To już nie jest spór o znak drogowy, ale o elementarne prawo do normalnego życia. W centrum Brzegu mieszkańcy jednej ulicy zostali potraktowani inaczej niż ich sąsiedzi kilkanaście metrów dalej. Na tej samej drodze obowiązują dwa różne porządki. Jedni mogą legalnie dojechać pod swoje domy, inni nie mogą nawet zatrzymać się na chwilę. Efekt jest prosty. Ludzie zostali faktycznie uwięzieni we własnych kamienicach. Sprawa zamiast zostać rozwiązana jedną decyzją, utknęła w urzędniczym ping pongu między starostą a burmistrz. A w tle są konkretne dramaty, chorzy, osoby z niepełnosprawnościami, zamknięte firmy i poczucie, że mieszkańcy zostali pozostawieni sami sobie.
2026-06-08 17:29:00