Polityk wielolicowy czyli nieważne z kim, nie ważne jak, byle do przodu

0

 Swego czasu Waldemar Pawlak, zapytany o to kto wygra wybory, odpowiedział „Nie wiem, ale na pewno wygra je nasz przyszły koalicjant”, pokazując tym samym, że PSL za kilka stołków jest w stanie sprzedać się każdemu, bez względu na opcję polityczną. 

To przykład z warszawskiego podwórka. Nie trzeba jednak sięgać aż tak daleko by znaleźć polityków, którzy działają według takich zasad.
 Jest bowiem wśród Radnych Powiatowych obecnej kadencji „polityk”, któremu nieobca jest zasada „Nieważne z kim, nie ważne jak, byle do przodu”. To radny Stowarzyszenia Myśli Samorządowej (SMS) Paweł Ciszewski.
 Początki realnego politykowania Ciszewskiego sięgają czasów przynależności do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W partii tej dochrapał się stanowiska przewodniczącego brzeskiej rady powiatu oraz radnego miejskiego. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia i nasz lewicujący bohater zapragnął zostać samorządowcem szczebla wyższego. Tu pojawia się pierwszy problem, no bo co zrobić, jeśli się nie uzyskało wymarzonego miejsca na liście SLD? Co zrobić, jeśli nikt inny nie chce zaoferować miejsca dającego realne szanse na uzyskanie mandatu? Odpowiedź jest prosta – trzeba założyć swoją partię. To jednak nie takie łatwe, bo jeśli założy się ją tuż przed wyborami, to jak przekonać wyborców, że nie jest to zwyczajna ściema. Cztery lata temu nasz zmyślny radny znalazł na to sposób. Na szybcika stał się ojcem powołanego do życia „Stowarzyszenia” Myśli Samorządowej i tym samym znalazł sposób na uzyskane upragnionej „jedynki” na liście wyborczej.
 W tym momencie zrobimy krótką pauzę i zerkniemy do Krajowego Rejestru Sądowego, w którym znaleźć można spis wszystkich stowarzyszeń i fundacji działających w naszym kraju. Organizacji Pawła Ciszewskiego niestety w nim nie znajdziemy, bo nigdy w nim nie figurowała. Być może zmyślny radny miał problemy z wypełnieniem odpowiednich druków. Bardziej jednak prawdopodobne, że Stowarzyszenie Myśli Samorządowej od początku miało być stowarzyszeniem tylko z nazwy. Po co? Ano po to aby móc opowiadać ludziom, że oto mają do czynienia z organizacją z prawdziwego zdarzenia, której można ufać, bo tworzą ją ludzie chcący swoją wspólną myślą odmienić samorząd, rozwalić skostniałe układy i wnieść nową jakość.
 No dobra, bądźmy szczerzy, mało kto łyknąłby taką propagandę. Nie doceniamy jednak przebiegłości naszego wielolicowego radnego. Gdy już powołany został do życia twór zwany stowarzyszeniem i oczywiste stało się, że jego lider został „jedynką” w nadchodzących wyborach, przyszedł czas na zapychanie list. Widząc, że ciężko będzie sprzedać taki kit Paweł Ciszewski sięgnął po tych, którzy dotychczas z samorządem nie mieli nic wspólnego, po młodzież. Spotykał się z nimi, obiecywał im złote góry. Mówił o tym, że po wyborach to będzie silne stowarzyszenie młodych ludzi, którzy razem będą działać i wspólnie sobie pomagać na wszystkich płaszczyznach. Łapanka przyniosła sukces i koniec końców listy zostały zamknięte. Do Rady Miasta nie wszedł nikt ze Stowarzyszenia Myśli Samorządowej, do Rady Powiatu tylko Ciszewski. W tym właśnie momencie SMS przestał być mu już potrzebny i słuch o tej organizacji zaginął. Spytajcie tych młodych ludzi, którzy cztery lata temu uwierzyli politykowi wielolicowemu. Czy któryś powie wam: „cieszę się, że przedstawiciel SMS jest w radzie, bo robi wiele pożytecznych rzeczy” albo „SMS bardzo mi pomógł, spotkałem tam wspaniałych ludzi, z którymi teraz działamy na rzecz społeczeństwa”? Nie. Bo SMS był po prostu jedyną możliwością do tego, by Paweł Ciszewski dostał „jedynkę”. Cała reszta to dla niego numerek na liście wyborczej, zapewniający dopływ głosów, bez których nie przekroczy się progu wyborczego (w bambuko zrobiony został nawet wielki przyjaciel polityka wielolicowego, notabene również wuefista). Czy dziś Paweł Ciszewski odczuwa jakiekolwiek wyrzuty sumienia? Zapewne nie ma czasu na bicie się z myślami, biorąc pod uwagę jego „bogatą” działalność radnego.
 Zapytacie więc czym to Paweł Ciszewski tak intensywnie zajmuje się w Radzie Powiatu. Ano niewieloma sprawami. W obecnej kadencji zajmuje się przede wszystkim powtarzaniem, że „powinno się zwolnić etatowego członka Zarządu Powiatu Brzeskiego, Janusza Gila, bo zarabia on 10 000 złotych”. Kwota podawana przez Ciszewskiego oczywiście nie zgadza się z rzeczywistą. Trudno powiedzieć czy polityk wielolicowy dobrze radził sobie z matematyką w szkole średniej. Najwyraźniej jednak nie wpadł na to, że w bardzo prosty sposób można odnaleźć odpowiednią rubrykę w oświadczeniu majątkowym (dowiadując w ten sposób ile zarabia etatowy członek zarządu) i plecie co mu ślina na język przyniesie. Czy jest to działanie dla dobra powiatu, jak dawniej dla dobra młodzieży, która zaufała szefowi Stowarzyszenia Myśli Samorządowej, czy może osobista vendetta za to, że właśnie radny Janusz Gil sprawił, iż Paweł Ciszewski nie otrzymał poparcia SLD i wymarzonego miejsca na liście wyborczej?
 Oprócz atakowania swojego największego wroga Ciszewski stara się również pokazać przyszłym wyborcom, że oto mają do czynienia z człowiekiem szlachetnym, posiadającym duszę społecznika. Jako nauczyciel wuefu dorchapał się nawet w tym celu posady drugiego trenera brzeskich koszykarek. Jakby w myśl słów – nie udało się z młodzieżą w SMS, może uda się ze sportowcami. Co prawda z poważną koszykówką nie miał nigdy nic wspólnego, AWF-u nie skończył, i trenował jedynie dzieciaki (choćby takie, które na lekcjach wychowania fizycznego grają w dwa ognie), ale pokazać się trzeba. Warto przypomnieć, że owej posady nie zaproponowano koszykarce i trenerce, grającej dawniej w Ekstraklasie. Polityk wielolicowy okazał się skuteczniejszym kandydatem.
 Nie udało się natomiast naszemu bohaterowi zdobyć posady dyrektora szkoły. W konkursach na te stanowisko startował trzykrotnie. Dwa razy komisje dochodziły do wniosku, że nie jest on odpowiednią osobą. Raz polityk wielolicowy na rozmowę nawet się nie stawił. Może przeczuwał, że i tak nie ma szans.
 W poprzedniej kadencji Radny Ciszewski błysnął również działaniem poprawiającym jego wizerunek człowieka pracowitego, posiadającego duszę społecznika. Objął bowiem opieką Młodzieżową Radę Miasta. Szybko jednak zauważył, że do wyborów jeszcze daleko i starać się nie warto, natychmiast więc o temacie zapomniał. Nie zorganizował nawet wyborów do MRM i tym sposobem młodzież chcąca robić coś pożytecznego znowu została przez polityka wielolicowego zostawiona na lodzie.
 O naszym bohaterze napisać można byłoby jeszcze wiele. Można byłoby wspomnieć o zawiłościach meldunkowych, o lukratywnej posadzie innej osoby o tym samym nazwisku, wzbudzającej emocje w gminie znajdującej się po przeciwnej stronie Odry, ale skupmy się może na tym co dzieje się obecnie.
 Zbliżają się przecież wybory samorządowe i polityk wielolicowy pragnie pozostać na „stołku” Radnego Powiatowego. O Stowarzyszeniu Myśli Samorządowej nie pamiętają już najstarsi górale. Co zatem należy zrobić? Zgodnie ze sprawdzonym i utartym schematem założyć nową organizację, kolejne stowarzyszenie. Szczęśliwie dla Ciszewskiego w szeregach nowo powstałego prawicowego (?) tworu znalazło się kilku polityków posiadających pewne doświadczenie i tym razem nie zapomniano o wpisie do KRS więc przynajmniej na tym polu wszystko się zgadza. Teraz nowy twór rozpoczyna przygotowania do wyborów. Radny Cieszewski zapewne rozpocznie rozglądanie się za kolejną grupą wypełniaczy list oraz wyborców, którzy powalczą dla niego o samorządowy stołek.

Bartłomiej Tyczyński