendalne? Ile razy, władza mieliła tysiące podpisów obywateli, odmawiając im prawa głosu i zamiatając ich pod dywan, jak śmieci? Ile razy władza zaciskała obrożę obywatelom, podnosząc im podatki lub w inny sposób uprzykrzając życie? Ile razy władza postępowała wbrew woli obywateli, którzy w dobrej wierze  zaufali i dokonali – jak się później okazało – błędnego wyboru.

Wybaczcie proszę, że zadaję te pytania, tak niewygodne, tak dosadne. Myślę jednak, że w polskiej polityce znaleźliśmy się w takim samym miejscu, w jakim znajduje się obecnie nasza reprezentacja Polski w piłce nożnej – czyli w miejscu, w którym trzeba powiedzieć „dość!” i przestać nucić smętne „nic się nie stało…”.Bo stać nas chyba na więcej, prawda?

O tym, jak to zrobić i jaka jest propozycja Kukiz’15 w tej kwestii, napiszę następnym razem.


Paweł Grabowski – radca prawny, poseł Kukiz’15. W wyborach parlamentarnych uzyskał mandat od ponad 4,5 tysiąca mieszkańców Opolszczyzny, mimo iż były to pierwsze wybory, w których kandydował i nigdy nie należał do partii politycznej. W Sejmie jest członkiem Komisji Finansów Publicznych, Komisji Gospodarki i Rozwoju oraz wiceprzewodniczącym Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Prowadzi również prace Podkomisji ds. mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. W naszym regionie najłatwiej umówić się z nim telefonicznie, pod numerem tel. 690 226 236.